Nowy numer 2/2021 Archiwum

Niepewne łapy smoka

Epidemia nie pokazuje siły chińskiego reżimu, tylko jego słabość.

Chińskie władze twierdzą, że epidemia w Wuhanie wygasa. Liczba zarażeń ma spadać, a w dodatku nowi zakażeni to już wyłącznie przyjezdni. W mieście, które zasłynęło jako epicentrum katastrofy, powoli luzowane są nałożone na mieszkańców rygory. Sposób, w jaki Chiny poradziły sobie z epidemią, wzbudza zachwyt niektórych komentatorów. Ma dowodzić tego, że autokratyczne państwo w kryzysie radzi sobie lepiej od demokratycznego. Moim zdaniem sytuacja pokazuje raczej słabość chińskiego reżimu.

Przede wszystkim przez to, że Chiny nie są demokratyczne; o sytuacji związanej z epidemią wiemy tylko tyle, ile powie nam władza. Niejasna jest geneza choroby, a to, co akurat wiadomo – czyli historia Li Wenlianga, lekarza ukaranego za to, że ostrzegał przed nowym wirusem – nie jest, oględnie rzecz ujmując, przykładem sprawnego działania państwa. W dodatku nie jest pewne, jakie dokładnie środki bezpieczeństwa zastosowano wobec mieszkańców Wuhanu. Wiadomo, że były drakońskie, ale jak bardzo – tego komunistyczne władze na pewno nie powiedzą. Trzeba też nieco wstrzymać się z otwieraniem szampana z okazji ostatecznego triumfu Chin w walce z epidemią. Państwo Środka już w styczniu ogłaszało, że liczba zarażeń spada, a sytuacja jest opanowana. Miejmy nadzieję, że tym razem optymistyczne doniesienia są bliższe prawdy.

Nawet jeśli czas epidemii w Chinach rzeczywiście ma się ku końcowi, to jej skutki będą katastrofalne dla gospodarki tego kraju. Przestoje produkcyjne i zahamowanie handlu są bolesne już teraz. Chińskie towary z pewnością będą mniej atrakcyjne dla zagranicznych klientów. Można też przypuszczać, że wielu inwestorów będzie wolało przenieść się w inne rejony świata. To zjawisko ma zresztą miejsce od dobrych kilku lat (m.in. jeśli chodzi o fabryki ubrań i sprzętu elektronicznego), bo Chiny nie są już tak tanie jak kiedyś, a poza tym wielu producentów skarży się na kradzieże technologii. Teraz exodus może przyspieszyć. To zresztą jedne z łatwiejszych do przewidzenia konsekwencji, będzie ich z pewnością więcej. A kryzysy takie jak ten bywają zapalnikiem poważnych przemian politycznych. Czy tak zdarzy się tym razem?

Zaostrzająca się rywalizacja Chin ze Stanami Zjednoczonymi zachęca miłośników geopolityki do tworzenia scenariuszy przyszłego konfliktu o panowanie nad Pacyfikiem i dominację na świecie. W tych scenariuszach Państwo Środka jest zwykle siłą nie do zatrzymania. Rzeczywistość, jak to ma w zwyczaju, zagrała znawcom przyszłości na nosie – zdarzyło się coś, czego żaden z nich nie przewidział. Jak skończy się epidemia, też nie sposób przewidzieć. Tracą na niej wszyscy, nie tylko Chińczycy, a światowy kryzys sprzyja trudnym do opanowania konfliktom. Widać jednak, że jedyna siła, jaką w czasie kryzysu pokazał chiński smok, to ta, której użył wobec własnych obywateli. Nie musiałby tego robić, gdyby stał pewnie na łapach.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jakub Jałowiczor

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwent nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynał w radiu „Kampus”. Współpracował m.in. z dziennikiem „Polska”, „Tygodnikiem Solidarność”, „Gazetą Polską”, „Gazetą Polską Codziennie”, „Niedzielą”, portalem Fronda.pl. Publikował też w „Rzeczpospolitej” i „Magazynie Fantastycznym” oraz przeprowadzał wywiady dla portalu wideo „Gazety Polskiej”. Autor książki „Rzecznicy”. Jego obszar specjalizacji to sprawy społeczno-polityczne, bezpieczeństwo, nie stroni od tematyki zagranicznej.
Kontakt:
jakub.jalowiczor@gosc.pl
Więcej artykułów Jakuba Jałowiczora

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także