Nowy numer 23/2020 Archiwum

Hostel najlepszej szansy

Za mało jest w Polsce takich miejsc, w których młode kobiety otrzymują nie tylko dach nad głową, ale i prawdziwe wsparcie.

Gdy Ewelina wchodzi do biura, w którym pracuje, wszystkie oczy skierowane są na nią. Zadbana, z mądrą pewnością siebie wypisaną na ładnej buzi. Nikt by o niej nie pomyślał jako o nieszczęśnicy, na granicy wejścia w głęboką patologię. A jednak to ta sama osoba, tylko kilka lat później.

Ewelina pochodzi z dysfunkcyjnej rodziny, z małej miejscowości. Rodzice pili, nie pracowali. Nie pracowali kuzyni ani kuzynki. To jak ona miałaby pracować? Szkołę zasadniczą zawodową skończyła. I co dalej? Zaczynała się staczać.

Panie z centrum pomocy rodzinie nie wiedziały, jak pomóc? Jak dziewczynę zmusić do zmiany? Perswazja nie działała, a złe środowisko robiło swoje. Ewelina, nawet jeśli chciałaby się zmienić, nie miała na to szans w miejscu, w którym mieszkała. Urzędniczki usłyszały gdzieś o Stowarzyszeniu Pomocy Dziewczętom im. Eleonory Motylowskiej. Kupiły Ewelinie bilet do Warszawy. Wsadziły do pociągu. Miała jeden bilet i jedną szansę. Wykorzystała ją.

Nie tylko Ewelina, bo stowarzyszenie przez 17 lat działania pomogło blisko dwóm tysiącom kobiet.

Trudne początki

Pracownicy stowarzyszenia długo walczyli o Ewelinę. Musieli nauczyć ją dbania o siebie. Przekonać, by szukała pracy i dokształcała się. I nauczyć wiary w siebie i szacunku do siebie samej. Krok po kroku, miesiąc po miesiącu brzydkie kaczątko zaczęło się przemieniać w łabędzia. Piękniała fizycznie, piękniała wewnętrznie. Po latach wraca czasem do stowarzyszenia. Porozmawiać, pośmiać się, wspólnie się pomodlić. I podzielić z młodszymi dziewczynami doświadczeniem wyjścia z życiowego dołu.

Warszawa. Jeden z trzech hosteli prowadzonych przez stowarzyszenie. W niewielkich, estetycznych pokojach mieszkają po dwie lub trzy kobiety. Wspólną mają pralnię, kuchnię, świetlicę. I kaplicę. Jest jak w domu. Najmłodsza Marlenka kończy zaoczne liceum. Najstarsze podopieczne mają obecnie ponad 30 lat. Bo wcale nie jest powiedziane, że gdy się jest dojrzałą kobietą, to nie potrzebuje się wsparcia i pomocy.

Podopieczne stowarzyszenia pochodzą z całej niemal Polski, ale też z Ukrainy, Białorusi, bywa, że z dalszych byłych republik radzieckich. Łączy je chęć ułożenia sobie życia. Czasem na nowo, czasem na lepsze. A to możliwe jest tylko wtedy, gdy ktoś poda pomocną rękę. A podają rękę wykwalifikowani specjaliści z wielu dziedzin. W tym pani Katarzyna – akurat na dyżurze w hostelu.

Pani Katarzyna przez 21 lat pracowała w zarządzaniu zasobami ludzkimi. Doradztwo zawodowe to jej pasja i życiowa umiejętność. Doradza kobietom, które przyjeżdżają do Warszawy „za chlebem” i „żeby pracować”. – Współczesne młode kobiety najczęściej potrafią napisać CV czy list motywacyjny. Jeśli nie potrafią – jestem tu po to, by pomóc. Bardziej potrzebują wsparcia, dodania odwagi, rozmowy, by się nie bały działania – mówi pani Katarzyna, która w stowarzyszeniu prowadzi też warsztaty z prawa pracy, uczy podopieczne różnic w umowach o pracę, aby nie dały się w przyszłości oszukać.

Walka o siebie

Izabela Wrześniak, również pracowniczka stowarzyszenia, jest niezmiernie dumna z podopiecznych. A najbardziej wtedy, gdy walkę o siebie wygrywa dziewczyna na pozór słaba, zakompleksiona, zupełnie niewierząca w swoje możliwości. – Spojrzenie na samą siebie i otaczający świat naszych podopiecznych bywa zaburzone przez wcześniejsze, trudne doświadczenia i osobiste zranienia. Jeśli młoda kobieta raz, drugi, trzeci doświadczy klęski i nie ma znikąd pomocy, to trudno jest jej potem uwierzyć, że sama nie jest klęską, że może zmienić swoje życie, zacząć odnosić sukcesy – tłumaczy Izabela Wrześniak. Jak mówią dziewczyny – pani Izabela jest chodzącym wsparciem w każdym problemie. – Dziewczęta i kobiety, które do nas trafiają, najczęściej były w życiu odrzucone – przez rodzinę, partnera, nie mają wsparcia ze strony bliskich. Dlatego gdy przyjeżdżają z mniejszych miejscowości do wielkiego miasta, są zagubione. Tę samotność staramy się wypełnić.

Pracownicy, członkowie stowarzyszenia, wymagają od kobiet, by walczyły o siebie. Ale… nic na siłę. – Bywa i tak, chociaż rzadko, że nasza motywacja jest odbierana jako nacisk. Wtedy musimy się wspólnie zastanowić, czy dalsza współpraca ma sens, bo zmuszać nikogo do zmiany życia się nie da – opowiada pani Izabela. – Pomóc można tylko tym paniom, które naprawdę tego chcą.

Z dobrej historii

Stowarzyszenie Pomocy Dziewczętom im. Eleonory Motylowskiej działa od 17 lat. Cel? Najkrócej i najtrafniej rzecz ujmując: pomoc młodym kobietom. Połączona z tradycją i osadzona na ideach, które wiele lat temu stworzyła Eleonora Motylowska. Ta założycielka bezhabitowego Zgromadzenia Sług Jezusa już w XIX wieku walczyła o to, by młode kobiety wierzyły w siebie, rozwijały się, były dobrymi żonami, matkami, potrafiły dobrze wychować dzieci. Te cele apostolskie zgromadzenia są tożsame ze współczesną misją stowarzyszenia. A założycielka zgromadzenia stała się jego patronką. – Eleonora Motylowska w XIX-wiecznej Warszawie postanowiła pomagać służącym – opowiada Anna Bugaj. – Do Warszawy przybywało wiele biednych, niewykształconych dziewcząt. Marzyły o dobrej przyszłości, a najczęściej stykały się z poniżeniem, wyzyskiem i pauperyzacją. Wiele z nich upadało moralnie. Zgromadzenie założone przez Eleonorę Motylowską postanowiło ratować te służące. Siostry robiły to z pozytywnym skutkiem, dostosowując się z biegiem lat do zmieniających się społecznie potrzeb.

Stowarzyszenie nawiązuje do tej tradycji. – Z jednej strony odnosimy się do pracy Motylowskiej, z drugiej – tworzymy coś nowego, współczesnego – dodaje Bugaj. – Zmieniamy naszą ofertę, bo tak jak zmienia się kraj, tak też zmieniają się potrzeby młodych kobiet. Formy naszej pracy są inne. Treść ta sama: pomagamy kobietom rozwijać się; działamy, opierając się na nauce społecznej Kościoła.

Gdy stowarzyszenie powstało, docierało do dziewcząt z terenów, na których panowało największe bezrobocie (Bieszczady czy północny wschód Polski). Dziewczęta pochodziły z rodzin, w których bezrobocie często się dziedziczyło, dziedziczyły też bezradność. To należało umiejętnie i skutecznie przerwać. – Zaczęliśmy współpracować ze Zgromadzeniem Sług Jezusa, które użyczyło nam bezpłatnie pomieszczeń w Warszawie, Krakowie i Lublinie. Dziewczyny miały więc gdzie przyjechać, schronić się, zacząć wszystko od nowa – opowiada Bugaj. – I faktycznie, przyjeżdżały, szukały pracy, myśmy je w tym wspierały. Pracowałyśmy wspólnie, by udało im się wytrwać w działaniu.

Obecnie bezrobocie w kraju jest niewielkie, nawet na prowincji stosunkowo łatwo znaleźć pracę. A chociaż nie zawsze jest to praca marzeń, to nie w braku miejsc zatrudnienia tkwi problem i trudność w życiowej adaptacji współczesnych młodych kobiet. – Zmieniła się sytuacja społeczna, ale nie zniknęły problemy. Nasze podopieczne muszą umieć aktywnie szukać ofert pracy, muszą być pewniejsze siebie, wierzyć, że im się uda, potrafić się zaprezentować – opowiada Anna Bugaj. – Dlatego oferujemy im profesjonalne wsparcie pedagogów, psychologów, doradców zawodowych, specjalistów z wielu dziedzin.

Długo mieszkajcie!

Przychodzą tu zagubione, przestraszone. Gdy jednak stają na nogi i nawet po jakimś czasie chcą się wyprowadzić, opiekunki pytają: czy aby na pewno? Zależy im, by dziewczęta zostały… dłużej. By niejako zakorzeniły się w pracy, aktywności, wartościach, wspólnocie. – Bardzo ważna jest grupa wsparcia, którą tworzy cała społeczność hostelowa. Ta wspólnota wspiera się i współdziała, daje siłę do kolejnych kroków – mówi Bugaj. – Dlatego nie zależy nam, żeby dziewczyny jak najszybciej wyfruwały, tylko raczej tworzyły pozytywne środowisko.

W każdym hostelu znajduje się kaplica. Dziewczęta, jeśli są wierzące (bo nie wszystkie są) i mają taką potrzebę, mogą się tam modlić, spowiadać, porządkować również trudne sprawy z Panem Bogiem. – To ważne, bo takie porządkowanie sprawia, że odkrywają w końcu całe bogactwo darów i zdolności, które Pan Bóg w nich złożył – dodaje Bugaj. – Wśród naszych podopiecznych są katoliczki, prawosławne, miałyśmy muzułmanki i protestantki, są też osoby niewierzące, poszukujące. Niemniej widzimy, jak ważny jest czynnik duchowy w rozwoju kobiety.

Kobieta jest piękna

Różnymi drogami przychodzą dziewczęta do hostelu. – Nie pytamy o przeszłość. Warunkiem przyjęcia jest chęć podjęcia wysiłku, by zmienić swoje życie. Jeśli kobieta chce kształtować swój charakter, chce działać, to wspólnie robimy wszystko, by jej się udało. I w ogromnej większości tak się dzieje – dodaje Bugaj. – Kobieta jest… piękna!

Ale musi w to uwierzyć. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama