Nowy numer 48/2020 Archiwum

Powrót z wieloma niewiadomymi

29 maja na boiska wracają piłkarze Ekstraklasy. Ale wcześniej sportowcy i działacze będą musieli zmierzyć się z ogromem organizacyjnych wyzwań.

Koronawirus całkowicie sparaliżował świat piłki nożnej. W kwietniu zdesperowani fani futbolu mogli jedynie obejrzeć w internecie rozgrywki na Białorusi i w Nikaragui. Obie ligi grały zresztą z powodu presji przywódców tych państw. Spowolnienie wzrostu zachorowań w Europie sprawiło jednak, że w kolejnych krajach planowany jest powrót piłkarskich rozgrywek. Polska znalazła się w awangardzie państw oficjalnie ogłaszających ten fakt. 25 kwietnia premier Mateusz Morawiecki i minister sportu Danuta Dmowska-Andrzejuk przedstawili plan odmrożenia świata sportu. 29 maja powrócą na boisko piłkarze Ekstraklasy, I ligi oraz II ligi. Plan zawiera jednak tylko ogóle wytyczne. Polski Związek Piłki Nożnej, władze klubów i stacje telewizyjne będą musiały w ciągu niecałego miesiąca zmierzyć się z bezprecedensową ilością problemów logistycznych.

Czas niepewności

Niezależnie od mnóstwa niewiadomych konferencja prasowa z 25 kwietnia wlała optymizm w serca kibiców i zakończyła półtoramiesięczny okres niepewności. 13 marca rozgrywki PKO Ekstraklasy zostały zawieszone na czas nieokreślony. Wobec ustania wpływów z tytułu transmisji telewizyjnych i dochodów za sprzedaż biletów polskie kluby rozpoczęły walkę o przetrwanie. Najważniejszym zadaniem stała się redukcja wynagrodzeń piłkarzy. 27 marca rada nadzorcza Ekstraklasy przyjęła uchwałę uprawniającą kluby do redukcji pensji o połowę. 31 marca jako pierwsi w lidze porozumieli się z władzami klubu piłkarze Wisły Płock. Teoretycznie zgodę osiągnięto w końcu we wszystkich zespołach. Jednak jak pisze dziennikarz Przeglądu Sportowego Łukasz Olkowicz: „Jednym z niepożądanych efektów koronawirusa może być podział w szatniach”. W wielu zespołach każdy z piłkarzy negocjował na własną rękę, w Śląsku, Górniku czy Cracovii upubliczniono nazwiska pojedynczych graczy, którzy nie zgodzili się na redukcję wynagrodzenia.

W czasie kryzysu niektórym zespołom zaczęła odbijać się czkawką dominacja w szatni obcokrajowców, którym na dłuższą metę jest obojętne, jaka przyszłość czeka klub. Trudne były negocjacje w Jagiellonii Białystok czy w Lechii Gdańsk. Tam z kolei niesmak wywołały działania włodarzy klubu. W ostatniej chwili podmienili oni aneks do umowy dla piłkarzy, próbując zmusić ich do zrzeczenia się płacowych zaległości jeszcze sprzed zawieszenia rozgrywek.

Pewnym ożywieniem ponurych nastrojów była zgłoszona 23 marca propozycja Rakowa Częstochowy, który jako pierwszy wyszedł z planem dogrania ligi. Zakładał on skoszarowanie na 8 tygodni klubów Ekstraklasy w kilku hotelach, a potem dokończenie sezonu na wyselekcjonowanych stadionach. Plan częstochowian został jednak odrzucony, wówczas jeszcze służba zdrowia mierzyła się z niedoborami sprzętu i pomysły zakupu wielkiej ilości testów na potrzeby piłkarzy, jak również pełnego odizolowania ich na 2 miesiące, wywołały ostrą krytykę.

Mało konkretów, wiele pytań

Plan powrotu Ekstraklasy zawiera na razie kilka konkretnych dat i zaleceń. Testy na koronawirusa (komercyjne, zakupione przez PZPN) mają się odbyć dwukrotnie: na początku maja oraz 27 i 28 maja, tuż przed wznowieniem ligi. Mecze odbędą się oczywiście bez kibiców, którym pozostaje telewizyjna transmisja. Co więcej, każdy klub musi na początku maja przedstawić listę maksymalnie 50 osób zaangażowanych w reaktywowaną Ekstraklasę – to piłkarze, sztab szkoleniowy, obsługa drużyny. Wszyscy wymienieni mają ograniczyć do minimum kontakt ze światem zewnętrznym, by uniknąć zakażenia. Piłkarze dopiero 10 maja mogą powróć do treningów pełnymi drużynami.

Na tym właściwie kończą się konkrety. Pozostaje mnóstwo znaków zapytania, szczegółowe przepisy są tworzone na bieżąco. Pośpiech wynika z tego, że sezon ma się zakończyć 19 lipca. To termin wyznaczony przez UEFA, zaraz potem startują eliminacje do kolejnej edycji pucharów. Problemy można zebrać w trzy główne kategorie: ryzyko zdrowotne, trudności logistyczne oraz niejasności wokół meczów. Dwie serie testów przed startem ligi mają wykluczyć ryzyko uczestnictwa jakiejkolwiek zainfekowanej osoby w restarcie ligi, lecz nie zostało jeszcze sprecyzowane, jak zareagować w razie wykrycia koronawirusa. Niemcy planujący powrót Bundesligi zakładają, że zakażony zostaje odizolowany, a gra może się toczyć do momentu, gdy drużynie pozostanie 15 osób zdrowych. Ale np. prezes Wisły Płock Jacek Kruszewski w wywiadzie dla Radia dla Ciebie stwierdził, że w przypadku choćby jednego zakażenia piłkarza „kończymy granie”. Sytuację komplikuje fakt, że po wykryciu przypadku COVID-19 wszystkim narażonym trzeba wykonać testy dwukrotnie w ciągu siedmiu dni. Tymczasem mecze muszą być rozgrywane co 3 dni.

Kluby czekają też ogromne wyzwania logistyczne. W szatniach nie będzie się dało zapewnić bezpiecznego dystansu. Wielce prawdopodobne, że zawodnicy i sztab szkoleniowy drużyny będą mieli ze sobą kontakt… tylko na boisku. Ze względów bezpieczeństwa na mecz powinni jechać prosto z domu i od razu po nim tam powrócić. Restart ligi to także test dla kibiców. Nikt nie będzie mógł się gromadzić pod stadionem w trakcie rozgrywanego meczu, co było tradycją w przypadku spotkań rozgrywanych bez udziału widzów. Do rozwiązania przez UEFA pozostaje problem okienka transferowego. Otwiera się ono 30 czerwca. Przy obecnym kalendarzu ligowym oznacza to, że drużyna mogłaby ulec rozsprzedaniu w trakcie sezonu.

Wiele znaków zapytania dotyczy rozgrywania samych meczów. Nie ustalono jeszcze m.in., czy sędziowie mają być w maseczkach, czy będą korzystać z jednorazowych gwizdków. Powrót ligi to wyzwanie dla organizmów piłkarzy. 29 maja będą mieli za sobą ponad półtora miesiąca pauzy, by od razu wejść w tryb grania co trzy dni. Kalendarz jest napięty do granic możliwości. Zawodników z drużyn awansujących do pucharów czeka rozgrywanie meczów bez przerwy aż do Bożego Narodzenia. Stąd pojawiły się pomysły zwiększenia limitu zmian podczas meczów oraz dwóch dodatkowych przerw, to jednak wciąż pozostaje w fazie spekulacji.

Morale i pieniądze

Czy warto więc ryzykować zdrowie piłkarzy i obsługi oraz testować „w praniu” wiele niesprawdzonych nowinek regulaminowych? Mimo piętrzących się trudności i tak nie brakuje argumentów za powrotem do gry. Przede wszystkim, jak podkreślił premier podczas konferencji 25 kwietnia, „to symbol powrotu do nowej normalności”. Argument ten powtarzany jest na całym świecie – powrót możliwości śledzenia meczów i życia światem piłki na pewno będzie nieocenionym wsparciem psychologicznym i otuchą dla milionów kibiców w czasie zmian społecznych i kryzysu ekonomicznego. Właśnie dlatego nawet najciężej dotknięci pandemią Hiszpanie i Włosi też chcą reaktywować ligi.

Jednak najważniejsza w powrocie do gry jest oczywiście kwestia finansowa. Ekstraklasa musi dograć sezon, by kluby dostały pozostałe 70 milionów złotych z tytułu transmisji telewizyjnych. To pozwoli przetrwać wielu zespołom ledwo wiążącym koniec z końcem, takim jak Arka Gdynia czy Korona Kielce. Choć trzeba zaznaczyć, że nie dla wszystkich powrót będzie równie opłacalny. Najwięcej dostaną kluby z czołówki tabeli. Najbardziej stratne będą Wisła Kraków i Górnik Zabrze. To kluby z dolnej połówki tabeli, za to z wysoką frekwencją na stadionie, więc szczególnie mocno odczują brak kibiców.

Nie wszędzie wrócą

W większości krajów powstały już plany reaktywacji ligi, ale np. we Francji i Holandii rząd nakazał anulowanie sezonu. Ryzyko zagrożenia zdrowia i trudności organizacyjne zostały uznane za zbyt wysokie. Podobną opinię wyraził główny lekarz FIFA Michel D’Hooghe.

Wielu kibicom trudno pogodzić się z tym, że mecze muszą być rozgrywane przy pustych trybunach. Ten argument szczególnie silnie wybrzmiewa w niemieckiej lidze, rozgrywkach o najwyższej frekwencji w Europie. Tamtejsi fani futbolu uważają, że „mecze duchów” odbierają sens ligowemu graniu. Przed stadionami klubów Bundesligi wywieszono protestacyjne transparenty.

Biorąc pod uwagę trudność przewidywania przyszłości, jaka w dobie pandemii nam towarzyszy, trudno stwierdzić, czy sezon Ekstraklasy zostanie dograny do końca. Jednak w razie sukcesu będzie to dowód, że choć poziom naszej ligowej piłki jest bardzo niski, to jednak organizacyjnie nie mamy się czego wstydzić przed Europą.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama