Nowy numer 43/2020 Archiwum

Ostatni szaniec monarchii

Wierność ideałom kosztowała Franciszka II utratę władzy i złą opinię wśród wielu historyków. Czy ostatni z neapolitańskich Burbonów zostanie ogłoszony świętym?

Wierzę w Opatrzność – mówił do swoich poddanych Franciszek II w oblężonej Gaecie. Niedługo potem „mały Hiob”, jak nazwał go papież Pius IX, ostatecznie stracił królestwo, którym władał niecałe dwa lata. Nie było to jedyne nieszczęście, jakiego w życiu doświadczył. Franciszek nie pamiętał matki, Marii Krystyny, która zmarła dwa tygodnie po porodzie (w 2014 roku została beatyfikowana). Jego jedyna córka, Maria Krystyna Pia, przeżyła tylko trzy miesiące. Wielu historyków przedstawia go jako osobę o słabym charakterze. Tymczasem Franciszek przeprowadził rozsądne reformy i był wierny do końca temu, w co wierzył.

Fiołki w Neapolu

Franciszek z Asyżu Maria Leopold, nazywany przez neapolitańczyków Franceschiello, objął tron jako 23-latek. Jeszcze w styczniu 1859 roku wziął ślub – jego żoną została 18-letnia Maria Zofia Wittelsbach, księżniczka bawarska, siostra cesarzowej Sissi – a w maju po śmierci ojca musiał wziąć odpowiedzialność za rządy nad Królestwem Obojga Sycylii. Państwo mające 112 tys. km kw. zajmowało całe południe obecnych Włoch z Sycylią i innymi wyspami. Królestwo ze stolicą w Neapolu było najbogatszą częścią Półwyspu Apenińskiego. Łączna wartość kapitałów znajdujących się w obiegu wynosiła ponad 440 mln lirów, czyli 2/3 kapitału wszystkich państw Italii. Powstały tu pierwsze w Italii linie kolejowe, a na Morzu Śródziemnym z flotą Obojga Sycylii mogli rywalizować jedynie Anglicy. W tutejszych stoczniach skonstruowano pierwszy na świecie parowiec z napędem śrubowym, a powstanie Teatru Świętego Karola (kilkadziesiąt lat przed zbudowaniem mediolańskiej La Scali, która była zresztą nieco mniejsza) uczyniło Neapol światową stolicą opery.

Przodkowie Franciszka, chociaż dbali o gospodarkę, rządzili twardą ręką. Tymczasem młody król rozpoczął reformy. Nadał większą władzę samorządom, ogłosił amnestię i pracował nad poprawą warunków pobytu w więzieniach. Zmniejszył też o połowę podatek ziemski, obniżył cła handlowe, otworzył dwie giełdy towarowe i pracował nad rozwojem sieci kolejowej. Oprócz tego nakazał kupowanie za granicą zboża, które sprzedawano po niskiej cenie, a ubogiej ludności rozdawano za darmo. Planował wzmocnienie autonomii Sycylii. Jednak rodzina macochy, Austriaczki Marii Teresy, rzucała młodemu królowi kłody pod nogi. Spiskowała też, by usunąć go z tronu. Franciszek dostał do ręki dowody w tej sprawie. – To żona mojego ojca – powiedział i wrzucił dokumenty do ognia.

Czerwone ludziki

W XIX w. zaczęła się rozpowszechniać idea zjednoczenia Włoch. Głosili ją politycy związani z ruchem karbonariuszy albo należący do lóż masońskich. Tworzenie nowego kraju w ich rozumieniu oznaczało zniszczenie Państwa Kościelnego oraz walkę z Kościołem w innych częściach półwyspu (czego przykładem może być decyzja premiera Piemontu Camilla Bensa di Cavoura z 1855 roku o likwidacji zakonów kontemplacyjnych i przejęciu dóbr kościelnych, a także aresztowaniu wielu księży i biskupów). Zjednoczyciele, choć ostatecznie ustanowili we Włoszech króla, głosili hasła demokratyczne i antymonarchiczne.

Początkowo Cavour proponował Franciszkowi sojusz. Jego częścią miało być jednak wspólne zajęcie ziem Państwa Kościelnego, na co katolicki władca nie zamierzał się godzić. Nie chciał też sojuszu z liberalną Francją, będącą sprzymierzeńcem Piemontu. Stawiał na katolicką Austrię, także ze względów rodzinnych.

W maju 1860 roku doszło do inwazji, która przeszła do historii jako wyprawa tysiąca czerwonych koszul. Półregularny oddział, złożony z 1,1 tys. ludzi dowodzonych przez Giuseppe Garibaldiego, wylądował na Sycylii. Operacja była możliwa dzięki pomocy Anglików, którzy wysłali w okolice swoją flotę, mając dzięki temu kontrolę nad sytuacją i uniemożliwiając Neapolowi interwencję. Wprawdzie przeciętny dowódca, jakim był Garibaldi, miał przeciw sobie dobrze zorganizowaną burbońską armię, ale wielu sycylijskich dowódców przekupiono. Dlatego garibaldczycy bez oporu zajęli Palermo, a w Kalabrii poddało się im 10 tys. z 12 tys. miejscowych żołnierzy. W miejscowości Bronte rozstrzelali 150 osób podejrzanych o sprzyjanie Burbonom. Piemontczycy, którzy oficjalnie nie stali za Garibaldim, nie udzielili pomocy, o którą poprosił Franciszek. Zamiast tego wysłali armię, która wzięła udział w rozbiorze jego państwa.

W kryzysowej sytuacji król mianował prefektem policji Liboria Romana. Był on karbonariuszem i zwolennikiem idei zjednoczeniowej. Miał niejawne kontakty z Garibaldim i Cavourem. Namówił króla na ucieczkę.

Łapówka dla kamorystów

Franciszek nie chciał rozlewu krwi, dlatego wyjechał z Neapolu. Zabrał ze sobą jedynie dewocjonalia i rodzinne pamiątki. Pozostawił na miejscu depozyty bankowe i dzieła sztuki z pałacu, bo uznał, że należą do neapolitańczyków. Do miasta wjechał pociągiem Garibaldi, który objął dyktatorską władzę i zniósł całą dotychczasową administrację. Mianował Liboria Romana ministrem spraw wewnętrznych, a kierowanie policją powierzył Salvatore De Crescenzio, szefowi kamorry, któremu wręczono też pokaźną łapówkę. Pięciu kobietom związanym z tą organizacją przestępczą (w tym siostrze De Crescenzio) przyznano państwowe pensje, a wielu członków kamorry zostało wysokimi oficerami policji. W zamian za to wszystko gangsterzy nie przeszkadzali nowej władzy. Dwa miesiące dyktatury wystarczyły, by Garibaldi zrujnował skarb państwa. Wbrew obietnicom ziemi nie rozdano chłopom. Na wiele lat zamknięto wyższe uczelnie. W plebiscycie ponad 99 proc. głosujących opowiedziało się za przyłączeniem Obojga Sycylii do Piemontu, ale udział wzięło w nim mniej niż 1/5 uprawnionych. Tak skończył się złoty wiek Neapolu, a rozpoczęła bieda, z której do dziś słynie włoskie Południe.

Tymczasem wojska wierne królowi starły się z siłami Garibaldiego nad rzeką Volturno. Obecność monarchy na polu bitwy dodała burbońskim żołnierzom animuszu. Odnieśli militarne zwycięstwo, ale nie zdołali zająć pobliskiej Caserty.

Z czystym sumieniem

Franciszek schronił się w nadmorskiej Gaecie, gdzie zachowywał się z godnością odnotowaną nawet przez wrogów. Wydał wówczas gorzką odezwę, w której stwierdził, że został zdradzony. „Jeśli Opatrzność (…) pozwoli, by ostatni szaniec monarchii padł pod ciosami cudzoziemskich wrogów, odejdę z czystym sumieniem, niezachwianą wiarą” – mówił. „Oczekując nieuniknionej sprawiedliwości, będę się gorąco modlił o pomyślność mojej ojczyzny i szczęście ludzi, którzy tworzą największą i najbardziej ukochaną część mojej rodziny”.

Miasto skapitulowało w lutym 1861 roku. Franciszek już nigdy nie wrócił do Neapolu. Przez kilka lat przebywał w Rzymie dzięki pomocy papieża i Austriaków. Jego córka przyszła na świat w 1869 roku. Nie przyjął państwowej pensji oferowanej w zamian za rezygnację z planów powrotu na tron. „Mój honor nie jest na sprzedaż” – odpowiadał.

Ostatni monarcha Królestwa Obojga Sycylii zmarł w 1894 roku w wieku 58 lat w należącym do Austro-Węgier Trydencie. Gdyby Franciszek żył w spokojniejszych czasach, mógłby przejść do historii jako reformator. Gdyby działał brutalniej wobec spiskowców, być może utrzymałby władzę. Gdyby wreszcie zdradził to, w co wierzył, i przyłączył się do zjednoczycieli kraju, być może byłby, jak Garibaldi, wybielany przez wielu historyków. Władca nazywany Dobrym Królem był jednak inny. Dlatego właśnie rozpoczyna się jego proces beatyfikacyjny. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jakub Jałowiczor

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwent nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynał w radiu „Kampus”. Współpracował m.in. z dziennikiem „Polska”, „Tygodnikiem Solidarność”, „Gazetą Polską”, „Gazetą Polską Codziennie”, „Niedzielą”, portalem Fronda.pl. Publikował też w „Rzeczpospolitej” i „Magazynie Fantastycznym” oraz przeprowadzał wywiady dla portalu wideo „Gazety Polskiej”. Autor książki „Rzecznicy”. Jego obszar specjalizacji to sprawy społeczno-polityczne, bezpieczeństwo, nie stroni od tematyki zagranicznej.
Kontakt:
jakub.jalowiczor@gosc.pl
Więcej artykułów Jakuba Jałowiczora

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także