Nowy numer 43/2020 Archiwum

Susza. Nowa plaga?

Komunikaty o suszy chyba już spowszedniały. Teraz mamy wirusa. No tak, tylko że w dłuższej perspektywie to nie wirus, ale brak wody będzie dla nas ogromnym wyzwaniem.

Wieloletnie pomiary ilości opadów w Polsce pokazują, że od przynajmniej 50 lat spada u nas mniej więcej tyle samo wody. Oczywiście z roku na rok zdarzają się odchylenia od średniej, ale w dłuższej perspektywie wszystko się niweluje. Pułapka statystyki. Pada tyle samo, jednak pada inaczej. Nieporównywalnie częściej niż kiedyś zdarzają się ulewne, ale krótkotrwałe deszcze, w czasie których, czasami w ciągu kilku godzin, spada tyle wody, ile wynosi miesięczna norma. A potem przez kilka tygodni nie ma ani jednej kropli. Wyschnięta gleba zachowuje się jak beton, więcej po niej spływa, niż w nią wsiąka. Nadmiar wody dostaje się do rzek i powoduje powodzie i podtopienia. Przyroda ma swoje systemy zabezpieczeń, bufory, które są w stanie przyjąć i zmagazynować większe opady. To bagna, dzikie łąki, moczary i lasy. Tyle tylko, że w dużej części je zniszczyliśmy. A pola otoczyliśmy rowami melioracyjnymi. Tegoroczna zima była wyjątkowo bezśnieżna. Wiosną w wielu miejscach grunt miał mniejszą wilgotność niż jesienią. Na taką skalę nigdy się to nie zdarzało.

Na co musimy się szykować? Na to, że w centralnej części kraju trzeba będzie ponosić ogromne koszty, aby coraz większe susze, przeplatane powodziami, nie uniemożliwiały uprawy roślin. Na to, że rolnicy będą musieli poszukać gatunków potrzebujących do wzrostu mniejszej ilości wody. To wszystko znaczy, że będzie rosła cena żywności. Szata roślinna w Polsce będzie się zmieniała. Szykujmy się na to, że z naszych lasów będą znikały niektóre drzewa. Na przykład świerk, sosna, modrzew, a nawet brzoza brodawkowata. W zeszłorocznym raporcie dendrologów z Polskiej Akademii Nauk napisano, że w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat zanikną w Polsce gatunki, które dzisiaj stanowią 75 proc. lasów (przy okazji znikną setki gatunków innych roślin, zwierząt czy grzybów). Ich miejsce zajmą buki, jesiony, dęby i jodły.

Czy sprawa jest przesądzona? Niewiele rzeczy jest przesądzonych. Wzrost temperatury jest faktem i część zmian, o których pisałem, nastąpi wcześniej czy później. Ale też wiele efektów związanych z niedoborem wody można opóźnić. W Polsce zbiera się zaledwie kilka procent deszczówki, a są kraje w Europie gdzie zbiera się ponad połowę tego, co spada z nieba. Zmagazynowana w ten sposób woda może służyć do podlewania zamiast wody pitnej. To jeden przykład z wielu. Mała retencja, przywracanie bagien i mokradeł, sadzenie drzew tam, gdzie tylko się da, zakładanie parków, oczek wodnych i łąk. To małe kroczki, ale w dużej skali mogą dać dobry efekt. Duże kroki należą do polityków. Tylko co zrobić, by czuli się oni w tej sprawie naciskani? Przeważająca większość myśli w perspektywie jednej kadencji, a efekty działań podjętych dziś przyjdą za kilka kadencji. W dłuższej perspektywie walka z suszą powinna pochłaniać równie wiele uwagi polityków co walka z koronawirusem. Bo w dłuższej perspektywie to susza jest dla nas groźniejsza. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się