Nowy numer 22/2020 Archiwum

Grzechu warte?

„Zapłatą za grzech jest śmierć”. Jezus przekonał się o tym na własnej skórze. Gdyby jego ciężar gatunkowy był niewielki, Bóg nie musiałby zwracać się przeciwko samemu sobie.

Bardzo lubię film „Żądło”, z Robertem Redfordem i Paulem Newmanem. Gangsterski obraz z 1973 roku o sprytnie utkanej intrydze z czasów Wielkiego Kryzysu, o przygotowanym w najmniejszych detalach gigantycznym szwindlu. Czy nie jest to również mechanizm działania grzechu? Pierwotnie wydaje się kuszącym majstersztykiem, a ostatecznie sprawia, że pozostajemy z niczym. Puści, oszukani, okradzeni, z poczuciem bankructwa. Jak filmowy gangster, w którego wcielił się Robert Shaw.

Śmiertelne ukłucie

Tytuł „Żądło” nie jest przypadkowy. Święty Paweł, pisząc do Koryntian, nie bawi się w półsłówka: „Żądłem zaś śmierci jest grzech”. Mocne słowa. Ilekroć wchodzę w grzech, narażam się na bolesne ukłucie. Dotyka mnie żądło śmierci.

Zbyt często bagatelizujemy tę rzeczywistość. Słowo „grzech” wywołuje dziś uśmieszek ironii i zakłopotania. Co chwilę słyszę, że jakiś produkt, który chcą mi za wszelką cenę wcisnąć handlowcy, jest „grzechu wart”.

Nic nie jest warte grzechu. Nie możemy wejść w pokutę Wielkiego Postu, jeśli nie zrozumiemy, że on naprawdę jest „żądłem śmierci”. Tylko doświadczając tego, że „zapłatą za grzech jest śmierć”, możemy zachwycić się ofiarą paschalną Jezusa. Gdyby był to jedynie mały kaliber, Syn Boga nie musiałby umierać.

O tym, jaki jest ciężar gatunkowy grzechu, przekonuje krzyż Jezusa. W encyklice Benedykta XVI „Deus caritas est” znajdziemy bulwersujące stwierdzenie: „W śmierci Chrystusa na krzyżu dokonuje się owo zwrócenie się Boga przeciwko samemu sobie, poprzez które On ofiarowuje siebie, aby podnieść człowieka”.

Co to znaczy, że Bóg „zwrócił się przeciw samemu sobie”? Wyjaśnia to Paweł, tłumacząc Koryntianom: „On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą”.

Grozi śmiercią lub trwałym kalectwem

Elementem jednego z ewangelizacyjnych kursów jest krótka scenka rodzajowa. Prowadzący pokazują uczestnikom kartkę papieru. Z jednej strony podpisana jest imieniem Jezus, na odwrocie można przeczytać słowo „grzech”. Animujący spotkanie podpala ją. „Jezus, by zniszczyć grzech, stał się grzechem i unicestwił siebie samego” – ten jasny komunikat dociera do poruszonych odbiorców. Taka była cena naszego nieposłuszeństwa.

– „Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło” (J 5,14). To mówi Jezus do człowieka, który nie mógł chodzić przez 38 lat. Czy miałbym odwagę powiedzieć do ciężko chorego: „Nie grzesz, żeby ci się coś gorszego nie przydarzyło?”. Czy miałbym odwagę powiedzieć to leżącym na onkologii? Nie wiem. Bo trzeba mieć wiarę chociaż jak ziarnko gorczycy, żeby uwierzyć Jezusowi, że największym nieszczęściem człowieka jest grzech – opowiada ks. Wojciech Węgrzyniak. – A przecież choroba śmiertelna skraca to życie, które prędzej czy później i tak się skończy. Grzech zaś może odebrać nawet życie wieczne. Stąd św. Stanisław Kostka powie: „Lepiej umrzeć niż zgrzeszyć”. Podobnie św. Dominik Savio i inni. Gdybyśmy patrzyli na życie oczami Jezusa, zrozumielibyśmy, że najniebezpieczniejszym wirusem jest grzech, i gdybyśmy widzieli, jakie mogą być jego konsekwencje, bronilibyśmy się przed nim jeszcze bardziej niż przed jakąkolwiek zarazą. Nasze reakcje na takie nieszczęścia jak koronawirus w porównaniu z naszymi reakcjami na grzechy własne i innych pokazują, jak wciąż jesteśmy ludźmi bardzo małej wiary.

największe zło

Katechizm Kościoła Katolickiego jest niezwykle stanowczy: „W świetle wiary nie ma większego zła niż grzech i nic innego nie powoduje gorszych skutków dla samych grzeszników, dla Kościoła i dla całego świata”. Czym jest grzech? „Obrazą Boga, wykroczeniem przeciw rozumowi, prawdzie, prawemu sumieniu; brakiem prawdziwej miłości względem Boga i bliźniego z powodu niewłaściwego przywiązania do pewnych dóbr. Rani on naturę człowieka i godzi w ludzką solidarność” – czytamy w katechizmie.

„Grzech jest miłością siebie, posuniętą aż do pogardy Boga” – definiował św. Augustyn, dopowiadając, że „człowiek grzeszny, stworzony na obraz Boga, w konsekwencji porzuca Go, trafia do krainy, gdzie wszystko jest na opak, daleko od Najwyższego, gdzie nie jest już Jego odbiciem i gdzie staje się niepodobny nie tylko do Boga, ale także do swojej prawdziwej natury ludzkiej”.

Grzech wyrzuca Boga, sprawia, że „wszystko jest na opak”, postawione na głowie. Ojciec chasydyzmu Baal Szem Tow nauczał: „Świat jest pełen świateł i tajemnic, a człowiek zasłania się przed nimi swoją małą dłonią”.

To znakomita metafora grzechu, który sprawia, że skupieni na nim zapominamy o „całym Bożym świecie”. „Grzech mój jest zawsze przede mną” – genialnie diagnozował psalmista. Skupiony na grzechu nie widzę niczego poza nim. Skoncentrowany na cieniu nie dostrzegam promieni słońca, bo odwracam się do nich plecami.

„Wasze winy wykopały przepaść między wami a waszym Bogiem; wasze grzechy zasłoniły Mu oblicze przed wami tak, iż was nie słucha” – nie owijał w bawełnę Izajasz (59,1), a Ezechiel, opisując dramatyczną wizję chwały Pańskiej opuszczającej świątynię, zaznaczał, że Bóg został wygnany przez grzechy i obrzydliwości Izraela. Ta scena porusza mnie od lat. Wygląda tak, jakby pokorny Stwórca spakował walizki i co chwilę zatrzymywał się, nie mogąc uwierzyć w to, że został wygnany: „A chwała Pańska odeszła od progu świątyni i zatrzymała się nad cherubami. Cheruby rozwinęły skrzydła i uchodząc, uniosły się z ziemi na moich oczach, a koła z nimi. Zatrzymały się w wejściu wschodniej bramy świątyni Pańskiej, a chwała Boga izraelskiego spoczywała nad nimi u góry”.

Krwawa zapłata

„Czy musiał tak straszną śmiercią zginąć Pan, aby zbawienie mi dać?” – śpiewamy w Wielkim Poście. Biblia jest jednoznaczna: „...zapłatą za grzech jest śmierć” (Rz 6,23). Ktoś musiał zapłacić. Jaka była odpowiedź Boga? Wysłał do Nazaretu archanioła Gabriela, który w angelologii jest aniołem wykonującym Boże wyroki. Ten stanął przed Maryją i powiedział: „Urodzisz Tego, który sam wymierzy sobie karę! Sędzia wykona wyrok na samym sobie”. – Chrystus nie tylko przyjął na siebie wszystkie ludzkie grzechy, ale wręcz utożsamił się z nimi. Sformułowanie Pawła na pierwszy rzut oka brzmi paradoksalnie – wyjaśnia ks. prof. Mariusz Rosik z Wrocławia. – To przecież Chrystus został przybity do krzyża, tymczasem apostoł podkreśla, że do krzyża zostało przygwożdżone to, co było naszym przeciwnikiem – grzech, cierpienie i śmierć. Apostoł rodem z Tarsu stara się pokazać, że Chrystus przyjął na siebie konsekwencje grzechu pierwszych rodziców i unicestwił moc tych konsekwencji na krzyżu. W innych miejscach korespondencji z gminami chrześcijańskimi Apostoł Narodów nie zawaha się nawet utożsamić Chrystusa z przekleństwem: Chrystus wykupił nas z przekleństwa Prawa, „sam stawszy się przekleństwem” (Ga 3,13).

Ponieważ, jak pokazało życie, ludzie wielokrotnie łamali zasady umowy, Bóg zamiast zerwać zawarte z Abrahamem przymierze, zawarł z nami nowy pakt. Jezus na znak „nowego sojuszu” nieba z ziemią przelał własną krew.

– Pojednanie między nami a Bogiem dokonało się w ten sposób, że Bóg, „Święty, Święty, Święty”, nieznający grzechu, został uczyniony każdym z moich grzechów. Wziął na siebie każdy mój grzech – wyjaśniał przed tygodniem abp Grzegorz Ryś 12-tysięcznej publice zgromadzonej na Arenie Młodych. – Nie mówił: „Nie moja sprawa, nie moja wina”. Powiedział, to jest szokujące, „Moja wina! Moja! Biorę twój grzech na siebie, staję się twoim grzechem”. Taki jest Jezus. Taki jest Bóg.

Nieznośna lekkość grzechu

„Bardziej od samego grzechu Boga gniewa i obraża to, że grzesznicy nie odczuwają żadnego żalu za swoje grzechy” – nauczał św. Jan Chryzostom. Thomas Merton odkrył z przerażeniem, jak obrzydliwy jest grzech lekki, bo wystarczy powiedzieć: „przepraszam” i… już go nie ma. Dlatego człowiek czasami sobie „lekko pozwala na lekkie grzechy”. A lekki grzech osadza w nas pył i sadzę. Zbyt łatwo usprawiedliwiamy się, traktując lekkie grzechy jako pozornie niegroźne. Zapominamy, że nawet malutkie szczelinki, drobne, niepozorne pęknięcia są kanałami, przez które może prześlizgnąć się wąż. Szczeliny mogą sprawić, że potężna budowla rozsypie się w pył.

Łatwo przyzwyczaić się do tych małych, pozornie niewidocznych brudów. Do tego stopnia, że w końcu przesłaniają nam one obraz Boga. Nie ma przecież znaczenia, czy jak Georges Seurat i francuscy puentyliści zamalujemy szybę tysiącem maleńkich kropek, czy jedną wielką plamą. Tak czy tak pozostanie ona nieprzejrzysta, zaciemniona, brudna.

– Grzech śmiertelny to zatrzymanie się w drodze, grzech lekki osłabia jedynie kondycję i człowiek zwalnia, a wiele takich grzechów może w końcu sprawić, że się zatrzyma – opowiadał mi przed laty paulin o. Maksymilian Stępień.

Święty Augustyn podkreślał: „Tych grzechów, które nazywamy lekkimi, wcale sobie nie lekceważ, jeśli je ważysz. Lękaj się, kiedy je liczysz. Wiele drobnych rzeczy tworzy jedną wielką rzecz, wiele kropli wypełnia rzekę, wiele ziaren tworzy stos”.

W identycznym tonie nauczała kanonizowana przed czterema laty Elżbieta od Trójcy Przenajświętszej. „Dusza przyzwyczajona do grzechu powszechnego kończy na tym, że nie dostrzega granicy dzielącej ją od ciężkiej winy” – pisała karmelitanka, zdradzając plan „wyjścia ewakuacyjnego”: „Bóg mieszka w tobie. Im więcej dajesz się Bogu, tym więcej daje się On tobie”.

Dar łez

– Grzech ciężki, czyli śmiertelny, polega na takim opowiedzeniu się człowieka po stronie zła, że całkowicie zostaje zniszczona jego wiara i miłość. Jeśli nie słuchasz, robisz komuś przykrość. Ranisz kochającego cię Boga, który nie rozumie, dlaczego traktujesz Go w tak podły sposób. Odwracasz się do Niego plecami – opowiada kapucyn o. Piotr Jordan Śliwiński. – Grzech ciężki to stan potężnej samotności.

– Czy każdy grzech rodzi śmierć? – spyta ktoś zdumiony. – Przecież Komunia Święta gładzi grzechy lekkie, a jedynie grzech ciężki jest szlabanem, zaporą, znakiem „stop”.

– Myślę, że każdy – wyjaśnia ks. Stefan Czermiński, autor książki o sakramencie pojednania. – Grzech lekki to jedynie wejście w zagrożenie życia, ale grzech ciężki to już śmierć, odłączenie od Jezusa. Gdybyśmy doświadczyli, że nasze grzechy rodzą śmierć, nie chcielibyśmy nigdy do nich wrócić, a nasz żal byłby szczery. Niestety zbyt często traktujemy je jak przyjemność z niewiadomych przyczyn zakazaną przez Kościół. Dzieje się tak, bo nie odnosimy tego do relacji miłości. A tu trzeba wszystko odnosić do miłości! Trzeba ją pielęgnować jak kruchą, bezcenną roślinkę. Bo właśnie miłość objaśnia nam grzech. Gdy zrani się miłość, torturą jest patrzenie, jak ona cierpi. Gdy się nie kocha, zaczyna być to wszystko rutyną. Czym innym jest popchnięcie przechodnia na ulicy, czym innym uderzenie kolegi z pracy, a czym innym spoliczkowanie własnej mamy. Ta gradacja miłości uzmysławia nam wagę grzechu.

„Nade wszystko módl się o dar łez, abyś przez skruchę zniszczył właściwą twej duszy zatwardziałość, a po wyznaniu nieprawości przed Panem otrzymasz od Niego przebaczenie – podpowiada Janowi Kowalskiemu Ewagriusz z Pontu. – Módl się ze łzami skruchy, a każda twoja prośba zostanie wysłuchana”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji