Nowy numer 22/2020 Archiwum

Idzie Niebo ciemną nocą

Nadchodzi prawdziwie Wielka Noc. Nie będzie jej poprzedzał gwar w czasie święconki i chóralne odpowiedzi na wezwanie „Oto drzewo krzyża”. Ale będzie On. A to, jak zapowiadała Teresa Wielka, wystarczy. 

Nadchodzi prawdziwie Wielka Noc. I nie w znaczeniu podszytych lękiem przepowiedni.

Kilka dni temu pod reklamą mojej książki „Jak się wygrywa wojny” ktoś napisał ironiczne: „Religia miłości szlifuje formę przed świętami. Czujecie się wystarczająco winni, by kochać swego boga?” (pisownia oryginalna). Jedna z internautek odpisała: „Czujemy się wystarczająco kochani, by nie czuć się winni”.

Tak.

Nadchodzi prawdziwie Wielka Noc. W tym roku nie będzie jej poprzedzał gwar w czasie święcenia pokarmów i chóralne odpowiedzi na wezwanie „Oto drzewo krzyża” czy dzień później „Światło Chrystusa!”. Ale będzie On. A to, jak zapowiadała Teresa Wielka, wystarczy. Basta!

„Idź za Jezusem. Bezkompromisowo. Przyjmij wszystko z ręki Ojca” – to droga, którą ukochała mała siostra Magdalena. „Jesteśmy jak dziecko, które ojciec podrzuca nad przepaścią – powtarzała. – Dziecko nie boi się, bo wie, że ojciec je złapie”. 

Nadchodzi prawdziwie Wielka Noc. Być może w chwilach duchowej ciemności nie rozpoznajemy Pana. To normalne. Zakochana w Nim po uszy Maria Magdalena pomyliła Go przecież ze zwykłym ogrodnikiem, uczniowie wzięli za zjawę, a uwięziony Jan Chrzciciel wątpił: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść?”. Zmartwychwstanie kojarzymy z eksplozją światła, z porankiem skąpanym w słońcu. A ono dokonało się w absolutnych ciemnościach! „Wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno”... grób był już pusty. Być może ze względu na ciemności nie rozpoznajesz Pana Młodego. Skupiasz się na krzyku: „Ciemność widzę, ciemność!” i nie masz pojęcia, że uczestniczysz w zmartwychwstaniu. 

Zostaliśmy obnażeni. Kapłani, którzy wcześniej skrzętnie maskowali kryzys duszpasterską gonitwą i roboczogodzinami katechezy przeżywają teraz bolesne oczyszczenie. Domy, w których, relacje były w miarę normalne, przeżywają czas kwarantanny bez strat w ludziach, ale co dzieje się za zamkniętymi drzwiami mieszkań, w których zniewolenia dają głośno sobie znać? Wzrosła sprzedaż alkoholu, i to nie tylko do dezynfekcji rąk. Myślę o tym, co dzieje się w zamkniętych domach, w których dotąd lał się on strumieniami. Co przeżywają zamknięte w tych pomieszczeniach dzieci? Modlę się za nie każdego dnia.

Jak bardzo uspokajają słowa Oblubieńca: „Ja jestem! Nie bójcie się”. 

Nadchodzi prawdziwie Wielka Noc. Słyszałem od pewnego dominikanina, że Pan Bóg lubi noc, bo wówczas mnisi śpią i wreszcie przestają się sobą zajmować…
 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Zobacz także

  • CSOG
    08.04.2020 22:19
    Nie udawajmy, że nie było zmartwychwstania.

    Żeby zobaczyć innych, żeby zobaczyć cokolwiek, trzeba przestać patrzeć na siebie. To piękna prawda. I prawdziwa.
    Czy Bóg pragnie, aby katolik ustawicznie się zamartwiał? To naprawdę nie jest błahe i nieudane pytanie. Papież Franciszek nie ustaje w prośbach abyśmy nie zapominali o biednych i ubogich. Dobrze wiemy i nie zapominamy, jedyną możliwością przekroczenia własnego egoizmu jest dostrzeżenie biedy i potrzeby drugiego człowieka, w miejsce użalania się i troski wyłącznie o siebie. Czy zatem Boga cieszy nasz płacz nad krzywdzonymi i uciskanymi? Raczej nie. Raczej nie chodzi o nasz płacz i użalanie się. Takie uczucia zrozumienia i współczucia nie są zbędne, jednak nie są też celem same w sobie. W sumie chodzi chyba o miłość i to miłość wyrażoną w działaniu. Ktoś niedawno zadał pytanie co może jeden człowiek? Spojrzałem na to pytanie z perspektywy propozycji sprzed kilku lat innego dziennikarza: Kiedy Bóg idzie na wojnę, nie wtrącaj się, zwłaszcza jeśli sam dotychczas przegrywałeś wszystkie bitwy. I obie te intuicje jakoś się uzupełniają. Sam bowiem nie możesz nic. Możesz jednak pomóc Bogu, postem, jałmużną, modlitwą. A to zmienia bardzo wiele, nawet jeżeli zmienia tylko i wyłącznie ciebie. Gdzieś za ścianą alkohol leje się strumieniami większymi niż wcześniej a dzieci płaczą, gdzieś za górami i za lasami, a w sumie całkiem blisko, bardzo wielu ludzi cierpi i ginie z głodu i od bomb. Co możesz? Post, jałmużna, modlitwa. Wystarczy.

    Noc.
    Zazdroszczę braci cygańskiej zwyczaju stypy na grobie zmarłego. Wydaje się przedstawiać myśl o zmarłym: Jesteś z nami, tylko teraz trochę inaczej. To dokładnie tak jak my próbujemy traktować w naszym życiu Jezusa. My odchodzimy znad świeżego grobu bliskichw posępnym żalu, w poczuciu przeogromnej, niepowetowanej i nieodwracalnej straty. Cyganie mają w mentalności raczej coś w rodzaju: twoje zniknięcie odrobinę zmieniło sytuację, ale nie wszystko i nie na gorsze, choć troszkę żal, że nie możemy już ciebie widzieć i dotykać.
    Przed nami noc. A w zasadzie kilka nocy i kilka dni w którym będziemy próbowali przeżywać coś wyjątkowego w formie, którą Kościół określa jako „uobecnienie”. Cóż to? Niełatwo to wyjaśnić, chodzi o przeżycie czegoś, co wydarzyło się dwa tysiące lat temu, w sposób jakby działo się tu i teraz. Nie chodzi o inscenizację czegoś co wydarzyło się dawniej, a obecnie to wspominamy. Nie chodzi o udawanie. Tak naprawdę to ciężkie wyzwanie dla naszego mózgu, poznania całkiem nie ziemskiej rzeczywistości, w której czas nie ma żadnego znaczenia i to co działo się dawno, temu dzieje się równocześnie w chwili obecnej. W zasadzie to jakby przygotowanie nas do rzeczywistości w której przyjdzie nam funkcjonować kiedyś. Kiedy znajdziemy się po za czasem. Izraelici świętujący w taki sposób wydarzenia wyjścia z niewoli egipskiej, mieli ułatwione zadanie, uobecniali wydarzenia o bardzo naturalnej kolei rzeczy. Kolacja. Skromna przed podróżą, nie objeść się, nabrać sił, przygotować do długiej drogi. My mamy trudniej. Wiedząc już, że Zmartwychwstał przeżywać mamy tak, jakbyśmy nie wiedzieli, że będzie żył.
    A może posłuchać tych słów które wypowiedział po drodze ”nie płaczcie nade mną ; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!” ? A wtedy noc stanie się ciemna, a płacz bardziej gorzki. Lecz może On tak właśnie chciał. Żebyśmy ze swojej nocy ciemnej wyszli, ze swojego grobu, w ten niedzielny radosny poranek.
    doceń 1
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji