Nowy numer 49/2020 Archiwum

Weź się ukłuj!

Co zrobimy, gdy pojawi się szczepionka na koronawirusa? Czy będzie nas można zmusić do jej przyjęcia?

W czasie poważnego zagrożenia epidemiologicznego trudno znaleźć temat równie ważny jak szczepionki ochronne. Znany polski psycholog prof. Jan Czesław Czabała zwraca uwagę, że jednym z głównych czynników terapeutycznych w procesie leczenia jest nadzieja. W obecnych czasach to właśnie ona jest motorem wielu działań społecznych, prawnych oraz medycznych. Szczepienia łączą się z każdym z tych obszarów. Dotyczą obecnie globalnej grupy docelowej. Są one działaniem, na które zgodę wyraża w Polsce Ustawa o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Mowa tutaj jednak o interwencji klinicznej o specyficznym charakterze. Przyjmując szczepionkę, nie jesteśmy przecież chorzy. Ona ma być zabezpieczeniem przed ewentualną chorobą. W Polsce pogląd ten podziela większość osób. Badania przeprowadzone przez CBOS pokazują, że „ogromna większość Polaków uważa, że szczepienia są najskuteczniejszym sposobem ochrony dzieci przed poważnymi chorobami (93 proc.)”. Warto jednak odnotować, że liczba osób, które odmawiają przeprowadzenia szczepień ochronnych dzieci, jest coraz większa. W 2010 r. było w Polsce 3,4 tys. odmów szczepień, w 2018 r. już ponad 26 tys. A dyskusja na temat szczepień zazwyczaj prowadzi do kłótni między ich zwolennikami i przeciwnikami. Czy w czasach poszukiwania szczepionki na COVID-19 będzie podobnie? I czy szczepienie przeciwko koronawirusowi będzie obowiązkowe?

Działania, działania

Na całym świecie od kilku miesięcy trwa intensywna praca nad znalezieniem szczepionki przeciwko szalejącemu wirusowi. W połowie marca portal Termedia informował, że na terenie Seattle (USA) w testach opracowanego preparatu „weźmie udział 45 dorosłych, zdrowych ochotników w wieku 18–55 lat. Każdy z nich otrzyma dwie dawki szczepionki w odstępie 28 dni”. W tym samym czasie badacze z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w Baltimore (USA) zajęli się badaniem przeciwciał krążących we krwi osób, u których rozpoznano zapalenie płuc w przebiegu COVID-19. W Wielkiej Brytanii przeznaczono kolejne 20 mln funtów na prace nad szczepionką. Na terenie Niemiec „naukowcom udało się zidentyfikować ludzkie przeciwciało, które w warunkach laboratoryjnych zapobiega infekowaniu komórek przez nowego koronawirusa” – doniósł portal Worldometers.

Nie tak szybko

Sytuacja, w jakiej się znajdujemy, ma wyjątkowy charakter. Jak słusznie zauważył dr Tomasz Sobierajski, obecnie „jedni chcą, żeby (szczepionka – przyp. B.K.) powstała jak najszybciej, inni twierdzą, że jeżeli stanie się to za szybko, na pewno zostanie zrobione byle jak”. Dodaje on, że gdyby dzisiaj szczepienie zostało wprowadzone, zapewne wiele osób chciałoby mu się poddać. Jeśli działanie to podjęte zostanie za na przykład dwa lata, wówczas efektu takiego nie będzie, choć koronawirus będzie nadal dla niektórych śmiertelny. Zdaniem dr. Sobierajskiego tylko obowiązkowy charakter szczepień gwarantuje ich powszechność. Obawy, o których wspomniał, nie są pozbawione podstaw. Z jednej strony możemy mieć stanowisko prezentowane m.in. przez Justynę Sochę ze Stowarzyszenia Stop NOP, która do jednego z wpisów na portalu społecznościowym dołączyła napis: „Zaszczepić byle shitem się nie dam”. Poza tym intensyfikacja działań klinicznych i administracyjnych wzbudzać może nie tylko pozytywne zaskoczenie, ale także strach.

Prace nad nową szczepionką w standardowych warunkach trwają średnio 10 lat. Zwraca na to uwagę Aleksandra Mościcka-Studzińska z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Najpierw analizowany jest wirus, aby ustalić, jakie elementy powinny się znaleźć w składzie szczepionki. Następnie opracowuje się metody produkcji koniecznego do zwalczania choroby antygenu. Później przystępuje się do badań na komórkach. Kolejnym etapem jest praca kliniczna na zwierzętach, a dopiero na końcu na ochotnikach, a więc ludziach: „Ten etap ze względów etycznych podlega najbardziej restrykcyjnym rygorom, pozwala jednak upewnić się, czy i jak preparat działa na organizm ludzki. Nie możemy ominąć tego etapu. Musimy mieć pewność, że preparat nie jest niebezpieczny, ale musimy też potwierdzić, że działa, czyli powoduje uodpornianie” – konkluduje A. Mościcka-Studzińska.

Tu pojawia się wyzwanie. Wiemy, że szczepionka jest konieczna. Wiemy jednak także, o czym szeroko informował m.in. Bill Gates, że podejście kliniczne do badań na szczepieniach uległo w ostatnich latach istotnej zmianie, ponieważ szczególną nadzieję pokłada w tzw. szczepionkach genetycznych. „Zamiast wstrzykiwać antygen patogenu, podajesz organizmowi kod genetyczny potrzebny do wytworzenia samego antygenu. (…) Zasadniczo zamieniasz swoje ciało we własną jednostkę produkującą szczepionki” – tłumaczy ­Gates. Czy jednak podejście to jest bezpieczne? Wskazuje się, że odpowiedź na to pytanie jest pozytywna. W ostatnim czasie firma Moderna z Bostonu ogłosiła jako pierwsza opracowanie pierwszej testowej genetycznej szczepionki przeciwko SARS-CoV-2. Ze względu na pandemię oraz małe ryzyko szkodliwości firma ta uzyskała pozwolenie, by od razu przejść do testów z udziałem ochotników, pomijając etap badania na zwierzętach.

Ale musisz!!!

Aktualnie trudno dostrzec w oficjalnych wystąpieniach rządowych informacje, które jednoznacznie wskazywałyby, że wszyscy w Polsce zostaniemy zobowiązani do szczepień. Minister zdrowia zaznacza, że będzie rekomendował takie rozwiązanie, gdyż zapewnić nam ono może powrót do normalnego funkcjonowania. Przeciwnicy szczepień ostrzegają jednak, że administracyjny przymus wywoła falę krytyki. W Polsce powszechny obowiązek szczepień dotyczy w zasadzie wyłącznie dzieci. Ustawa o chorobach zakaźnych przewiduje co prawda możliwość rozszerzenia kręgu osób zobowiązanych do zaszczepienia się, tutaj jednak pojawia się kilka problemów.

Polskie przepisy szczepionkowe są dziurawe. Ustawa o chorobach zakaźnych pozwala na wprowadzenie szerokiego obowiązku szczepień, ale program szczepień ochronnych na dany rok ogłaszany jest w komunikacie Głównego Inspektora Sanitarnego. Dokument ten nie jest obowiązującym źródłem prawa. Dotąd nie było powszechnego obowiązku szczepień osób dorosłych. Oczywiście w prawie istnieje możliwość przymuszenia danej osoby do zabiegu medycznego. Wspomniana ustawa daje nawet możliwość użycia siły w celu realizacji działań epidemiologicznych. Jest to uzasadnione w wyjątkowych sytuacjach, gdy np. osoba chora na poważną chorobę zakaźną nie chce poddać się izolacji szpitalnej. Wówczas można przetransportować ją do szpitala, a nawet podać leki bez jej zgody. Szczepionki nie są jednak lekarstwem. Nie ma w Polsce przepisu, który uprawniałby lekarza lub pielęgniarkę do zaszczepienia kogoś bez jego zgody. Szczepionka nie leczy choroby; więcej, osoba, która ma być szczepiona, musi być zdrowa. Jeśli wprowadzimy obowiązkowe szczepienie przeciwko COVID-19, musimy jednocześnie zagwarantować wszystkim wcześniejsze testy wskazujące na obecność wirusa. Kolejna wątpliwość – czy możemy być pewni, że wirus nie zmutuje? Czy nie okaże się, że podobnie jak w przypadku rotawirusów szczepionka nie uchroni nas przed chorobą, ale tylko złagodzi jej objawy? I czy możemy przymusić rodziców, by zaszczepili dzieci przeciwko koronawirusowi, który jest niebezpieczny głównie dla osób starszych oraz tych, u których występują schorzenia towarzyszące? Czy koronawirus określić można w sposób obiektywny jako „chorobę szczególnie niebezpieczną i wysoce zakaźną”, patrząc na nią przez pryzmat całej populacji Polski, a nie tylko osób, które mogą być narażone na jej negatywne, czasem śmiertelne skutki?

Nie ulega wątpliwości, że pojawienie się szczepionki będzie bardzo ważnym wydarzeniem. Ale ani ONZ, ani WHO nie mogą nas zmusić do szczepień. Kto wie, może przed szczepionką pojawi się lekarstwo…•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama