Nowy numer 23/2020 Archiwum

Komu potrzebna WHO?

Prezydent Donald Trump w szczycie pandemii koronawirusa wstrzymuje finansowanie przez USA Światowej Organizacji Zdrowia. Dlaczego zdecydował się na tak radykalny krok?

Amerykański prezydent 15 kwietnia ogłosił: „Nakazałem mojej administracji wstrzymanie finansowania Światowej Organizacji Zdrowia (World Health Organization – WHO) na czas przeprowadzenia analizy jej roli w złym zarządzaniu i informowaniu na temat rozprzestrzeniania się koronawirusa (…); wraz z rozwojem pandemii COVID-19 mamy poważne wątpliwości, czy hojność Ameryki jest wykorzystywana w najlepszy możliwy sposób”. Deklaracja Trumpa zelektryzowała światową opinię publiczną. Prezydent USA był pierwszym przywódcą otwarcie mówiącym o kontrowersjach wokół WHO, która zbyt późno poinformowała o skali zagrożenia i wystawiła na szwank swoją reputację, chwaląc chińską strategię walki z wirusem nawet wtedy, gdy było już wiadomo o zaniedbaniach ze strony Pekinu. Ponieważ to kolejny przypadek nieudolnej walki WHO z epidemią (błędy popełniono też w walce z ebolą w Afryce w 2014 r.), krytyka wydaje się uzasadniona. Trump nie przekonał jednak do swoich racji żadnego innego państwa z grupy G7. Głównie dlatego, że odcięcie WHO od amerykańskich pieniędzy w trakcie pandemii może przynieść katastrofalne skutki.

Nadwątlona reputacja

Światowa Organizacja Zdrowia w kwietniu świętowała 72. rocznicę założenia. To instytucja działająca w ramach ONZ, zrzeszająca 194 kraje. Będąc pierwszą w historii organizacją międzynarodową poświęconą ochronie zdrowia i walce z chorobami, bez wątpienia ma chwalebne osiągnięcia. Dzięki współpracy państw pod egidą WHO udało się praktycznie wyeliminować ospę wietrzną czy polio, a także znacznie zmniejszyć występowanie dżumy czy gruźlicy.

Jednak w XXI wieku znaczenie WHO osłabło. W 2014 r. renomowany brytyjski think tank Chatham House w raporcie autorstwa dr. Charlesa Clifta oskarżył WHO o zbytnie upolitycznienie, zbiurokratyzowanie i niezdolność do szybkiej reakcji w sytuacjach zagrożenia. W Polsce w ostatnich latach WHO pojawiało się w publicznym dyskursie w kontekście promowania aborcji oraz kontrowersyjnego programu edukacji seksualnej.

Rzeczywistość szybko potwierdziła tezy raportu Chatham House. Od wiosny 2014 r. na pograniczu Gwinei, Liberii i Sierra Leone zaczęła się rozprzestrzeniać gorączka krwotoczna ebola. WHO zlekceważyła alarm pochodzący od obecnych na miejscu Lekarzy bez Granic. Raporty były z opóźnieniem wysyłane do centrali w Genewie, środki na pomoc, i tak dalece niewystarczające, zostały zmarnowane. W efekcie choroba wymknęła się spod kontroli, ale WHO dopiero w sierpniu 2014 r. ogłosiła tzw. „sytuację zagrożenia zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym” (angielski akronim: PHEIC). Do końca 2015 r. epidemia spowodowała śmierć ponad 11 tys. osób. W październiku 2014 r. do mediów wyciekł wewnętrzny dokument organizacji, w którym przyznano się do porażki: „Niemal wszyscy zaangażowani w walkę z epidemią zawiedli”.

Nadmiernie zaufali Chinom

Z perspektywy czasu widać, że styczeń był kluczowym miesiącem w walce z COVID-19. Ta szansa została jednak zmarnowana, a koronawirusa nie udało się zatrzymać na terenie Chin. Choć pierwsze przypadki pojawiły się już w grudniu 2019 r. w Wuhanie, to 14 stycznia br. naukowcy z WHO stwierdzili, iż „nie ma dowodu na przenoszenie się wirusa między ludźmi”. 22 stycznia zdementowano ten komunikat. Tego dnia w siedzibie WHO odbyła się telekonferencja naukowców z całego świata. Nie zdecydowano się jednak obwieścić stanu zagrożenia (PHEIC). Dopiero po tygodniu organizacja ogłosiła najwyższy alert, ale wtedy COVID-19 pojawił się w 19 krajach, a w Chinach liczba oficjalnych zakażeń przekroczyła 7 tys.

10 lutego do Państwa Środka przybyła misja WHO. Na jej czele stał Kanadyjczyk Bruce Aylward, który nie szczędził chińskim władzom pochwał. Posunął się nawet do stwierdzenia: „Gdybym zachorował na koronawirusa, chciałbym być leczony w Chinach”. W tym czasie w mediach krążyło mnóstwo informacji o tym, że Pekin ukrywał pojawienie się zarazy, a potem pomniejszał jej skalę. Aylward był w Chinach już po śmierci najbardziej znanego z chińskich informatorów, doktora Li Wenlianga ze szpitala w Wuhanie. Ale ani on, ani odwiedzający Chiny szef WHO Tedros Adhanom nie poruszali drażliwych kwestii. Tymczasem w kwietniu część pogłosek okazała się prawdziwa. Chińskie władze przyznały, że zaraza zabiła więcej osób, niż pierwotnie podawano. Tłumaczono to późnym podliczeniem zgonów, do których doszło poza szpitalami.

Tajwański wyrzut sumienia

Powszechne oburzenie budzi sposób traktowania Tajwanu przez WHO. Wraz z rozwojem pandemii koronawirusa tajwańskie władze wielokrotnie apelowały, by w tej nadzwyczajnej sytuacji dać im pełen dostęp do informacji płynących z WHO, ale prośby pozostały bez odzewu. Co więcej, tajwańska dyplomacja twierdzi, że już na początku stycznia alarmowała o rozwoju pandemii w Chinach, lecz została zignorowana.

Kuriozalny przebieg miał wywiad, którego 27 marca udzielił stacji radiowej z Hongkongu Bruce Aylward. Zapytany o sytuację na Tajwanie najpierw udawał, że nie słyszy pytania, potem odpowiedział: „Przecież my cały czas rozmawiamy o Chinach”, a gdy pytanie było ponawiane, po prostu zakończył rozmowę. Proszony o skomentowanie tej sprawy szef WHO oskarżył Tajwańczyków o obrażanie go w internecie, a tajwańską dyplomację – o niereagowanie na to.

Takie działanie WHO wydaje się szkodzić walce z pandemią, ponieważ Tajwan odniósł na tym polu imponujący sukces. Mimo że to gęsto zaludniona wyspa (23 mln ludzi na obszarze równym województwu mazowieckiemu), do 21 kwietnia zanotowano tam tylko 425 przypadków zakażenia i 6 ofiar śmiertelnych. Władze w Tajpej deklarują chęć dzielenia się ze społecznością międzynarodową swoimi wnioskami i badaniami, lecz podkreślają brak zainteresowania ze strony WHO.

Zły moment na rozliczanie?

Mimo mocnych zarzutów wobec WHO działanie Trumpa nie zyskało poparcia. Kolejne kraje i organizacje (m.in. Niemcy, Wielka Brytania, Unia Europejska) zapewniły o kontynuowaniu finansowania. Zarzuty względem WHO są powszechnie znane. Nawet sekretarz generalny ONZ w swoim oświadczeniu zaznacza, że po ustaniu pandemii będzie przeprowadzona ocena reakcji poszczególnych instytucji na kryzys. Jednakże przeciwnicy decyzji Trumpa wysuwają mocny argument: nie należy demontować światowego systemu ochrony zdrowia w szczycie kryzysu. Choć pandemia zwalnia w Europie i na Dalekim Wschodzie, to w Afryce i Ameryce Łacińskiej przybywa zarażonych. Służba zdrowia nie ma tam środków finansowych ani sprzętu do zatrzymania zarazy. W Ekwadorze, RPA czy na Wybrzeżu Kości Słoniowej dochodzi do poważnych niepokojów społecznych. Według prognoz w Afryce umrze minimum 300 tys. ludzi, a w najgorszym wariancie – 3 mln! Dlatego niezależnie od kiepskiej reputacji WHO jej wsparcie jest tam konieczne. Tymczasem brak pieniędzy z USA oznacza załamanie finansowe w organizacji. Budżet WHO na lata 2018–2019 wynosił blisko 5 mld dolarów, z czego USA – największy płatnik – zapewniły niemal 900 mln.

Trudno też jednoznacznie skrytykować postawę WHO wobec Chin. Niezależnie od tego, że Pekin odsłania tylko część prawdy w sprawie pandemii, eksperci organizacji chcieli mieć dostęp do jakichkolwiek informacji i za wszelką cenę odwiedzić Wuhan, nawet kosztem rytualnych pochwał dla chińskich władz. Nie bez znaczenia jest też finansowy wkład Chin do budżetu organizacji, który w ostatnich dwóch latach wyniósł prawie 90 mln dolarów.

Przeciwnicy Donalda Trumpa zarzucają mu również, że próbuje odwrócić uwagę opinii publicznej od nieudolności własnej administracji w walce z koronawirusem. USA stały się epicentrum pandemii. Jeszcze na przełomie stycznia i lutego, gdy wirus przedostawał się do kolejnych krajów, prezydent bagatelizował zagrożenie. Późniejsze działania były chaotyczne i niekonsekwentne, jak zamknięcie ruchu lotniczego z Europą, ale z wyłączeniem Wielkiej Brytanii. Administracja Trumpa wykorzystuje pandemię do zaostrzenia rywalizacji z Chinami (Pekin oczywiście nie pozostaje dłużny).

Zarzuty amerykańskiego prezydenta są w dużej mierze słuszne, lecz wybór momentu ataku na WHO i stojące za nim motywacje budzą spore kontrowersje.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama