Nowy numer 22/2020 Archiwum

Lekcja tęsknoty

Wiecie, jak w tym roku będzie smakowało Zmartwychwstanie? Jak dosłownie będą brzmiały słowa o tym, że „zabiorą pana młodego a wtedy będą pościć”, a później o tym, że On przychodzi mimo drzwi zamkniętych?

Kochani pozamykani!
Wierzę, że Bóg dopuścił ten czas tęsknoty, by wybudzić z letargu swą Oblubienicę. „Byliśmy niewzruszeni, myśląc, że zawsze będziemy zdrowi w chorym świecie. Teraz, gdy jesteśmy na wzburzonym morzu, błagamy cię: Zbudź się Panie!” – wołał w szaroburościach rzymskiego deszczu na pustym plac świętego Piotra papież Franciszek.

Od lat zastanawiam się, dlaczego Jezus, widząc przerażonych, zmordowanych uczniów, biegnie do nich po falach, a potem… chce ich minąć. Przedziwne słowa: „Widząc, jak się trudzili przy wiosłowaniu, bo wiatr był im przeciwny, około czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze, i CHCIAŁ ICH MINĄĆ” (Mk 6,48). Albo dlaczego w drodze do Emaus „okazywał, jakby CHCIAŁ IŚĆ DALEJ”, a opisani w Księdze Rodzaju wysłani do Sodomy aniołowie zostali niemal siłą przymuszeni przez Lota do wejścia pod jego dach? Bóg czeka na nasz bezradny krzyk? Aż do tego stopnia szanuje naszą wolność?

„Szanuje naszą wolność aż do bólu – wyjaśnia ks. Grzegorz Strzelczyk. – Jeśli Go nie zatrzymamy, pójdzie dalej, ale mam wrażenie, że idąc, co chwila będzie spozierać za siebie i patrzyć na to, co zrobimy. Okrąży nas, zrobi kółko, tak by znów obok nas przechodzić. Bóg jest wolny. Nie możemy Go zagarnąć, On nigdy nie będzie Bogiem moich prywatnych zachcianek. Zmartwychwstały Chrystus ujawnia się, kiedy chce. Przychodzi, odchodzi. Uczniowie kompletnie nie wiedzą, co się dzieje. Zaryglowali się na cztery spusty, a On wchodzi mimo zamkniętych drzwi, chcą Go zatrzymać – znika. Jest wolny. Ta jego wolność jest zaproszeniem, byśmy i my weszli w tę grę i zaczęli Go przyzywać: «Zostań! Zostań, bo ma się ku wieczorowi»”

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Zobacz także

  • Aga90
    29.03.2020 19:36
    Podobną lekcję – przerobiłam jakoś dwa lata temu w maju/czerwcu. Pracując w firmie przewozowej w szycie sezonu nie miałam szans być na mszy przez cztery tygodnie. Z modlitwą osobistą też było bardzo ciężko, bo jak już trafiła się jakaś chwila na mieszkaniu służbowym to padałam ze zmęczenia albo totalnie nie było warunków. Gdy w końcu dotarłam do kościoła przepłakałam całą mszę, potem spowiedź (ksiądz nie zdążył wszystkich wyspowiadać przed mszą, więc dopiero po niej mogłam iść) i potem jeszcze płakałam z tyłu kościoła nie mogąc się pozbierać. Płakałam, bo właśnie umierał mój perfekcjonizm, mój faryzeusz, który wytykał moje nieprzestrzeganie prawa, mój chory wewnętrzny krytyk wytykał mi słabość i niedawanie rady. Pamiętam że jak w końcu wstałam z kolan i wyszłam do przedsionka rozmawiało tam dwóch starszych panów, a wtedy jeszcze był tam stolik na którym ludzie zostawiali książki, gazety do oddania. Zatrzymałam się przy nim na chwilę i wtedy jeden z tych panów powiedział że bardzo poleca to pismo i dał mi aktualne wydanie (niespotykane na tym stoliku) rozważania Słowa Bożego na każdy dzień. To było bardzo umacniające.
    Tamta sytuacja nauczyła mnie kilku rzeczy. Kim jest dla mnie Bóg – tęskniącym za mną Ojcem, a nie kimś, przed kim muszę się wykazać, zasłużyć na miłość. Że bardziej liczy się to co mam w sercu - a miałam wtedy autentyczną tęsknotę - nie praktyki, które zewnętrznie spełniam. Postanowiłam brać, to co jest. Wróciłam do noszenia różańca na rękę, żeby w wolnej chwili w autobusie pomodlić się chociaż jedną dziesiątkę. Biuletyn, który polecił mi tamten pan bardzo pomógł skupić się na medytacji, gdy nie miałam możliwości wyjścia z autobusu przez całą dobę, a w skrajnych przypadkach słuchałam Modlitwy w drodze. Obczaiłam msze święte online i pobliskie kościoły przy wszystkich punktach, w których nocowałam. Szukałam Boga całym sercem i On przychodził do mnie – jak obiecał w Piśmie Świętym. Choć zdawało by się, że bez możliwości fizycznych – ale On jest większy niż to, niż moje możliwości i niemożliwości.
    Teraz tęsknię z miłości. Mój wewnętrzny krytyk został podleczony (czeka nas jeszcze trochę pracy), mój faryzeusz odzywa się bardzo rzadko i nie ma zbyt wielu argumentów. Na pierwszym miejscu znalazł się Bóg i Jego łaska, a nie to co ja zrobię. I wierzę, że w te święta - choć to trudna wiara - przyjdzie do mnie mimo lęku i drzwi zamkniętych – bo tak mówi Jego słowo. Ciężko mi, bo nie mam tego, co znam i pokochałam. Ale trzymam się płaszcza Matki Bolesnej, która po ukrzyżowaniu pewnie nie zapomniała obietnic Gabriela.
    doceń 0
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji