Nowy numer 48/2020 Archiwum

Niżej już się nie da

Paradoksy. Piach Sahary okazał się żyzną glebą. Erudyta został eremitą. Ten, który notował: „Ziarno umiera, nie przynosząc owocu”, doczekał się tysięcy kontynuatorów, a choć wołał dramatycznie: „Niczego w życiu nie osiągnąłem”, zostanie niebawem świętym. Uznano właśnie cud, który uczynił w 100. rocznicę śmierci. Jak tu nie kochać tego radykała i „nieudacznika”?

Jestem niczym. Nic mi się nie udało – pisał rozgoryczony kard. Yves Congar. Po latach autor dokumentów soborowych przyznawał, że była to niezwykle wyzwalająca lekcja życia. Jakże bliźniacze doświadczenie miał kilkadziesiąt lat wcześniej inny Francuz. Choć na spalonej słońcem pustyni notował: „Marzę o czymś bardzo prostym, małym liczebnie, przypominającym pierwsze wspólnoty pierwotnego Kościoła. Mała rodzina, małe ognisko zakonne, maleńkie i bardzo proste”, jego radykalizm onieśmielał i zawstydzał tych, którzy próbowali mu towarzyszyć. Widząc, że Karol de Foucauld nie stosuje żadnej taryfy ulgowej i narzuca sobie niezwykle surową dyscyplinę, odchodzili…

Fascynuje i przeraża

Ten niespokojny duch, erudyta i eremita popijający mlekiem trzy daktyle dziennie, nie zgromadził za życia wokół siebie wspólnoty. Umierał samotny, a najbliższe otoczenie, obserwując radykalizm jego wyborów, szeptało: Karol „fascynuje, ale i przeraża”. „Nie działam z miłości do ludzi ani ze względu na nich – wyjaśniał – ale z miłości do Boga i ze względu na Niego samego”.

A jednak po jego śmierci to, co zakiełkowało na wyprażonej słońcem pustyni, wydało nieprawdopodobne owoce. Po śmierci małego brata tysiące osób, zafascynowanych jego drogą, poszło w jego ślady. Znam takich, którzy mogą opowiadać o nim z błyskiem w oku godzinami. Dlatego słysząc, że papież Franciszek zatwierdził 26 maja dekret kanonizacyjny Karola de Foucauld, ruszyłem do Częstochowy, gdzie nieopodal Jasnej Góry w niewielkim domku w ogromnym ogrodzie mieszkają małe siostry, duchowe spadkobierczynie przyszłego świętego.

Runął z 15 metrów

Po kuchni rozchodzi się zapach kawy. Za oknami zimna wiosna ustępuje miejsca latu. − Franciszek podpisał dekret uznający cud za wstawiennictwem brata Karola. Chodzi o cudowne uzdrowienie Charles’a, 21-letniego Francuza, który w listopadzie 2016 r., w czasie prac remontowych w liceum, runął z ponad 15-metrowego rusztowania – opowiada s. Anna. − Spadł na drewnianą ławkę i nadział się na wystający kawałek drewna. Po chwili, ku zdumieniu innych pracowników, podniósł się i z wbitym w ciało drewnianym bolcem pomaszerował, by zawiadomić o wypadku pracowników liceum. Wybuchła panika. Przyleciał helikopter, ale ponieważ ciało było przebite, Karola nie można było przetransportować drogą powietrzną. Karetka wiozła go przez 45 minut do szpitala w Angers, a ratownicy bali się o życie pacjenta. Ponieważ jego kierownik z żoną należeli do jednej ze wspólnot, zawiadomili swą parafię pod wezwaniem… brata Karola de Foucauld. Trwały akurat przygotowania do świętowania 100. rocznicy jego śmierci, a parafia modliła się… o jego kanonizację. Ruszył szturm do nieba. Modliło się mnóstwo ludzi. Nad ranem po operacji okazało się, że żaden narząd nie został uszkodzony, a po trzech dniach szef mógł swobodnie rozmawiać z rannym pracownikiem. Co ciekawe, ten młody chłopak nie był wcześniej wierzący. Zgodził się na udostępnienie medycznej dokumentacji, bo wiedział, że wydarzyło się coś ponadnaturalnego.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL