Nowy numer 28/2020 Archiwum

Dwie krzywe

Dodaję gazu – motor przyspiesza, dotykam klawiatury – tekst pojawia się na monitorze, zamawiam książkę – dostaję paczkę pod dom. Można by tak wymieniać niemalże bez końca.

Kontrolujemy wiele sfer naszego życia. To świadczy o ludzkim geniuszu i daje poczucie bezpieczeństwa. Panuję nad sytuacją. Wiem, co się dzieje. To rzeczywiście wspaniałe. Zdawało się, że nic nie jest w stanie zablokować tego doskonałego systemu. W zasadzie techniczny świat pozwala przewidzieć wszystko. Prawie…

Bo dziś jest już inaczej. Miałem się spotkać z rodziną na święta – tata trafił do szpitala, planowałem inwestycje w firmie w tym miesiącu – dziś liczę straty, miałem lecieć na wakacje – muszę zostać w domu. Ale na tym nie koniec: Najgorsze jest, proszę księdza, to, że nie wiem, co będzie jutro – słyszę non stop. Wielu z nas z bólem stwierdza: straciłem kontrolę.

Ten brak panowania nad swoim życiem zachwiał bardzo mocno naszymi dotychczasowymi pewnikami. Wprowadził wielu w kryzys. Zaczynam się bać, snuję dramatyczne scenariusze. Programy informacyjne wydają się pokazywać, na ile wirus zbliżył się do drzwi mojego domu. To, na czym do tej pory opierałem swoją ufność, nagle mnie nie chroni i docieram do swoich granic. Widać to szczególnie w tych dniach: ból, cierpienie i śmierć zawsze będą dla nas granicą, którą pokonał tylko Jeden. Jezus Chrystus.

To jasne, że epidemia zaprasza nas do tego, by przewartościować swoje życie. Dla mnie stało się oczywiste, że jedyne, co się liczy, to miłość. Łaskawość dla tego, kto wynajmuje mieszkanie i nie ma jak zapłacić, troska sąsiada o sąsiada, odnalezienie samotnych, przelew na konto, bo komuś właśnie padła firma, zrzutka na respirator. Miłością stało się też trwanie w domu i próba twórczego przeżycia tego czasu, szukanie dobrego tekstu, filmu, rozmowy.

No i chyba równie trudne: poprosić o miłość. Bo to wymaga potężnej pokory: zadzwonić do brata, z którym nie gadałem od lat, by powiedzieć, że czuję się sam, przeprosić za zło, którego się było przyczyną, powiedzieć: nie zostawiaj mnie. Jezus przed śmiercią daje nam w testamencie miłość i o nią prosi. A to znaczy, że jest ona czymś najcenniejszym w życiu.

Może zatem oprócz codziennego sprawdzania słupków nowych zachorowań i liczby zmarłych spróbujemy sprawdzać krzywą miłości. Nad tym zawsze mamy kontrolę. Ostatecznie to właśnie ona poprowadziła Marię, gdy jeszcze było ciemno, a Piotrowi i Janowi pozwoliła wejść do grobu wbrew wszelkiej nadziei.

Ten, kto ma kontrolę nad światem, nazywa się Zmartwychwstanie i Życie. Apostołowie nauczyli się czytać Ewangelię od końca. Czas na nas. Tylko wtedy mamy szansę nie bać się, kiedy stracimy kontrolę. I się nie rozczarować.

Lekarze i inne osoby odpowiedzialne w poszczególnych państwach na świecie muszą robić wszystko, by krzywa zachorowań w końcu się załamała. My, ludzie wierzący w Chrystusa, musimy sprawić, by krzywa miłości nie załamała się nawet w obliczu cierpienia i śmierci.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama