Nowy numer 23/2020 Archiwum

Twarz wyborcy

Nasza twarz nigdy nie powinna przybierać wyglądu wykrzywionej gęby.

Wzmożenie emocji, agresji słownej, złośliwości wszelakich widać ostatnio jakby bardziej. O ile subtelna złośliwość ponoć świadczy o inteligencji, o tyle coraz częściej króluje po prostu brak elementarnej kultury i zasad. Wzmożenie zaczęło się jakoś od ogłoszenia daty wyborów prezydenckich. I zapewne skończy się wraz z nimi.

W internetowych dyskusjach królują memy głupawe i wręcz niestosowne. Jakieś rysunki, wulgaryzmy. Na lewo, na prawo i w środku. I po co to? Na poprawę humoru czy na wypieki (niezdrowe) na twarzy? Trzeba mieć sporo niepoukładanych emocji, żeby z wulgarnych politykujących komentarzy czerpać satysfakcję. I doprawdy to, co kiedyś było jakimś marginesem i budziło sprzeciw większości rozsądnych ludzi, dziś zobojętniało. A nawet kulturalni, czy raczej ci, którzy uważają się za kulturalnych, zacierają z satysfakcją łapki: brudna walka trwa, ale moje ręce są czyste. Otóż nie są.

Merytoryczna krytyka jest potrzebna, wartościowa, budująca. Ale czym innym jest oblewanie przeciwników politycznych zwykłym błotem, kłamstwa, opluwanie, półprawdy i kłótnie kompletnie pozamerytoryczne.

Niby zawsze mieliśmy tendencję do argumentacji ad personam. Ale ostatnio jakby coraz tego więcej, i to na wielu płaszczyznach. Rodzinnych, co najgorsze, ale i wśród znajomych, w pracy, w szkołach. Nie mówiąc już o politykach... Jakby nagle każdy przywdział zbroję i szedł na wojenkę. A wojenka to może nie na śmierć i życie, ale na obrazy, urazy, niestosowne gesty i głupie miny. Przypomina się tu od razu słynne ministerstwo głupich kroków z jednego z satyrycznych programów Monty Pythona. Na czas wyborów można więc ustanowić nieformalne ministerstwo głupich min i złych spojrzeń. Nie jak sąsiad do sąsiada, brat do brata, koleżanka do koleżanki, tylko jak zdeklarowany przeciwnik polityczny do przeciwnika. Byle ostro, byle dosadnie, byle wyśmiać, byle moje było na wierzchu. Za wszelką cenę. Nawet cenę zwykłej przyzwoitości.

No i po co? Na co? Wybory zaczynają się i kończą. A twarz (nie wykrzywioną gębę) warto zachować na dłużej. Wręcz na całe życie.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji