Nowy numer 49/2020 Archiwum

Unia nie zastąpi Polski

O postawie Unii Europejskiej wobec pandemii koronawirusa mówi Konrad Szymański.

Bogumił Łoziński: W Europie szaleje koronawirus, a Unia Europejska dość opieszale reaguje na tę sytuację. Gdzie jest Unia w czasie pandemii?

Konrad Szymański: W pierwszej reakcji na kryzys UE przyjęła pakiet zmian budżetowych, które pozwalają na przekierowanie pieniędzy na potrzeby walki z pandemią. Do tego dochodzą zmiany regulacyjne w transporcie, rekomendacje dotyczące ograniczenia blokad na wspólnym rynku, wspólne zakupy medyczne. Zakres działań jest spory. Polska te zmiany popiera. Problemem jest skala tych działań. Przesunięcia bud­żetowe – bo nie mówimy tu o żadnych nowych pieniądzach – to 37 mld euro w całej UE. Mówimy teraz o kolejnych. Reszta to gwarancje, które mają dać same państwa członkowskie. W samej Polsce, która stanowi 3,6 proc. gospodarki UE, tarcza antykryzysowa to już dziś skala ponad 50 mld euro. Potrzeby europejskiej gospodarki są bezprecedensowe, a UE nawet wobec tego kryzysu ma wciąż poważne ograniczenia finansowe narzucone jej przede wszystkim przez najbogatsze państwa Wspólnoty.

Od stwierdzenia pierwszego przypadku zakażenia koronawirusem w Europie minęły prawie trzy miesiące, a przywódcy państw europejskich wciąż dyskutują, jak zareagować na ten kryzys. Jakie są przyczyny tej opieszałości?

Powraca do nas stara i bardzo gorzka dyskusja z czasów kryzysu zadłużeniowego. Wtedy państwa Północy mówiły, że nie mogą płacić ani brać odpowiedzialności za zadłużenie Południa, ponieważ kryzys jest konsekwencją złej polityki fiskalnej Włoch czy Grecji. Dziś mamy zdarzenie losowe, kataklizm, który spadł na państwa, a argumentacja najbogatszych państw Północy pozostała bez zmian – nie będziemy płacić na UE ani centa więcej. To jest powód, dla którego UE nie ma „ani centa więcej”. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że znowu problem najsilniej dotyka państw Południa, które jeszcze nie zagoiły ran z czasów kryzysu strefy euro.

We Włoszech z powodu koronawirusa umiera prawie tysiąc osób dziennie, a w tym samym czasie szefowie państw nie są w stanie dojść do porozumienia w sprawie sposobu finansowania funduszu ratunkowego. Premier Mateusz Morawiecki zarzuca Unii Europejskiej, że nie dała nawet eurocenta na walkę z koronawirusem. Dlaczego UE nie przeznacza dodatkowych środków na walkę z pandemią?

To jest arcyparadoks dzisiejszej UE. Na UE nie chcą płacić państwa, które często same siebie uznają za sumienie projektu europejskiego, które nierzadko używają europejskiej retoryki do rozliczania innych – także Polski – z europejskości. Te same państwa dziś mówią, że nawet w obliczu kryzysu nie zapłacą na UE ani centa więcej. To jest moment prawdy, ważny także dla nas. To, kolejne po kryzysie euro, doświadczenie pokazuje, że granice europejskiej solidarności są bardzo sztywne i bardzo określone. Unia, szczególnie za sprawą wspólnego rynku, odegra pozytywną i kluczową rolę w wychodzeniu z zapaści gospodarczej Europy. Jednak lwia część odpowiedzialności za stymulację gospodarki spadnie na państwa członkowskie.

Jakie skuteczne działania powinna podjąć Unia Europejska wobec pandemii koronawirusa?

UE powinna uzgodnić nowy, możliwie duży budżet wieloletni w taki sposób, by służył on stymulacji gospodarki. Temu samemu celowi powinny służyć instrumenty finansowe i wzmocnienie Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Oczekujemy pragmatycznego podejścia do zasad pomocy publicznej. Adaptacji do warunków walki z kryzysem gospodarczym wymagają najbardziej kosztowne polityki UE, z polityką klimatyczną na czele.

Po wideokonferencji szefów państw unijnych w sprawie funduszu ratunkowego przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel stwierdził: „Dziś wieczorem mieliśmy bardzo mocną dyskusję polityczną. Była ona pożyteczna i konieczna, gdyż pokazaliśmy, że w wielu kwestiach mamy takie samo stanowisko, ale w niektórych musimy dalej prowadzić dialog”. Ta powszechna w instytucjach unijnych nowomowa, wobec dramatu zwykłych ludzi, z jakim mamy obecnie do czynienia, już nie tylko drażni, ale wręcz bulwersuje. Skąd się bierze takie unijne „zagadywanie” rzeczywistości? Może chodzi o to, aby uciec od realnych problemów?

Chodzi o to, by chronić europejską jedność tam, gdzie to możliwe. Ona jest dzisiaj wystawiona na najpoważniejszą próbę w historii. Ostrożność przewodniczącego Michela jest więc uzasadniona. Byłoby czymś tragicznym, gdybyśmy na skutek ograniczeń zaufania do UE, z jakimi mamy do czynienia – z innych powodów – na północy i na południu UE, tracili cały projekt integracji. Ostatnia Rada uwidoczniła ten sam problem, z którym UE borykała się na skutek kryzysu euro. Z jednej strony UE, by być skuteczna, potrzebuje środków. Z drugiej strony retorycznie najbardziej proeuropejskie państwa nie chcą ich Unii dać.

Czy Unia jest do tego stopnia zbiurokratyzowana, że nawet w tak dramatycznej sytuacji nie jest w stanie podjąć szybkich działań?

Największą szkodę UE wyrządza retoryka eurofederalizmu, która przez lata za swój cel brała państwa narodowe jako przyczyny wszelkiego zła. Perswadowano nam, że UE z powodzeniem może zastąpić państwa i nasza przyszłość będzie wtedy świetlista. Jest inaczej.

Zwolennicy koncepcji federalistycznej twierdzą, że gdyby UE była bardziej zintegrowana, to walka z pandemią byłaby skuteczniejsza. Natomiast zwolennicy Unii jako konfederacji wskazują, że to właśnie państwa narodowe potrafiły zareagować na kryzys, a UE nie sprostała wyzwaniu. Kto ma rację?

Ta sytuacja pokazała, że to na państwach ciąży lwia część odpowiedzialności – zarówno za porządek publiczny, zdrowie, jak i działania antykryzysowe. Siła UE bierze się z siły państw. UE może wzmacniać potencjał państw i w ten sposób pokazywać Europejczykom, jaką rolę odgrywa. Budowanie UE wbrew państwom to droga do katastrofy. To oczywiście oznacza, że nie możemy od UE oczekiwać wszystkiego. To oznacza także ograniczenia, o których mówiłem na początku. Ale innej drogi dla integracji nie ma. Zilustruję to przykładem repatriacji obywateli. W całej UE w ramach Unijnego Mechanizmu Ochrony Ludności współfinansowano 25 lotów, dzięki którym sprowadzono 4500 obywateli państw UE. W ramach akcji Lot do Domu Polska dofinansowała ponad 320 lotów, którymi powróciło 45 000 naszych obywateli.

Niektórzy tłumaczą reakcje Unii Europejskiej na kryzys pandemii brakiem uprawnień do ingerowania w systemy służby zdrowia poszczególnych państw. Twierdzą, że UE nie ma dostatecznych narzędzi. Czy to wystarczające tłumaczenie? W innych kwestiach, np. moralnych czy dotyczących wymiaru sprawiedliwości, instytucje unijne otwarcie dążą do rozszerzenia swoich kompetencji.

W sytuacji kryzysu nikt nie zastąpi sprawności państw w sprawach porządku publicznego czy zdrowia. Nie chodzi tu o sam podział kompetencji, które faktycznie Unii nigdy w tych obszarach nie zostały przekazane. Chodzi o problem przywództwa politycznego, które w czasach kryzysu i strachu jest sprawą najważniejszą. To przywództwo rodzi się w najważniejszej wspólnocie politycznej w Europie, jaką są demokracje narodowe.

