Nowy numer 48/2020 Archiwum

Możemy zastąpić Chiny

O kolejnych rządowych programach wsparcia firm, pakietach mieszkaniowym i farmaceutycznym oraz o szansie, jaką pandemia stworzyła dla polskiej gospodarki, mówi wicepremier i minister rozwoju Jadwiga Emilewicz.

Bogumił Łoziński: Zachorowalność na koronawirusa nie spada, mamy obowiązek noszenia w przestrzeni publicznej masek, a rząd ogłasza poluzowanie restrykcji związanych z epidemią. Nie dostrzega tu Pani sprzeczności?

Jadwiga Emilewicz: To prawda, że spadek zachorowań nie jest jeszcze tak wyraźny jak w Czechach, Austrii czy Niemczech, ale sytuacja u nas jest stabilna. Co więcej, przypadki nowych zachorowań odnotowujemy głównie w miejscach, gdzie szybko powinniśmy opanować rozwój epidemii. Chodzi o szpitale czy domy pomocy społecznej. Biorąc pod uwagę znoszenie restrykcji w innych krajach Europy Zachodniej, w których ten proces zaczął się trzy–cztery tygodnie wcześniej, postępujemy bardzo ostrożnie.

Rząd zapowiada odmrażanie gospodarki, jednak na razie otworzył dostęp do parków i lasów, zezwolił na spacery w celach rekreacyjnych oraz złagodził limity obecności osób w sklepach i kościołach. Czy któryś z tych elementów można zaliczyć do odmrażania gospodarki?

Pierwsza faza znoszenia restrykcji nie odnosi się wprost do gospodarki. Ma nam wpoić nowe nawyki, nauczyć życia z koronawirusem, nowej normalności, czyli właśnie chodzenia w maseczkach, mycia rąk czy zachowywania odpowiedniej odległości od innych osób. Dopiero w kolejnych fazach będą znoszone restrykcje bezpośrednio dotykające gospodarkę – najpierw handel, potem szeroko rozumiane usługi, a na koniec infrastrukturę związaną z czasem wolnym. Wprowadzenie każdej z tych faz poprzedzi analiza rozprzestrzeniania się pandemii i w zależności od tego będziemy określać czas i zakres zdejmowania kolejnych ograniczeń. Jeśli zaobserwujemy spadek zachorowań, to bardzo prawdopodobne, że będziemy przechodzić do kolejnych etapów, ale nie szybciej niż co dwa tygodnie.

Które restrykcje wynikające z epidemii najbardziej uderzają w naszą gospodarkę?

Poważną restrykcją są ograniczenia w handlu i usługach. Firmy działające w tym obszarze stanowią olbrzymią część naszej gospodarki. Są to głównie małe i średnie podmioty, które nie mają dużych poduszek finansowych, pozwalających im przetrwać dwa, trzy miesiące w sytuacji utraty źródeł dochodu. Trzeba mieć też świadomość, że ograniczenia, które sami nakładamy, nie są jedynym czynnikiem uderzającym w polską gospodarkę. Na jej spowolnienie, wzrost bezrobocia czy spadek obrotów duży wpływ mają restrykcje istniejące w innych państwach. Ubiegły rok skończyliśmy z dodatnim bilansem handlowym, czyli więcej eksportowaliśmy, niż importowaliśmy. Teraz z powodu zamknięcia rynków francuskich, niemieckich, włoskich czy hiszpańskich cierpią nawet potężne firmy (które mają duże poduszki bezpieczeństwa), gdyż nie mogą handlować na rynkach zagranicznych.

Jakie będą skutki kryzysu w dłuższej perspektywie?

Staramy się prowadzić takie szacunki, ale jest to bardzo trudne. Tak naprawdę nikt nie był przygotowany na tę sytuację. Ekonomiści zawsze są doskonale przygotowani na kryzysy, które pokonaliśmy, które są za nami, ale ten ma wyjątkowy charakter. Zarówno strona popytowa, jak i podażowa są sparaliżowane. Żadne elementy polityki fiskalnej czy monetarnej nie przynoszą tu gwałtownych efektów. Duże znaczenie ma to, jak szybko uruchomimy gospodarkę, choć już wiemy, że w ciągu kilku miesięcy nie wróci ona do stanu sprzed epidemii. Jeśli minister zdrowia Łukasz Szumowski mówi, że dopóki nie zostanie wynaleziona szczepionka, będziemy żyć w nowej normalności z maskami i zachowaniem odległości od innych, to oznacza to zmniejszone obroty w wielu obszarach gospodarki. Mimo to szacunki nasze, ale też instytucji międzynarodowych wskazują, że dynamika PKB Polski w 2020 r. może wynieść około zera lub ukształtować się na lekkim plusie. Na przykład Bank Światowy pod koniec marca prognozował 0,4-procentowy wzrost PKB w bieżącym roku w Polsce i ok. 2-procentowy wzrost w 2021 r. Zastrzegam jednak, że sytuacja jest bardzo dynamiczna i trudno dziś stawiać pewne prognozy.

Czy w związku z kryzysem istnieje groźba zawieszenia programu 500 Plus?

Żadne prace w tym względzie nie są prowadzone. Program 500 Plus nie jest zagrożony. Wprost przeciwnie. W sytuacji pandemii można powiedzieć, że jest on pewnym elementem wsparcia, dodatkiem do płacy minimalnej. Tam, gdzie rodzice stracili pracę, nie osiągają dochodów, 500 Plus jest ważnym elementem budżetu domowego.

Polski rząd wprowadził programy wsparcia firm, m.in. dwie tarcze antykryzysowe i tarczę finansową. Czy będą kolejne programy pomocowe?

W ramach trzeciej odsłony tarczy antykryzysowej chcemy wprowadzić pakiet rozwiązań adresowany do różnych grup. Dla przedsiębiorców będzie nowy fundusz w Banku Gospodarstwa Krajowego dopłat do odsetek, który pomoże firmom mającym trudności w spłacaniu kredytów. Drugim elementem będzie wsparcie samorządów, które mają mniejsze wpływy z tytułu podatków PiT i CiT. Pracujemy także nad mechanizmami mającymi uchronić duże polskie firmy przed przejmowaniem przez zagraniczne fundusze, np. azjatyckie, które mogłyby je teraz kupić za niską cenę.

Rząd myśli o zakazie nabywania rodzimych firm przez niepolskie podmioty?

Pracujemy nad taką regulacją. Obecnie mamy przepisy, które nie pozwalają wykupywać zagranicznym podmiotom spółek strategicznych dla bezpieczeństwa państwa. Chcemy rozszerzyć te regulacje na inne polskie przedsiębiorstwa. Są firmy, które mają dziś bardzo niską wycenę giełdową. Ratują się tym, że właściciele sami emitują akcje, aby podnieść ich wartość; oczywiście korzystają też ze wsparcia rządowego. Dzięki regulacji, którą chcemy przyjąć, takie firmy pozostaną w polskich rękach. Wzorujemy się tutaj na rozwiązaniach niemieckich, które zostały wprowadzone kilka tygodni temu.

Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że głównym impulsem fiskalnym stymulującym gospodarkę ma być zwiększanie deficytu finansowego i długu publicznego. Nie obawia się Pani kryzysu finansów państwa, który może doprowadzić do bezrobocia, spadku PKB i niższych wynagrodzeń?

W tak trudnym czasie mamy względnie komfortowe warunki. Pierwotny, zerodeficytowy budżet sam w sobie daje nam znaczący bufor do działalności. Po drugie, dług publiczny w tym roku jest na rekordowo niskim poziomie. Wielu ekonomistów, także zagranicznych, podkreśla, że to nie jest czas na oszczędzanie w finansach publicznych, lecz na zdecydowane i szybkie reakcje. Takie stanowisko wynika z wniosków, jakie płyną z poprzedniego kryzysu gospodarczego w 2008 r., gdy takich ostrych, radykalnych reakcji zabrakło i świat mierzył się z kryzysem znacznie dłużej, niż gdyby gospodarki krajowe podejmowały odważniejsze działania, także w zakresie zadłużania się. Oczywiście ilość wypuszczanych na rynek pieniędzy musi być pod ścisłą kontrolą. Dziś przede wszystkim potrzebujemy dostarczać firmom płynności, aby nie zbankrutowały, nie wypychały na bezrobocie swoich pracowników, aby widziały horyzont powrotu do normalności.

