Nowy numer 13/2020 Archiwum

Ożywione światłem

Wystawa „Cud światła. Witraże średniowieczne w Polsce” jest nie tylko fascynującą wyprawą w przeszłość, ale też lekcją czytania dawnej sztuki.

W ciemności wydają się martwe. Są jak układanka szarych szkieł, bez znaczenia. Ale gdy tylko przeniknie je promień słońca, ożywają. Na wystawie „Cud światła” w gmachu głównym Muzeum Narodowego w Krakowie średniowieczne witraże, choć rozjaśnione tym razem sztucznym światłem, zyskują nowe życie. Także dlatego, że wiele z nich możemy po raz pierwszy zobaczyć z bliska.

Niczym Pismo Święte

U progu ekspozycji wita nas głos Jerzego Treli. Aktor czyta fragmenty De diversis artibus – XII-wiecznego traktatu, którego autor, zwany mnichem Teofilem, omawia wszystkie etapy pracy nad witrażem. Teofil uzmysławia fundatorom poziom trudności, pracochłonność, potrzeby materiałowe zamawianych dzieł. Tym samym i my uświadamiamy sobie, jak wielka była wartość witraży w średniowieczu. – Średniowieczne szkła witrażowe były barwione w masie za pomocą tlenków metali – opowiada kuratorka ekspozycji dr Dobrosława Horzela z Instytutu Historii Sztuki UJ. – Wydmuchiwano je, dzięki czemu były nierówne i miały liczne pęcherzyki powietrza. To sprawiało, że mocno załamywały światło, dając efekt żywej, barwnej powierzchni – nieosiągalny we współczesnej, perfekcyjnej produkcji maszynowej. Dobór odpowiedniego materiału decydował zarówno o barwach witraża, jak i o tym, ile światła przeniknie do wnętrza.

Wystawa „Cud światła. Witraże średniowieczne w Polsce” jest nie tylko fascynującą wyprawą w przeszłość, ale też lekcją czytania dawnej sztuki. Witraże umieszczone są tu często w kontekście innych dzieł z epoki, np. malarskich czy złotniczych. Jednak nim przystąpimy do takiego czytania, warto zdać sobie sprawę z tego, ile w witrażu oryginalnych elementów, a ile późniejszych uzupełnień. Zaraz na początku kuratorka prowadzi nas do stworzonego na przełomie wieków XIII i XIV w Krakowie witraża „Ukrzyżowanie”. Plansza umieszczona tuż obok dzieła jest jego swoistą mapą: każdy fragment szkła został na niej odpowiednio oznaczony, dzięki czemu sami możemy ocenić zawartość „cukru w cukrze”. – Witraż to materia krucha i byle grad, rzucony kamień czy zabłąkany ptak mogą go uszkodzić. Te dziury łatano potem innym szkłem, lepiej lub gorzej pasującym do kompozycji – opowiada dr Horzela.

Jaką funkcję pełniły średniowieczne witraże? Piotr z Roissy, kanclerz kapituły katedralnej w Chartres, napisał na początku XIII wieku, że okna witrażowe są niczym Pismo Święte. – Wbrew pozorom nie chodzi tu tylko o to, że przedstawiają historie z Pisma Świętego – wyjaśnia kuratorka. – Piotr z Roissy mówił, że witraż chroni nas przed wiatrem, śniegiem czy deszczem, tak jak Pismo chroni przed złem. I tak jak ono przynosi nam światło, iluminację. Nawet gdy odbiorca nie potrafi odczytać znaczenia dzieła, witraż działa na jego zmysły.

Raj na chwilę

Na wystawie możemy zobaczyć, jak światło padające o różnych porach dnia oddziałuje na ten sam witraż, zmieniając jego barwy. Albo wydobywa z tła filigranowe formy, jak w przypadku „Św. Marii Magdaleny” z dominikańskiego kościoła Świętej Trójcy w Krakowie. Przepiękne rajskie ptaki i zachwycające roślinne ornamenty to znikają, to znów się pojawiają, w zależności od tego, jak pada światło. – To jest właśnie iluminacja: raj ukazuje się nam tylko na chwilę, a potem znika – opowiada dr Dobrosława Horzela.

Przekonujemy się również, że to, co wydaje się niedoskonałością materii, prawdziwy artysta potrafi przekuć w atut. – Proszę spojrzeć na na przykład „Pokłon Trzech Króli” z kościoła Świętej Trójcy. Zgrubienia szkła, jego nierówne zabarwienie, zostały tu wykorzystane do pokazania emocji. Twarz króla wygląda tu tak, jakby zaczerwienił się wskutek intensywnego przeżycia – pokazuje dr Horzela.

Oryginalność motywów wykorzystanych na niektórych witrażach zadziwia. Tak jest chociażby z cyklem pochodzącym z kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Chełmnie, należącym wówczas do państwa krzyżackiego. Na każdym z czterech prezentowanych na wystawie dzieł, przedstawiających apostołów Piotra i Andrzeja z tekstem Credo, a także sceny Zwiastowania i Nawiedzenia, widnieje jedna postać ubrana w czerwoną szatę w jasne grochy. – Ta tkanina to aksamit lampasowy, który w XIV w. zaczął docierać do Europy z Tebrizu w Persji – wyjaśnia nasza przewodniczka. – Był bardzo drogim materiałem, czasami przeznaczanym na ornaty. Szczyciły się nim skarbce ówczesnych dostojników, w tym papieży. Obecność tego motywu, wykonanego ogromnym nakładem pracy w dwubarwnym, warstwowym szkle, podkreśla więc rangę okna na osi kościoła – najważniejszego, bo stanowiącego tło dla odprawianej na głównym ołtarzu liturgii.

W Muzeum Narodowym zaprezentowano aż 77 unikatowych witraży średniowiecznych z terenu obecnej Polski. Jest też kilka perełek zagranicznych, pochodzących z dawnych kolekcji prywatnych, ilustrujących fascynację tym rodzajem malarstwa w XIX wieku. W najbardziej wyeksponowanej części wystawy, imitującej prezbiterium świątyni, pokazano witraże z kościoła Mariackiego w Krakowie, wyjęte z okien podczas prac konserwatorskich przy ołtarzu Wita Stwosza. To niepowtarzalna okazja, by te dzieła, pochodzące z czasów Kazimierza Wielkiego, zobaczyć z bliska. Na co dzień są bowiem umieszczone bardzo wysoko. – Te, które znajdowały się najwyżej, jak ilustracje Księgi Rodzaju, zachowały się świetnie – pokazuje kuratorka. – Na innych widać twarze, które są nieudolnymi, XIX-wiecznymi rekonstrukcjami. Niektóre fragmenty zostały wówczas tak źle wypalone, że całkiem się zatarły.

Ocalić od zapomnienia

„Cud światła” to również ciekawa historia zapominania i przypominania sobie o witrażach na przestrzeni dziejów. – Po Soborze Trydenckim (1545–1563) ważne stało się dobre oświetlenie prezbiterium i zapanowała „moda” na jasne wnętrza. Białe szkło zaczęło wypierać witraże. Ponownie zainteresowano się nimi dopiero w XIX wieku. W Krakowie ten powrót zaczął się w 1820 roku, od wizyty duńskiego rzeźbiarza Bertela Thorvaldsena, który zachwycił się witrażami w kościele Mariackim. Jeszcze w tym samym roku w inwentarzach kościoła Mariackiego, a także kościoła i klasztoru Dominikanów po raz pierwszy zwrócono uwagę na kolorowe okna – resztki tych, które całkiem niedawno zrzucano z rusztowań. Wkrótce zaczęło się restaurowanie zachowanych dzieł – opowiada dr Dobrosława Horzela.

Pamięć o witrażach to zadanie i dla nas, współczesnych. Jeden z obecnych na wystawie witraży herbowych, pochodzący z kościoła św. Mikołaja w Połomi koło Strzyżowa, został ocalony dzięki konserwacji na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie w 2016 roku. Wcześniej zdemontowany podczas remontu świątyni, bliski był całkowitego zniszczenia. Dość topornie wykonany witraż przedstawia dwa ostrza, skierowane w górę i w dół. – Pod względem artystycznym to zdecydowanie najsłabszy eksponat na wystawie. Ale znalazł się tutaj, by zwrócić uwagę na ważną sprawę: byśmy szanowali nasze dziedzictwo. Remontując kościół, warto ogarnąć wdzięczną pamięcią tych, dzięki których fundacjom on stoi – podkreśla dr Horzela.

Cała wystawa „Cud światła” jest wielkim hołdem dla dziedzictwa wieków średnich. Będzie czynna do 26 lipca, więc czasu, by ją zobaczyć, jest sporo. Ale warto sobie ten czas zaplanować, by wydarzenia nie przegapić. Okazji, by podziwiać z bliska te wszystkie dzieła razem, już więcej nie będzie. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Szymon Babuchowski

Kierownik działu „Kultura”

Doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa. Przez cztery lata pracował jako nauczyciel języka polskiego, w „Gościu” jest od 2004 roku. Poeta, autor pięciu tomów wierszy. Dwa ostatnie były nominowane do Orfeusza – Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego, a „Jak daleko” został dodatkowo uhonorowany Orfeuszem Czytelników. Laureat Nagrody Fundacji im. ks. Janusza St. Pasierba, stypendysta Fundacji Grazella im. Anny Siemieńskiej. Tłumaczony na język hiszpański, francuski, serbski, chorwacki, czarnogórski, czeski i słoweński. W latach 2008-2016 prowadził dział poetycki w magazynie „44/ Czterdzieści i Cztery”. Wraz z zespołem Dobre Ludzie nagrał płyty: Łagodne przejście (2015) i Dalej (2019). Jest też pomysłodawcą i współautorem zbioru reportaży z Ameryki Południowej „Kościół na końcu świata” oraz autorem wywiadu rzeki z Natalią Niemen „Niebo będzie później”. Jego wiersze i teksty śpiewają m.in. Natalia Niemen i Stanisław Soyka.

Kontakt:
szymon.babuchowski@gosc.pl
Więcej artykułów Szymona Babuchowskiego

 

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji