GN 42/2020 Archiwum

Inne czasy

Ciekawe, ile felietonów temu poświęcę, ile razy będę się z Państwem dzielił moimi przemyśleniami na temat czasu po epidemii. Myślę, że będzie on zupełnie inny niż poprzednie.

Truizm i banał. Każdy czas jest inny, ale zdarza się, że historia przyspiesza, i myślę, iż właśnie mamy z tym do czynienia. Pamiętam z lekcji historii (oj, jak dawno temu to było), na których słuchałem o epidemii dżumy sprzed kilkuset lat. I o tym, jak bardzo zmieniła ona krajobraz Europy. I ten polityczny, i ten gospodarczy, i społeczny. Pamiętam z lekcji historii (choć historii znacznie bliższej) skutki polityczne krachu światowej gospodarki, jaki miał miejsce pod koniec lat 20. XX wieku. To ten kryzys i recesja (w literaturze nazywana Wielką Depresją) były czynnikami, które wyniosły do władzy Adolfa Hitlera i przyczyniły się do rozpętania II wojny światowej.

Historia czasami przyspiesza. Czasami jesteśmy świadkami wydarzeń, które na osi czasu stają się odnośnikiem. Potem przeszłość dzielimy na czasy przed takim kluczowym wydarzeniem i po nim. Czy tak będzie z epidemią koronawirusa AD 2020? W Stanach Zjednoczonych w ciągu jednego tylko tygodnia zarejestrowało się ponad 6 mln bezrobotnych. Tak drastycznego wzrostu amerykańska gospodarka nie notowała od 1929 roku. Jeżeli koronawirus nie odpuści (jeżeli go nie zdusimy), międzynarodowy krach na skalę, której nie pamiętają najstarsi, wydaje się nieunikniony.

Jaki będzie ten świat po pandemii? Oprócz tego, że biedniejszy. Przemyślimy coś na nowo? Wierzę w ludzi (choć złośliwi dopowiadają, że naiwnie wierzę). Może w końcu zaczniemy większą wagę przykładać do nauki i edukacji? Przecież epidemiolodzy od lat ostrzegali, że nie jesteśmy przygotowani na kolejną zarazę. Czy ktoś się przejął ich słowami? Dzisiaj w sieci z łatwością można znaleźć tamte ostrzeżenia. Algorytm internetowy wyrzuca je na szczyty list zainteresowania. Klikają się świetnie. Szkoda, że wtedy ich nie wypluł, szkoda, że wtedy się nie klikały. Szkoda, że wtedy nikt nie traktował ich poważnie.

Zmienić się musi więcej. Widać jak na dłoni, że do sytuacji awaryjnych kompletnie nie jest przygotowana polska szkoła. I technicznie, i mentalnie. Do dziś w wielu szkołach jedyne na co stać nauczycieli, to zapychanie skrzynek pocztowych dzieci kolejnymi zadaniami i skanami do przerobienia samemu. Jeżeli uznamy, że przez kilka tygodni dziecku wystarczy taka edukacja, zlikwidujmy szkołę całkowicie. Wystarczy postawić platformę, z której rodzic będzie mógł regularnie ściągać materiały dydaktyczne. No, chyba że uznamy to za fuszerkę. Ale czy to znaczy, że dzieci będą nadrabiały ten materiał w czasie wakacji?

W środku numeru piszę o paśmie Szkoła z TVP i o linczu na nauczycielkach, które prowadziły telewizyjne lekcje. Hejt, jaki wylał się na te kobiety, jest po prostu podły. Tym bardziej że często wychodzi ze środowiska nauczycielskiego. To nie panie nauczycielki są winne temu, co telewizja wyemitowała. Winne są sama telewizja i Ministerstwo Edukacji Narodowej, które podobno objęło ten projekt opieką merytoryczną. Tymczasem nie było ani opieki, ani wsparcia, ani przygotowania. A po głowie dostają osoby, które najmniej na to lanie zasługują. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się