Może przyczyny bierności Unii Europejskiej wobec pandemii nie dotyczą np. mechanizmu podejmowania decyzji, lecz sięgają głębiej – odejścia od zasady solidarności, która miała być fundamentem UE? Włosi twierdzą, że wobec pandemii zostali przez UE opuszczeni.

Kryzys w strefie euro, a w jeszcze większym stopniu kryzys spowodowany pandemią pokazuje, że granice europejskiej solidarności istnieją, a w sprawach finansowych te granice są wręcz niewzruszone. Wskazuję na to nie po to, by podważać sens integracji, ale po to, by urealnić oczekiwania wobec projektu europejskiej solidarności. Europa nie zastąpi nam Polski. W najtrudniejszych czasach gwarantem naszych praw i naszego bezpieczeństwa pozostają państwa. Także dlatego władze powinny o nie dbać, by były sprawne i wydolne.

Niektórzy zwracają uwagę, że krytyka UE w związku z pandemią wpisuje się w narracje Rosji i Chin, aby podkopać europejski projekt. Co Pan myśli o takiej tezie?

To nie tajemnica, że Rosja nie jest zainteresowana jednością Europy. Także Chinom byłoby łatwiej rozmawiać z pojedynczymi państwami. Europejska debata w sprawie pandemii jest często emocjonalna i nerwowa. Nierzadko traci proporcje. W takiej mętnej wodzie próbują realizować swoje interesy nasi konkurenci i wrogowie. Kampanie dezinformacyjne, także wymierzone w Polskę, są faktem.

Przewodniczący włoskiej Ligi Matteo Salvini, komentując brak decyzji Rady Europejskiej w sprawie pomocy państwom dotkniętym pandemią, stwierdził m.in., że „jak będzie trzeba, pożegnamy Unię”. Wielka Brytania już opuściła Wspólnotę. Czy rozpad Unii jest realny?

Ryzyko dla projektu europejskiego nigdy nie było tak wyraźne. I to nie jest dobra wiadomość. UE potrzebuje reformy, adaptacji, realizmu, by odnaleźć się w nowych czasach. Potrzebujemy też poważnej dyskusji z tymi, którzy – w dobrej lub złej wierze – podważają ten projekt. I tego problemu nie da się sprowadzić do rytualnie wyklinanego populizmu. To wypieranie rzeczywistości. Jest czymś paradoksalnym, że państwa, które zyskują na wymianie handlowej siedem razy więcej, niż wpłacają, blokują porozumienie budżetowe nawet wokół bardzo skromnych propozycji KE. To jest realny problem. Jeśli nadal będą widzieć w UE tylko koszty, zapominając o swoich kolosalnych zyskach, obsuną się w logikę brexitową szybciej, niż sądzimy. •

Konrad Szymański

– minister do spraw integracji europejskiej. Wcześniej był wiceministrem w Ministerstwie Spraw Zagranicznych odpowiedzialnym za sprawy europejskie. Przez dwie kadencje był posłem do Parlamentu Europejskiego.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bogumił Łoziński

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Polska”.
Pracował m.in. w Katolickiej Agencji Informacyjnej jako szef działu krajowego, oraz w „Dzienniku” jako dziennikarz i publicysta. Wyróżniony Medalem Pamiątkowym Prymasa Polski (2006) oraz tytułem Mecenas Polskiej Ekologii w X edycji Narodowego Konkursu Ekologicznego „Przyjaźni środowisku” (2009). Ma na swoim koncie dziesiątki wywiadów z polskimi hierarchami, a także z kard. Josephem Ratzingerem (2004) i prof. Leszkiem Kołakowskim (2008). Autor publikacji książkowych, m.in. bestelleru „Leksykon zakonów w Polsce”. Hobby: piłka nożna, lekkoatletyka, żeglarstwo. Jego obszar specjalizacji to tematyka religijna, światopoglądowa i historyczna, a także społeczno-polityczna i ekologiczna.

Kontakt:
bogumil.lozinski@gosc.pl
Więcej artykułów Bogumiła Łozińskiego

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także