Czy oprócz ratowania istniejących firm rząd ma jakąś strategię prorozwojową, która spowodowałaby wzrost gospodarczy?

Jeszcze w kwietniu chcę przedstawić pakiet mieszkaniowy. Na szczęście rynek budowlany w Polsce nie stanął. Jednak jednym z efektów pandemii będzie utrata przez wiele gospodarstw domowych zdolności kredytowych nawet na kilkadziesiąt miesięcy. Odpowiedzią na tę sytuację powinno być budownictwo czynszowe, społeczne. Mamy cały pakiet rozwiązań, który z jednej strony oferuje rodzinom dopłaty do czynszów, a z drugiej – dopłaty do gminnych czy miejskich spółek mieszkaniowych, które pozwolą budować tańsze mieszkania. Jesteśmy w kontakcie z takimi spółkami; warunki, jakie im proponujemy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego, są tak korzystne, że chcą ruszyć z inwestycjami.

Drugi pakiet dotyczy farmacji. Koronawirus uświadomił nam, że bezpieczeństwo to nie tylko ropa i gaz, nie tylko obronność, ale także substancje czynne, które służą do produkcji leków. Wiele lat temu wyeksportowaliśmy produkcję tych substancji do Indii i Chin. Dziś wygra ta gospodarka, która szybciej tę dziedzinę odbuduje u siebie. Dlatego przygotowujemy program wsparcia farmacji i biotechnologii, który chcielibyśmy jak najszybciej uruchomić.

Pandemia uświadomiła Europie bardzo duże uzależnienie od produktów z Chin, nie tylko związanych z farmacją. Czy są plany, abyśmy zastępowali chińskie wyroby własną produkcją?

Obecnie jest dobry moment, aby taki proces rozpocząć. Na przykład jesteśmy ostatnim krajem w Europie, w którym zachowały się szwalnie. Około dwóch tysięcy małych i średnich firm zatrudniających do 50 osób szyje odzież. Można spróbować zastąpić chińskie wyroby odzieżowe polskimi, także na rynku europejskim. Innym obszarem, w którym mamy olbrzymi potencjał, jest produkcja części samochodowych. Jeszcze przed pandemią polscy producenci dostarczali szereg podzespołów. Teraz będą mogli rozszerzyć swój asortyment, produkować więcej, bo z pewnością duże koncerny będą po nie sięgać.

Poruszenie wywołało Pani stwierdzenie, że kryzys związany z koronawirusem może być korzystny dla polskiej gospodarki. W jaki sposób?

To były słowa, które wypowiedziałam na samym początku wybuchu epidemii. Dziś oczywiście widać, że skala kryzysu jest o wiele większa. Chodziło mi m.in. o procesy, które wskazałam w poprzedniej odpowiedzi. Gdy popatrzymy na historię kryzysów, to próby mierzenia się z ich skutkami powodowały rozkwit różnych innowacyjnych projektów. Gdybyśmy mieli mówić, która gospodarka mniej straci, jeśli nie wygra, to z całą pewnością ta, która w odpowiednim tempie, zachowując procedury bezpieczeństwa, zacznie się odmrażać, oraz ta, która szybciej odbuduje moce produkcyjne w Europie. Polska gospodarka, oparta na małych i średnich firmach, niezwykle elastycznych, pracowitych, zdolnych do pokonywania trudności w niestandardowy sposób, ma olbrzymie możliwości. Mam nadzieję, że ta witalność polskich przedsiębiorców, wsparta konkretnymi działaniami rządu, sprawi, że będziemy potrafili ten trudny czas wykorzystać dla jak najszybszego odbudowania się i że te nowe moce produkcyjne będą w stanie zaspokoić nie tylko potrzeby naszego 38-milionowego rynku, ale także największego, na jakim jesteśmy, czyli europejskiego. Dziś duzi europejscy producenci, którzy mieli swoich podwykonawców w Chinach, rozglądają się za tym, kto ich zastąpi na rynku europejskim. To możemy być my. •

Jadwiga Emilewicz

jest wiceprezesem partii Porozumienie. Z wykształcenia politolog i menedżer kultury. Absolwentka i doktorantka Uniwersytetu Jagiellońskiego. Stypendystka Uniwersytetu Oksfordzkiego.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama