Nowy numer 44/2020 Archiwum

Aborcja i obrona dzieci w Sejmie

Obywatelskie projekty dotyczące zakazu aborcji eugenicznej oraz ochrony dzieci przed seksualizacją zostały skierowane do dalszych prac w sejmowych komisjach. Jednak postawa PiS wskazuje, że szanse, aby zostały one ostatecznie przyjęte, są niewielkie.

Posłowie nie przyjęli wniosku Lewicy i Koalicji Obywatelskiej o odrzucenie projektów „Zatrzymaj aborcję” oraz „Stop pedofilii” w pierwszym czytaniu i trafiły one do sejmowych komisji. Pierwszy do komisji zdrowia oraz komisji polityki społecznej, drugi do komisji nadzwyczajnej ds. zmian w kodyfikacjach. Głosami PiS, KO i Lewicy odrzucony został wniosek o skierowanie projektu o aborcji eugenicznej od razu do drugiego czytania, bez odsyłania do sejmowej komisji.

Przebieg debaty nad projektami przypominał poprzednie dyskusje posłów dotyczące tych problemów, ale pojawiły się nowe elementy: ostra krytyka Prawa i Sprawiedliwości za blokowanie od ponad dwóch lat projektu zakazującego aborcji eugenicznej oraz bardzo mocne wystąpienia rzecznika praw dziecka Mikołaja Pawlaka w obronie życia.

Zatrzymaj aborcję

Projekt „Zatrzymaj aborcję” był już czwartą obywatelską inicjatywą ustawodawczą od 2011 r., które przewidywały całkowity zakaz bądź ograniczenie prawa do aborcji w Polsce. Obecnie procedowany przewiduje zniesienie możliwości aborcji ze względu na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, czyli aborcji eugenicznej. Do Sejmu trafił on w listopadzie 2017 r., podpisało się pod nim ponad 830 tys. obywateli.

W sejmowej debacie obrońcy życia i zwolennicy aborcji przedstawiali racje, które są znane od lat. Jednym z nielicznych merytorycznych głosów było wystąpienie przedstawiciela PiS Bolesława Piechy, który zwrócił uwagę, że od 1993 r. medycyna poszła znacznie do przodu i to, co wówczas było oczywiste, dziś już nie jest, dlatego przepis dotyczący aborcji eugenicznej powinien zostać doprecyzowany.

PiS pod pręgierzem

W czasie debaty ostrej krytyce został poddany PiS, ale nie jak dotychczas przez lewicę i liberałów, którzy przypisują mu autorstwo projektów dotyczących kwestii moralnych, mimo że są one obywatelskie. Tym razem krytyka przyszła ze strony zwolenników obrony życia. Wynika to z potraktowania tego projektu w poprzedniej kadencji. W styczniu 2018 r. głosami PiS trafił on do sejmowej komisji, a potem do podkomisji, w których był przetrzymywany do końca kadencji. Przedstawiciele PiS argumentowali, że czekają na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, do którego grupa posłów złożyła wniosek o rozpatrzenie zgodności z konstytucją prawa dopuszczającego aborcję dzieci z powodów eugenicznych. Tyle że prezes Trybunału Julia Przyłębska też blokowała rozpatrzenie tego wniosku, co było na rękę kierownictwu PiS, które nie chciało w tej sprawie rozstrzygnięcia.

Zakończenie poprzedniej kadencji Sejmu sprawy nie zakończyło, gdyż jest to projekt obywatelski, nie ulega więc dyskontynuacji i musi być rozpatrzony przez następny Sejm w ciągu sześciu miesięcy od jego rozpoczęcia. Obecnie scenariusz się powtarza. Głosami posłów PiS projekt trafił do sejmowej komisji, gdzie może czekać na rozpatrzenie do końca kadencji. Do tego posłowie, w większości PiS, ponownie złożyli wniosek do Trybunału o rozpatrzenie zgodności z konstytucją prawa do aborcji eugenicznej. Kierownictwo PiS może znów tłumaczyć, że czeka z decyzją o projekcie do wydania orzeczenia przez Trybunał, który może w nieskończoność odkładać wydanie wyroku.

Dlatego reprezentująca inicjatywę obywatelską Kaja Godek w czasie debaty ostrzegała posłów, że jej środowisko tym razem nie ma zamiaru bezczynnie czekać, gdy projekt będzie w sejmowej „zamrażarce”. – Będziemy chodzić za wami na komisje, będziemy wspominać o sprawie w mediach, staniemy z pikietami pod waszymi biurami i pod drzwiami sal, gdzie spotykacie się z wyborcami i upomnimy się o każde zabijane dziecko – mówiła.

Zjednoczona Prawica była też atakowana za to, że tak trudny temat jak aborcja jest procedowany w czasie epidemii. Przedstawiciele PiS bronili się, że wynika to z przepisów nakazujących rozpatrzenie projektów obywatelskich, które przeszły z poprzedniej kadencji, w ciągu sześciu miesięcy następnej kadencji. To prawda, ale nie do końca. Można było zmienić ustawę regulującą procedowanie projektów obywatelskich, wydłużając czas na ich rozpatrzenie.

Szarża rzecznika

Na szczególne podkreślenie zasługuje postawa w czasie sejmowej debaty rzecznika praw dziecka Mikołaja Pawlaka, który zdecydowanie bronił praw dzieci przed urodzeniem. Zabierając głos, trzymał w dłoni kartkę z napisem „Ustawa o Rzeczniku Praw Dziecka, art. 2. pkt 1. – Dzieckiem jest każda istota ludzka od poczęcia do osiągnięcia pełnoletniości”. Wzywając posłów do poparcia projektu, stwierdził: – Dajcie narzędzie, abym mógł chronić dzieci nienarodzone. Prosił przy tym, by nie kierować obywatelskiego projektu do sejmowej „zamrażarki”, czyli nie blokować go w komisji jak w poprzedniej kadencji. Odwołał się też do sumienia parlamentarzystów. „Na pewno macie sumienie – i osoby wierzące, i nieposiadające tego daru, wszyscy macie sumienie. (…) Spójrzcie na siebie – i dzisiaj wieczorem, i jutro rano, i zapytajcie, co zrobiliście z tym przepisem. Dzieckiem jest istota ludzka od poczęcia aż do 18. roku życia” – apelował.

Rząd umywa ręce

Rząd nie zajął stanowiska w sprawie projektu dotyczącego aborcji, a także ochrony dzieci przed seksualizacją. Jednak jego przedstawiciele zabrali głos w czasie debaty. W wystąpieniu wiceminister zdrowia Józefy Szczurek-Żelazko interesujące były dane dotyczące badań prenatalnych. Wbrew zarzutom lewicowej opozycji, w Polsce pod rządami prawicy nie tylko są one powszechnie dostępne dla kobiet z tzw. grup podwyższonego ryzyka, ale ich liczba rośnie. Na przykład w 2018 r. wydano na badania prenatalne ponad 70 mln zł i skorzystało z nich ponad 106 tys. kobiet, czyli co czwarta ciężarna.

W sprawie projektu „Stop pedofilii” głos zabrał wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł. Przytoczył statystyki z 2014 r., z których wynika, że chłopcy w wieku od 13. do 15. roku życia byli sprawcami prawie połowy zgwałceń. W 2018 r. statystyki te są jeszcze bardziej wstrząsające. Jego zdaniem rosnąca fala takich zachowań jest wynikiem nieprawidłowej edukacji seksualnej realizowanej według standardów WHO. Zadeklarował, że ministerstwo sprawiedliwości popiera ten projekt obywatelski.

Chronić dzieci

Projekt „Stop pedofilii” powstał jako reakcja na agresywną edukację seksualną, którą próbują prowadzić w szkołach lewicowi „edukatorzy seksualni”. Opierają swoje zajęcia na wspomnianych standardach WHO, przewidujących, że dziecko, które nie ukończyło czwartego roku życia, będzie uczone w żłobku czy przedszkolu, czym jest masturbacja, a przed 12. rokiem życia ma umieć skutecznie stosować środki antykoncepcyjne i uznawać wszelkie zachowania seksualne za normalne. Część samorządów w Polsce zobowiązała się do wprowadzania tego typu edukacji. W tej sytuacji Fundacja Pro – Prawo do życia przygotowała regulacje, które mają zabezpieczyć dzieci i młodzież przed szkodliwymi treściami, i po zebraniu 260 tys. podpisów złożyła w sejmie obywatelski projekt „Stop pedofilii”. Sejm na ostatnim posiedzeniu w październiku 2019 r. skierował go do prac w komisjach. Teraz wrócił pod obrady.

Projekt proponuje nowelizację Kodeksu karnego, m.in. wprowadzając karę trzech lat pozbawienia wolności dla osoby, która propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletniego obcowania płciowego lub innej czynności seksualnej w związku z „zajmowanym stanowiskiem, wykonywaniem zawodu lub działalności związanych z wychowaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub opieką nad nimi albo działając na terenie szkoły lub innego zakładu lub placówki oświatowo-wychowawczej lub opiekuńczej”.

Pesymistyczne perspektywy

Niestety perspektywy uchwalenia obu projektów są pesymistyczne, a szczególnie dotyczącego ograniczenia aborcji. Wskazuje na to fakt, że posłowie Zjednoczonej Prawicy zastosowali wobec tego projektu dokładnie taki sam manewr jak w poprzedniej kadencji, co umożliwiło im zablokowanie jego procedowania. O takich intencjach świadczy fakt, że nie poparli wniosku o skierowanie go od razu do drugiego czytania, bez odsyłania do komisji. Głosowanie w sprawie wniosku o skierowanie projektu od razu do drugiego czytania jest probierzem, których z posłów jest rzeczywistym obrońcą życia. Tu warto podkreślić, że poparło go tylko 68 posłów, w tym 52 ze Zjednoczonej Prawicy, czyli niewiele ponad 22 procent klubu, cały klub Konfederacji oraz pięciu z PSL–Kukiz’15 (ok. 16,5 proc. klubu). To ci posłowie mają prawo nazywać się obrońcami życia. Niestety w tym sejmie są w zdecydowanej mniejszości.

Wszystko wskazuje więc na to, że w prawie dotyczącym aborcji czy ochrony dzieci przed seksualizacją i demoralizacją nic się nie zmieni.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bogumił Łoziński

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Polska”.
Pracował m.in. w Katolickiej Agencji Informacyjnej jako szef działu krajowego, oraz w „Dzienniku” jako dziennikarz i publicysta. Wyróżniony Medalem Pamiątkowym Prymasa Polski (2006) oraz tytułem Mecenas Polskiej Ekologii w X edycji Narodowego Konkursu Ekologicznego „Przyjaźni środowisku” (2009). Ma na swoim koncie dziesiątki wywiadów z polskimi hierarchami, a także z kard. Josephem Ratzingerem (2004) i prof. Leszkiem Kołakowskim (2008). Autor publikacji książkowych, m.in. bestelleru „Leksykon zakonów w Polsce”. Hobby: piłka nożna, lekkoatletyka, żeglarstwo. Jego obszar specjalizacji to tematyka religijna, światopoglądowa i historyczna, a także społeczno-polityczna i ekologiczna.

Kontakt:
bogumil.lozinski@gosc.pl
Więcej artykułów Bogumiła Łozińskiego

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także