Nowy numer 49/2020 Archiwum

Hejt za życie

Ceną za uratowanie życia poczętemu dziecku jest znoszenie fali ataków w internecie. Zuzanna Wiewiórka nie ma jednak wątpliwości, że było warto.

Pod adresem Zuzanny Wiewiórki posypały się komentarze: „Psychopatka. Zasługujesz na ten lincz jak mało kto”; „Do którego z prolajfów mam wbić i zaj…ć wam w nerkę?”; „J…ć ją nożem”. Trójmiejska działaczka Fundacji „Pro – Prawo do życia” doprowadziła do tego, że dziecko 17-letniej dziewczyny nie zostało zabite. Jednak fora, na których można kupić środki poronne, nadal istnieją.

Ojciec nie wiedział

Zuzanna Wiewiórka wchodzi czasem na fora internetowe, na których kobiety szukają możliwości pozbycia się dziecka. Kilka miesięcy temu na jednym z nich młoda dziewczyna napisała, że chce dokonać aborcji.

– Wysłałam jej jedną spokojną prywatną wiadomość – mówi Zuzanna Wiewiórka. – Napisałam, że jest inne wyjście i że jeśli potrzebuje jakiegokolwiek wsparcia, to jej pomogę. Dość wulgarnie odpisała, że nie chce pomocy.

Nastolatka posługiwała się prawdziwym profilem. Miała tam zdjęcia ze swoim chłopakiem wyglądającym na rówieśnika. Działaczka pro-life postanowiła więc zwrócić się do niego.

– Napisałam, żeby się zastanowili – opowiada. Okazało się, że chłopak nie tylko nie jest zwolennikiem aborcji, ale nawet nie wie, że został ojcem. Podziękował Zuzannie za wiadomość i wydawało się, że na tym sprawa się skończyła. – Kontakt się urwał. Nie było po co drążyć tematu. Jeśli jakaś osoba nie chce naszego wsparcia, to niedużo możemy zrobić – tłumaczy działaczka. – Zakładałam nawet, że do aborcji jednak doszło. Zaskoczył mnie wpis tej dziewczyny.

Prywatna sprawa

Pod koniec kwietnia 17-latka napisała na forum aborcyjnym, że jest w 28. tygodniu niechcianej ciąży, a winę za to ponosi Zuzanna Wiewiórka. Wtedy rozpoczęła się fala hejtu wobec działaczki pro-life. Jej skrzynka mailowa i ta w mediach społecznościowych została zalana nienawistnymi wiadomościami. Do publicznej wiadomości trafił jej adres zamieszkania. Pod wpisem Zuzanny na Facebooku pojawiło się 21 tys. komentarzy, często agresywnych. „Naucz się wysłowić najpierw, a nie bierzesz się za zbawianie świata. Nie wp…j się tam gdzie nie trzeba, bo naprawdę jesteś żałosna. Moja macica robię sobie co chcę”; „Czy zapewniłaś opiekę psychologa dziewczynie, której psychikę zniszczyłaś?”; „a ja myślę, że kobiety prawicy są płaskie xdd” [pisownia oryginalna] – to tylko niektóre z wpisów. Do internetu wrzucono też grafikę o „rodzinie Wiewiórek”, która „niszczy życie nastolatki”, sugestie, że Zuzanna ma brata, który popiera gwałty, a także wezwania do tego, by na bliskich działaczki nasłać kontrolę z ośrodka pomocy społecznej.

Pojawiły się też groźby. Niektóre wysłano w prywatnych wiadomościach, inne jako dostępne publicznie komentarze. „Baba wj…ła się w decyzję kobiecie, która nie chciała dziecka. J…ć ją nożem” – napisał ktoś, nie ukrywając swej tożsamości. Komputer i facebookowe konto Zuzanny Wiewiórki zostały zaatakowane przez hakerów. Do tego doszły agresywne artykuły w mediach. „(…) Wolontariuszka dopadła 17-letnią dziewczynę na jednym z forów dotyczących aborcji farmakologicznej, gdzie nastolatka szukała informacji o możliwości przerwania ciąży. Rozpoczęła krucjatę, próbując wpłynąć na dziewczynę, by zmieniła zdanie. Kiedy wiadomości nie działały, skontaktowała się z chłopakiem, z którym dziewczyna zaszła w ciążę, oraz jej rodziną” – tak można było przeczytać na stronie „Wysokich Obcasów” (w rzeczywistości działaczka napisała wyłącznie do chłopaka nastolatki, a nie do jej rodziny). Internet obiegły historie o 17-latce, która może nie przeżyć porodu albo już zmarła.

– Staram się od tego odciąć – mówi Zuzanna. – Nie jestem w stanie przeczytać aż takich ilości tekstu, a po drugie jest to osłabiające. Wchodzę tylko w wiadomości prywatne, a jeżeli w komentarzach dzieje się coś niepokojącego, to najwyżej dostaję informacje od znajomych.

Jednocześnie pojawiły się wyrazy wsparcia. Jeden ze znajomych stworzył nakładkę „Murem za Wiewiórem”. Wiele osób zaczęło pisać w komentarzach, że Zuzanna postąpiła słusznie i że modlą się za nią. Fundacja „Pro – Prawo do życia” zapowiedziała z kolei, że będzie zgłaszać na policję autorów gróźb i pozywać twórców nienawistnych wpisów, o ile nie przeproszą za to, co zrobili. 17-latka zamilkła. Jej profil na Facebooku jest zamknięty, ale aktywny. Zamknięty jest też profil chłopaka, który – wszystko na to wskazuje – musiał podjąć jakieś działania, dzięki którym jego dziecko żyje.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama