Nowy numer 23/2020 Archiwum

W morawskim niebie

Barokowy rzeźbiarz ukazujący niebiańską hierarchię umieścił Jana Sarkandra w środkowym piętrze, razem ze świętymi: Cyrylem i Metodym, Wojciechem czy Janem Nepomucenem. A przecież męczennik z Ołomuńca nie był jeszcze wtedy nawet ogłoszony błogosławionym.

Z parkingu na dachu galerii handlowej Šantovka roztacza się szeroka panorama ołomunieckiej starówki, której punktami orientacyjnymi, obok ratusza, okazują się wieże licznych kościołów: od św. Katarzyny u dołu po lewej po katedrę św. Wacława na wzgórzu po prawej. A pomiędzy nimi: św. Maurycy, św. Michał, Matka Boska Śnieżna… – Choć największym miastem Moraw jest Brno, ich duchową, ale także uniwersytecką stolicą pozostaje właśnie Ołomuniec – twierdzi Štefan Blaho, przewodnik. Wspólnie zwiedzamy miasto, w którym 400 lat temu zginął męczeńską śmiercią św. Jan Sarkander.

Wyświęcony wdowiec

Dzisiejszy kompleks Uniwersytetu Palackiego wygląda nieco inaczej niż w czasach, kiedy w tutejszym kolegium jezuickim studiował Jan Sarkander. Stworzony pod koniec XV w. renesansowy konwikt, którego część stanowił także mały gotycki kościół Bożego Ciała, został przebudowany po potopie szwedzkim. W odrestaurowanym kompleksie znajdują się dziś siedziby uniwersyteckich katedr sztuk pięknych. – Tam, gdzie kiedyś studenci mieszkali, teraz się uczą – wyjaśnia nasz przewodnik.

Przyszły święty, urodzony w 1576 r. Skoczowie, przyjechał do Ołomuńca śladami swojego brata Mikołaja w 1593 r. W tutejszym kolegium jezuickim ukończył niższe studia, tutaj też wstąpił do Sodalicji Mariańskiej. Cztery lata później rozpoczął studia filozoficzne w akademii ołomunieckiej, jednak po drugim roku nauki musiał je przerwać, bo w mieście wybuchła zaraza i wszystkie szkoły zostały zamknięte. Ostatecznie doktorat z filozofii uzyskał w Pradze w 1603 roku.

W Ołomuńcu Sarkander pojawi się znowu pięć lat później. W tutejszej katedrze św. Wacława przyjmie święcenia subdiakonatu z rąk biskupa pomocniczego Jana Chrzciciela Civalliego. Biskup wypowiedział wówczas formułę ad provisionem Ilustrissimi Domini Cardinalis, co oznaczało gwarancję utrzymania na koszt samego kardynała. Z pewnością był to wyraz uznania dla kwalifikacji przyszłego księdza, który w międzyczasie zdążył zostać… wdowcem. W 1606 r. poślubił bowiem Annę Płachetską, córkę morawskiego mieszczanina, jednak ta wkrótce potem zmarła. Wydarzenie to było dla Sarkandra wstrząsem, ale sprawiło też, że powołanie kapłańskie odezwało się w nim jeszcze silniej. Święcenia prezbiteratu przyjął w 1609 r. w Brnie. Przez następnych 11 lat pracował w aż siedmiu parafiach. Ostatnią z nich była wspólnota św. Anny w Holeszowie, skąd w 1620 r. znów trafił do Ołomuńca – tym razem jako więzień.

Skatowany za ocalenie miasta

Czym zasłużył sobie św. Jan Sarkander na więzienie, a później na męczeńską śmierć? Ocaleniem Holeszowa. Brzmi niewiarygodnie, ale tak właśnie było. Kiedy Holeszów zaatakowały oddziały lisowczyków, on wyszedł z procesją z Najświętszym Sakramentem, pokazując tym samym, że miasto jest katolickie. Lisowczycy odstąpili od ataku, ale wydarzenie stało się pretekstem, by oskarżyć Sarkandra o sprowadzenie polskich łupieżców na Morawy. Dodatkowym argumentem miał być fakt, że ks. Jan całkiem niedawno pielgrzymował do Częstochowy. W oskarżeniach celował luteranin Václav Bitovský, z którym proboszcz z Holeszowa popadł w konflikt o płacenie dziesięcin. Torturami, którym towarzyszyły wyzwiska i złorzeczenia gapiów, próbowano wymusić na świętym przyznanie się do zdrady ojczyzny. Chciano go też skłonić do wyjawienia tajemnicy spowiedzi udzielonej namiestnikowi Moraw. Oczywiście bezskutecznie. – To upodabnia go do św. Jana Nepomucena, czczonego przede wszystkim w Czechach, rozumianych jako kraina historyczna. Na Morawach kult Jana Sarkandra odgrywa podobną rolę – twierdzi Štefan Blaho. Rzeczywiście, nawet sposób przedstawiania obu postaci jest podobny – z krzyżem na piersi i palcem na ustach.

W miejscu dawnego aresztu, w którym Jan Sarkander był przesłuchiwany i poddawany torturom, stoi dziś kaplica zwana Sarkandrówką, wybudowana na początku ubiegłego wieku. Wśród wielu przechowywanych tam eksponatów związanych ze świętym jedna robi szczególne wrażenie. Jest to tzw. skrzypiec, czyli drewniana konstrukcja z kołem, na które naciągano ciało ks. Jana. Przy nieznacznym nawet obrocie koła skazańcowi pękały ścięgna, a kości wychodziły ze stawów. Dodatkowe cierpienie zadawały żelazne obręcze ściskające głowę. Gdy te środki nie skutkowały, przypalano ks. Sarkandra pochodniami i piórem zanurzonym w gorącej smole. Jednak winy nie udowodniono, żaden prawomocny wyrok nie zapadł, a skatowany kapłan, pozostawiony w więziennej celi, zmarł po miesiącu. Do końca odmawiał brewiarz, którego kartki przewracał językiem, modląc się za swoich prześladowców.

Kult ciągle żywy

– Jest wzorem nieustannego zjednoczenia z Bogiem. Warto przypominać tę postać także w obecnych czasach, bo w dobie dobrobytu wielu ludziom wydaje się, że nie potrzebują Boga. Dlatego tak często zapominamy o modlitwie – twierdzi Karel Antonín Kavička, autor wielu publikacji o tematyce sakralnej, w tym książki „Svatý Jan Sarkander”, która właśnie ukazała się w Czechach. Spotykamy go przy Sarkandrówce, gdy udziela wywiadu jednej z czeskich rozgłośni w związku ze zbliżającą się premierą wspomnianej książki. Uroczystość będzie miała miejsce w ołomunieckim Pałacu Arcybiskupim 16 marca, w przeddzień 400. rocznicy śmierci świętego. Pięknie wydany album, oprócz biografii Sarkandra ukazanej na tle epoki, zawiera m.in. rozdziały przedstawiające tę postać w kontekście ekumenizmu czy opisujące współczesny kult morawskiego męczennika (w tym papieską pielgrzymkę z 1995 r., kiedy to Jan Paweł II po kanonizacji Jana Sarkandra na lotnisku Neředín odwiedził m.in. Skoczów). Współautorami książki są ołomunieccy biskupi: abp Jan Graubner i bp Josef Hrdlička, a także polscy historycy: ks. prof. Józef Budniak i Halina Szotek. – Taki kolektyw autorów pozwolił oświetlić bohatera z różnych stron – podkreśla Karel Kavička, który odpowiada za koncepcję całości, a przede wszystkim za część biograficzną. – Przez tych 400 lat napisano o Janie Sarkandrze już tyle, że mogłem starać się jedynie powiedzieć innymi słowami to, co wcześniej powiedzieli inni – dodaje skromnie.

Kult Jana Sarkandra na Morawach jest ciągle żywy. Na coroczne odpusty sarkandrowskie, odbywające się w Ołomuńcu w okolicach 6 maja (rocznica beatyfikacji), przybywają rzesze wiernych nie tylko z miasta, ale i z całych Moraw. – W tym roku 10 października będziemy też mieli pielgrzymkę z diecezji bielsko-żywieckiej. Spodziewamy się stamtąd 3 tys. pielgrzymów – cieszy się ks. Antonín Štefek, proboszcz parafii św. Michała, na której terenie znajduje się Sarkandrówka.

Ślady na każdym kroku

W ramach polsko-czeskiej współpracy stworzono niedawno w Ołomuńcu szlak „Śladami św. Jana Sarkandra”. Nic dziwnego, bo tych śladów można tu znaleźć wiele. Koniecznie trzeba odwiedzić gotycką katedrę św. Wacława, której historia sięga początków XII w. i na której kolejnych przebudowach można śmiało uczyć historii architektury. To tutaj, w bocznym ołtarzu, znajduje się trumienka z relikwiami świętego, a nad nią czaszka umieszczona w przezroczystej gablocie. Relikwie trafiły do katedry po beatyfikacji w 1860 r. Wcześniej przechowywane były w nieistniejącym już kościele Najświętszej Maryi Panny na Przedzamczu (dziś w tym miejscu znajduje się żółty budynek Biblioteki Miejskiej), a od 1784 r. w kościele św. Michała.

Inne ołomunieckie świątynie też kryją w sobie pamięć o świętym męczenniku. Ma on swój ołtarz w barokowym (pierwotnie gotyckim) kościele św. Michała, jego figurę znajdujemy w miejskiej parafialnej świątyni św. Maurycego, a witraż, ukazujący sylwetkę św. Jana Sarkandra wraz ze św. Zdzisławą Czeską – w kościele Świętych Cyryla i Metodego. Tuż przy świątyni św. Michała znajduje się Sarkandrinum – kamienica z początku XX w., na której elewacji widnieją płaskorzeźby przedstawiające sceny z życia świętego. Pierwotnie planowano w tym budynku urządzić muzeum św. Jana Sarkandra, zamiast tego powstał jednak dom księży emerytów, a obecnie znajduje się tu także katolickie przedszkole.

Nasze numero uno

Postaci Jana Sarkandra nie mogło też zabraknąć na kolumnie Trójcy Przenajświętszej, będącej symbolem Ołomuńca. – To nasze numero uno, najcenniejszy zabytek – podkreśla Štefan Blaho. 35-metrowa kolumna morowa, wpisana w 2001 r. na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO, stanowi prawdopodobnie największy w całej Europie Środkowej barokowy zespół architektoniczno-rzeźbiarski tego typu. Tym bardziej niezwykły, że w podstawie kolumny znalazła się niewielka kaplica. Kolumnę znajdującą się na Górnym Rynku wznoszono przez 38 lat, a Vaclav Render, autor projektu, nie doczekał jej ukończenia. Szkoda, bo efekt jest imponujący. Dzieło przedstawia niebiańską hierarchię: na szczycie znajduje się pozłacana rzeźba Trójcy Świętej, a tuż pod nią – archanioł Gabriel i scena Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Trzypiętrową podstawę kolumny otacza 18 rzeźb świętych i 14 płaskorzeźb. Na najwyższym piętrze znajdują się święci związani z ziemskim życiem Jezusa, piętro środkowe poświęcone jest świętym czeskim i morawskim, a najniższe zajmują m.in. patronowie ołomunieckich kościołów. – To takie morawskie niebo – uśmiecha się Štefan Blaho.

Raz jeszcze kierujemy wzrok na środkowe piętro tego nieba, gdzie św. Jan Sarkander z lilią w dłoni sąsiaduje m.in. ze świętymi Cyrylem i Metodym, św. Wojciechem czy św. Janem Nepomucenem. A przecież w czasie, gdy powstawała kolumna, męczennik z Ołomuńca nie był jeszcze nawet ogłoszony błogosławionym. To pokazuje, że przekonanie o jego świętości towarzyszyło mieszkańcom miasta od samego początku. Dziś nie tylko im, ale także coraz liczniejszym turystom odwiedzającym Ołomuniec trudno nie zetknąć się z tą niezwykłą postacią, która pokazuje, jaką siłę ma pokorna, wytrwała modlitwa. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Szymon Babuchowski

Kierownik działu „Kultura”

Doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa. Przez cztery lata pracował jako nauczyciel języka polskiego, w „Gościu” jest od 2004 roku. Poeta, autor pięciu tomów wierszy. Dwa ostatnie były nominowane do Orfeusza – Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego, a „Jak daleko” został dodatkowo uhonorowany Orfeuszem Czytelników. Laureat Nagrody Fundacji im. ks. Janusza St. Pasierba, stypendysta Fundacji Grazella im. Anny Siemieńskiej. Tłumaczony na język hiszpański, francuski, serbski, chorwacki, czarnogórski, czeski i słoweński. W latach 2008-2016 prowadził dział poetycki w magazynie „44/ Czterdzieści i Cztery”. Wraz z zespołem Dobre Ludzie nagrał płyty: Łagodne przejście (2015) i Dalej (2019). Jest też pomysłodawcą i współautorem zbioru reportaży z Ameryki Południowej „Kościół na końcu świata” oraz autorem wywiadu rzeki z Natalią Niemen „Niebo będzie później”. Jego wiersze i teksty śpiewają m.in. Natalia Niemen i Stanisław Soyka.

Kontakt:
szymon.babuchowski@gosc.pl
Więcej artykułów Szymona Babuchowskiego

 

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji