Nowy numer 47/2020 Archiwum

Objawienia i fake newsy

O prawdziwych i fałszywych objawieniach prywatnych i o posłuszeństwie proroków mówi o. Wit Piotr Chlondowski OFM.

Jacek Dziedzina: Katechizm Kościoła Katolickiego naucza, że nie będzie już innego objawienia niż to, które dokonało się w Jezusie Chrystusie. W Nim Bóg powiedział o sobie wszystko, co jest nam potrzebne do zbawienia. Skąd zatem tzw. objawienia prywatne?

O. Wit Piotr Chlondowski: Termin „objawienie” nie jest tu najszczęśliwszy, bo rzeczywiście Objawienie jest tylko jedno. Lepiej byłoby mówić o zjawieniach. A tak naprawdę to jedna z form proroctwa, czyli jeden z charyzmatów. W każdym ochrzczonym Duch Święty złożył jakieś dary, by służyć nimi w Kościele. Jeśli jesteś ochrzczony, masz charyzmaty, choć możesz ich w sobie nie odkryć. Jednym z charyzmatów nadzwyczajnych jest charyzmat proroctwa. Polega on na pewnych natchnieniach, słowach, obrazach, myślach, które przychodzą z Bożej inspiracji. Tak samo jest z objawieniami prywatnymi, zjawieniami. Żadne natchnienia, światła od Boga, nie przynoszą niczego nowego, nie rozwijają jedynego Objawienia, ale są jedynie jego aktualizacją – w taki sposób nazywał je kard. Ratzinger. Aktualizują Objawienie w danym momencie. Takie jest zadanie charyzmatu proroczego. Ma on mnóstwo form, w jakich się objawia. Już w Dziejach Apostolskich mamy przykład takiego proroctwa, które można by uznać za jakiś rodzaj objawienia prywatnego, gdy chrześcijański prorok Agabos zapowiada nadejście wielkiego głodu. I dzięki temu Kościół jest przygotowany na to, wspiera ubogich w Jerozolimie, organizuje zbiórkę dla wiernych z Jerozolimy.

W całej historii Kościoła mamy dziesiątki tysięcy osób, które twierdziły, że miały objawienia prywatne. Jak Kościół w tym się nie pogubił?

Tylko w XX wieku mamy ponad 800 rzekomych lub prawdziwych objawień. Z tego Kościół uznał za autentyczne tylko kilkanaście. Kościół rozeznaje to w bardzo mądry i szeroki sposób. Najpierw mamy kryteria pozytywne: sprawdzamy, jakie były okoliczności, czy rzekomy widzący to osoba zrównoważona psychicznie, jaką ma osobowość, czy można mówić o uczciwości życia moralnego, czy jest posłuszny władzy kościelnej itp. To jest czynnik, dzięki któremu czasami już na początku widać, czy objawienie jest prawdziwe. Drugie ważne kryterium pozytywne to zgodność z Objawieniem. Jeśli objawienie prywatne ma być aktualizacją Objawienia, to nie można wymyślać czegoś, czego nie ma w Objawieniu, w słowie Bożym i nauczaniu Kościoła. Objawienie jest więc wolne od błędów teologicznych. I trzecie pozytywne kryterium: zdrowa pobożność, obfite owoce, duch modlitwy, nawrócenia, pokora, miłość bliźniego. A kryteria negatywne – czyli coś, co nie może towarzyszyć prawdziwym objawieniom – to kłamstwa, manipulacja faktami, błędy doktrynalne. Czasami są sytuacje bardziej skomplikowane – natchnienie może być autentyczne, ale człowiek, przekazując je, dodaje coś od siebie. Mamy też sporą listę tych, którzy wpadli w pewne dziwactwa. Trzecie kryterium negatywne, które przekreśla autentyczność objawienia, to chęć zysku, czerpanie korzyści materialnych z rzekomego objawienia, a także czyny niemoralne, których dokonuje ktoś w momencie rzekomego objawienia.

Bywa jednak, że Kościół zajmuje najpierw negatywne stanowisko, po czym po latach przyznaje, że objawienia były jednak autentyczne. Święta Faustyna i orędzie Bożego Miłosierdzia to najlepszy przykład.

Dzisiaj wiemy, że było wiele czynników, które do tego doprowadziły. Były na przykład trudności teologiczne. Sługa Boży ks. Wincenty Granat zajmował negatywne stanowisko, pytał, w jaki sposób jako ludzie możemy ofiarować Ojcu Bóstwo Chrystusa. Faustynie chodziło o to, że Jezus daje się jej cały i ona Go całego oddaje Ojcu w tej modlitwie, ale teolog wychowany na tradycji scholastycznej zinterpretował jej słowa dosłownie i miał z tym trudność. Bóg jednak ma to wszystko w swoich rękach, więc zadaniem osoby, która ma prawdziwe orędzie, jest je wygłosić, a zadaniem Kościoła jest rozeznawać. Ten, który wygłasza, nie ma za zadanie rozeznawać autentyczności, poza wewnętrznym moralnym przekonaniem, ale musi oddać to do rozeznania przez Kościół. I zostawić to już. Tak zrobiła Faustyna, w posłuszeństwie spowiednikowi. A rozeznanie w Kościele musiało dojrzeć w odpowiednim czasie i miejscu.

Czasem jednak dość szybko padają kategoryczne stwierdzenia, że to na pewno nie jest objawienie. Nie potrzeba tu ostrożności po stronie powołanej do rozeznawania?

Dziś często jest potrzebna w miarę szybka reakcja, bo domniemane czy rzekome objawienia też dość szybko są ogłaszane. Wiele osób, które mają taką duchowość objawień, żyje nimi, ciągle je powtarza, używa tego argumentu, że nie możemy już teraz oceniać objawień, że Faustynę też źle oceniano… Ale zadaniem Kościoła jest ocena i podejmowanie decyzji. Jeśli Kościół źle rozeznał w danym momencie, to Bóg się o to upomni prędzej czy później. A jeśli mamy do czynienia z fałszywymi objawieniami, to one potrafią wyrządzić wiele zła wśród wiernych, bo wypaczają duchowość, więc pewna interwencja władzy kościelnej jest konieczna. Niereagowanie na pewne rzeczy jest niedobre. Ludzie, którzy karmią się duchowością różnych orędzi, czytając je, nakręcają się nimi. A te orędzia mają podobną strukturę, podobne idee. Na przykład idea upadku Kościoła, upadku Watykanu… Wiele tych objawień korzysta z siebie nawzajem. Spotkałem ludzi, którzy wszystkie czytali i są już pewni, że to jest prawda. Do tego dochodzą fałszywe pisma przypisywane świętym, na przykład różne fałszywe proroctwa przypisuje się ojcu Pio. Jest konieczna szybka ingerencja, dlatego że wiele tych osób nie daje do rozeznania tych swoich objawień, tylko po prostu je ogłasza.

Rzekome objawienia z Trevignano, które za sprawą epidemii zyskują popularność, też wymagają szybkiej i stanowczej reakcji?

Biskup miejsca bada sprawę. W Polsce pojawiło się sporo ludzi, którzy na te objawienia zaczęli się powoływać. Mają one zapowiadać koronawirusa, a przy okazji mówią m.in. o wielkich trzęsieniach ziemi we Francji i w Rzymie, pladze zarazy i ospy w Wiecznym Mieście, wybuchach wulkanów, burzach słonecznych, asteroidzie, która podobno już mknie w naszym kierunku, uderzy w ziemię i zniszczy całą technologię, której źle używamy, o trzeciej wojnie światowej albo o tym, że papież będzie miał krótki pontyfikat, jest zmuszany do podejmowania decyzji wbrew sobie albo że w Watykanie kardynałowie i biskupi odwrócą się od prawdy, a Kościół już teraz jest modernistyczny i przez to Antychryst wkrótce objawi się publicznie. Według zasad rozeznawania, które stosuje Kościół, nie są to – w moim odczuciu – autentyczne objawienia. Im bardziej je badam, tym bardziej jestem o tym przekonany.

Kto jest najbardziej podatny na wiarę w takie „objawienia”?

Problem jest złożony. Ludzie, którzy czytają dużo orędzi z rzekomych objawień prywatnych, często niesprawdzonych, szukają w nich potwierdzenia swoich poglądów. Łatwo wierzymy w to, co się zgadza z naszymi poglądami i co jest zgodne z naszym stanem emocjonalnym. Kiedy jest we mnie dużo lęku, wewnętrznego napięcia, to łatwiej mi uwierzyć w pewne przesłanki, historie, opowiadania, wiadomości, które to potwierdzają. Tak powstają przecież fake newsy. Jednym z powodów, dla których ludzie tak bardzo bronią owych objawień, nie chcą zgodzić się na rozeznawanie i reagują bardzo agresywnie, gdy ktoś próbuje je oceniać, jest właśnie głębokie przekonanie, że to musi być prawda. Oni lubią słuchać o tym zagrożeniu Rzymu, o upadku Kościoła. Taki jest ich stan emocjonalny, więc te orędzia zapadają bardzo głęboko w ich serca.

Przymiotnik „prywatne” jest mylący w tym sensie, że te uznane objawienia są jednak przeznaczone dla całego Kościoła i świata, a nie tylko dla samego widzącego. Fatima czy Lourdes są tego najlepszym przykładem.

Bo trudno znaleźć jedno słowo, które oddawałoby trafnie coś, co nie jest tylko osobiste, ale jest światłem przeznaczonym dla całej wspólnoty, dla Kościoła albo dla danego regionu. Mamy na przykład potwierdzone objawienia z Kibeho w Rwandzie (przed wojną domową), które, choć nie zostały wtedy w pełni przyjęte, bo doszło jednak do wojny, przygotowały kraj do przebaczenia. Miejsce objawień jest w tej chwili miejscem pojednania narodowego.

Teologowie słusznie dziś ostrzegają przed samozwańczymi prorokami i straszeniem karą Bożą, ale czy równocześnie nie wylewają dziecka z kąpielą? Wezwanie do nawrócenia i pokuty, ostrzeżenie przed nieszczęściami to część także uznanych przez Kościół objawień.

Ja jestem przekonany, że czas pandemii trzeba odczytać jako wezwanie do nawrócenia. Bóg przemawia do nas przez wszystkie wydarzenia. Co do zbyt pochopnego oceniania osób, które wygłaszają jakieś proroctwa – problem jest po obu stronach. Ludzie, którzy mają pewne natchnienia, mogą mieć charyzmat do poruszania tłumów, nawet całego narodu, do różnych akcji. I niektórzy ewidentnie taki charyzmat mają. Problem w tym, że charyzmat sam nigdy dobrze nie działa. Potrzebuje wspólnoty Kościoła, która mu pomoże. I problem powstaje wtedy, gdy ktoś ma wizję, ale nie konsultując tego z hierarchią czy teologami, robi to sam albo z grupą, która myśli tak samo. Przez to dobre rzeczy często tracą trwałość owoców. A z drugiej strony byłoby dobrze, gdyby biskup zaprosił kogoś takiego do wspólnego przedyskutowania, przemyślenia jego pomysłów. Tego w Kościele jeszcze nam brakuje, bo księża nie umieją słuchać świeckich, rozpoznawać i wykorzystywać ich charyzmatów. Trzeba tu dużo pokory i mądrości po obu stronach. •

O. Wit Piotr Chlondowski OFM

doktor teologii, dogmatyk, duszpasterz Szkoły Nowej Ewangelizacji „Zacheusz”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także