Nowy numer 14/2020 Archiwum

Wracamy na ziemię

Myśl wyrachowana: Zaliczenie "gleby" pozwala dostrzec to, co tkwi w gruncie rzeczy.

Kto by się spodziewał, że ten Post będzie aż tak Wielki. Że w ciągu paru dni wywróci się wszystko, na czym ludzkość opierała swoje poczucie mocy i bezpieczeństwa. Bez żadnej wojny, bez meteorytu czy eksplozji superwulkanu z dnia na dzień znaleźliśmy się w innej rzeczywistości. A właściwie nie w innej, tylko po prostu w rzeczywistości – bo to, co było w epoce przed wirusem, trudno nazwać rzeczywistością. To się stawało, przyznajmy, coraz bardziej odrealnione. 70 lat powojennego „pax americana”, czasu dla większości świata pozbawionego większych wstrząsów, umożliwiło ludziom stawianie budowli, których nikt nie niszczył. Mogły więc być coraz wyższe i okazalsze. Stały się w końcu jak wieża Babel, a globalizacja plus technologia sprawiły, że otaczające ją ludy znów zaczęły mówić jednym językiem. I znów, jak wtedy nad Eufratem, mówiły nie po to, żeby się wzajemnie rozumieć i okazywać sobie miłość, lecz po to, żeby tym sprawniej budować pomnik swojej pychy.

Zobaczmy, co ostatnimi czasy najmocniej zaprzątało uwagę społeczeństw: możliwość wybierania sobie płci według aktualnego widzimisię, a także „prawa” dla nieistniejącego tworu, nazwanego umownie LGBTQ… i co tam jeszcze chcieli do tego dopisać. Dalej: ułatwienia w dokonywaniu aborcji, nazwanie tego procederu prawem człowieka i wchodzące do prawodawstwa kolejnych państw zakazy publicznego krytykowania zabijania dzieci. Dalej: upowszechnienie antykoncepcji, tak żeby trafiła nawet pod strzechy chat w afrykańskim buszu. Dalej: edukowanie dzieci w taki sposób, żeby się stały chodzącymi w oparach seksu zombi, znającymi jedną tylko „odpowiedzialność” – uniknięcie zajścia w ciążę. Dalej: zabijanie w ramach tzw. eutanazji ludzi uznanych, de facto, za nieprzydatnych. Itepe, itede.

W Polsce jeszcze tego tak mocno nie doświadczaliśmy, ale na Zachodzie te rzeczy stały się osią aktywności społecznej, wyznacznikiem postępu i nowoczesności.

Aż tu nagle łup! I wieża Babel zaczyna pękać. A z nią pękają i ludzie. Niespodzianie okazało się, że istnieją jeszcze prawdziwe problemy: aprowizacja, zdrowie, uzyskanie pomocy, okazanie pomocy. I prawdziwe troski: jak sobie poradzimy po zarazie czy lub gdzie będziemy pracować. Ba! – czy w ogóle przeżyjemy, bo przecież różnie może być.

I proszę, co się dzieje: kogo dziś obchodzi, czy chłop może być babą? Kto nie może spać, bo Kamil nie może ożenić się z Johnem? Kto walczy o prawo do „godnej śmierci” dla innych, gdy sam nie wie, co z nim jutro będzie? Kto będzie parodiował Mszę z garnkiem na głowie, gdy nie wie, czy będzie miał co do garnka włożyć?

Wielki jest ten Post, oj wielki. Ale dzięki niemu wracamy na ziemię. Z jej poziomu wreszcie widać drogę do nieba.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji