Nowy numer 13/2020 Archiwum

Pustelnicy w tłumie

Paulini to zgromadzenie, w którym najwięcej namieszała kobieta. O jego historii i teraźniejszości mówi generał zakonu o. Arnold Chrapkowski.

Franciszek Kucharczak: Ojcowie mieli pędzić życie pustelników, a tu nagle pojawia się cudowny wizerunek Maryi i... wszystko się zmienia.

O. Arnold Chrapkowski: To prawda. Zakon powstał w XIII wieku na Węgrzech, a jego formalny założyciel, bł. Euzebiusz, organizował życie pustelnicze.

Więc nie, jak się często sądzi, Paweł Pustelnik?

Nie. Święty Paweł, pierwszy pustelnik, związany jest z Egiptem. To jest trzeci wiek. Dziesięć wieków później wspólnota pustelników na Węgrzech obrała go sobie za patrona.

Jaka była rola Euzebiusza?

Był już kanonikiem ostrzyhomskim, gdy zrodziła się w nim potrzeba jeszcze większej gorliwości w służbie Bożej. W pewnym momencie miał proroczy sen, w którym ujrzał rozproszone płomyki, które złączyły się w jeden wielki płomień. Dla niego był to znak Bożej obecności. Zrozumiał, że jego zadaniem jest zebranie tych „płomyków”, które oznaczały pustelników już wcześniej żyjących na naddunajskich terenach. W ten sposób stał się pierwszym zwierzchnikiem wspólnoty paulińskiej. Niedaleko Ostrzyhomia zbudował kościół z dużym krzyżem w głównym ołtarzu. Tę pierwszą wspólnotę Braci Świętego Krzyża – bo tak się na początku nazywali – oparł na tajemnicy Krzyża. Już po śmierci bł. Euzebiusza, w 1382 roku, paulini zostali zaproszeni do Polski na Jasną Górę. Tu ich sposób życia się zmienił, bo musieli otworzyć się na przychodzących wiernych.

Z powodu ikony Maryi?

Tak. Ten obraz słynął łaskami, zanim przybył na Jasną Górę. Od początku więc przybywali tu wierni i nie można było prowadzić takiej formy życia pustelniczego, jaka była na Węgrzech. Z czasem życie klasztoru jasnogórskiego i całej prowincji polskiej zmieniło się wskutek działania Matki Bożej. Następne klasztory, które pojawiły się na terenie Polski, to też sanktuaria maryjne.

Jak to jest być pustelnikiem w miejscu odwiedzanym przez miliony ludzi? Tu nawet w nocy często ludzie się modlą.

To jest jakiś paradoks. Tym bardziej że taka sytuacja jest nie tylko na Jasnej Górze, ale też w naszych pozostałych sanktuariach. Na przykład w amerykańskiej Częstochowie w Doylestown czy w dwóch sanktuariach w Australii. Te miejsca cały czas żyją, a my nie możemy się wyłączyć z tego życia. Święty Jan Paweł II mówił, że mamy być sługami. Sługa musi być otwarty na to, czego chce jego zwierzchnik. A tymi, którzy nami w jakiś sposób kierują, są przybywający pielgrzymi.

Za łatwe to chyba nie jest?

Na Jasnej Górze co roku mamy około 4 mln wiernych z różnych części świata. Zorganizowanie posługi dla nich nie jest łatwe, ale nikt nas nie może zwolnić z zachowania naszego charyzmatu. Dlatego ważna jest sfera ciszy, w której jesteśmy sami z Bogiem. O tym mówi nasza zakonna dewiza Solus cum Deo solo (sam na sam z Bogiem). Dla nas jest to ta część klasztoru, do której wierni nie mają dostępu. Mamy tam kaplicę, w której wypełniamy obowiązek modlitwy chórowej. Ta część zakonna jest od tego, żebyśmy tam żyjąc, modląc się, kontemplując Boga, umieli Go wnosić do tej drugiej części klasztoru, w której są wierni.

Nie słychać tam tych tłumów z zewnątrz?

Słychać, zwłaszcza w miesiącach pielgrzymkowych. Głosy docierają i od strony szczytu jasnogórskiego, i od strony kaplicy Matki Bożej, a my jesteśmy pośrodku. Ale to nasze zadanie, żeby te dwie części łączyć.

Pielgrzymi odprawiający Drogę Krzyżową na wałach widzą u ich podnóża dróżki wśród gęstej roślinności, ławeczki… To też miejsce ciszy?

Nie, to są fosy, obecnie park. To miejsce nie jest objęte klauzurą, ale świeccy tam w zasadzie nie wchodzą. Zakonnicy mogą tam wchodzić, ale do tego miejsca wszystkie odgłosy docierają. Większą ochronę daje klasztor wewnętrzny, otoczony murami. Oczywiście powrót do życia pustelniczego w formie początkowej nie jest możliwy. Dla nas jednak ważny jest „eremityzm pragnienia” – to bycie sam na sam z Bogiem. Opatrzność Boża postawiła nas w wielu miejscach, które tętnią życiem, a my od tego życia nie możemy się odseparować.

750. rocznica śmierci bł. Euzebiusza jest okazją do przypomnienia tej postaci.

To jest dobry moment dla przypomnienia i jego postaci, i historii zakonu, który przeżywał wiele tragicznych momentów. Od początku był naznaczony krzyżem. Te trudne chwile jednak zawsze prowadziły do jego odrodzenia.

Węgry to nie było spokojne miejsce…

Tak. Gdy zakon się tam bardzo rozprzestrzenił, przyszedł rok 1526 i klęska pod Mohaczem. Najazd turecki obrócił w ruinę klasztory, wszystko zostało zniszczone. Później zakon zaczął się odradzać. Powstały nowe fundacje. Dość powiedzieć, że na terenie obecnej północnej Chorwacji było ponad 60 klasztorów! Całe Węgry są usiane ruinami paulińskich konwentów.

Teraz jednak paulini to przede wszystkim Polska.

To była konsekwencja kasaty zakonów. Paulini przetrwali tylko dzięki temu, że dwa lata przed kasatą została utworzona prowincja polska. Po kasacie z tego wielkiego zakonu zostały tylko dwa domy! To była Skałka w Krakowie i Jasna Góra, a w dodatku oba domy należały do różnych zaborów. W sumie cały zakon liczył wtedy 17 zakonników i istniał tylko w Polsce.

A potem kolejne odrodzenie?

Tak, ale kolejnym krzyżem był czas komunizmu. Bracia na Węgrzech byli szykanowani, wielu zginęło w niewyjaśnionych okolicznościach. Na Słowacji zakon przestał istnieć, w Chorwacji czy Polsce działał, ale był mocno ograniczany. W początku lat 90. zaczął się odradzać na Węgrzech, potem na Słowacji. Dzięki łasce powołań zakonnicy mogli pójść w różne części świata.

Czy cuda na Jasnej Górze wciąż się zdarzają? Czy te wiszące na ścianach kule to już przeszłość?

Te wszystkie kule, różańce, plakietki wotywne, przedmioty, które mamy w skarbcach, to są rzeczy, które zostały tu przyniesione jako wyraz wdzięczności za uzdrowienia w szerokim znaczeniu. Ale cuda zewnętrzne dokonują się także obecnie. Jeden z ojców te cudowne zdarzenia rejestruje, rozmawia z osobami, które ich doświadczyły. Najwięcej jednak o cudach mogłyby powiedzieć konfesjonały, bo Jasna Góra to przede wszystkim miejsce duchowej przemiany. Jak mówił św. Jan Paweł II, Jasna Góra to ołtarz i konfesjonał.

Czy ludzie opowiadają czasem, że przeżyli tu coś ważnego?

Wiele osób łączy historię swojego nawrócenia z Jasną Górą. Spotkałem kiedyś małżeństwo, które zaręczyło się w tym miejscu. Bywa też tak, że przychodzą tu na ludzi niespodziane poruszenia. Znam aktorów, którzy na co dzień operują słowem, a kiedy w kaplicy Matki Bożej mieli przeczytać Słowo, dostawali tremy i widzieli, że coś się zaczyna z nimi dziać. W czasie Światowych Dni Młodzieży w Krakowie przyjechali tu młodzi z Australii z biskupem – naszym współbratem zakonnym. Weszli do kaplicy, a biskup poszedł ubrać się do Mszy. Gdy wyszedł, zobaczył, że oni wszyscy płaczą. Było to tym bardziej zaskakujące, że dla młodych z tamtego kręgu kulturowego sanktuaria maryjne są czymś rzadkim i obcym. Jednak coś ich tu poruszyło.

Co Ojca osobiście porusza, przemienia?

Przede wszystkim ufność i prostota ludzi, którzy tu przychodzą. Niektórzy są w ludzkim pojęciu wielcy i bogaci, a inni prości, a tutaj wszyscy stają się równi. Tu nie ma to żadnego znaczenia. Ogromne wrażenie robi to, co dzieje się w sierpniu – te ogromne tłumy i wielki entuzjazm osób, które tu przychodzą.

Ludzie kojarzą paulinów głównie z Jasną Górą, ale zakonnicy zajmują się nie tylko obsługą jasnogórskich pielgrzymów...

Paulini działają w ponad 70 domach w 17 krajach. Mamy klasztory w Europie, w Afryce, w Ameryce Północnej i w Australii. Ta działalność to przede wszystkim prowadzenie sanktuariów maryjnych, działalność parafialna i misyjna. Misje zaczęły się od RPA, od miejscowości o nazwie Częstochowa, w której jest także wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej. Teraz mamy jeszcze dwie placówki misyjne w Kamerunie. Znakiem błogosławieństwa są powołania, które mamy stamtąd.

Ilu jest obecnie paulinów?

Pięciuset. Do lat dziewięćdziesiątych 99 proc. zakonników to byli Polacy. Teraz mamy braci z Kamerunu, RPA, z Papui-Nowej Gwinei, z Nowej Zelandii, mamy Węgrów, Ukraińców, Łotyszy, jest Nigeryjczyk, Wietnamczyk… To wymaga zmiany naszego podejścia do formacji.

Wiele zgromadzeń zakonnych przeżywa dziś regres. Czy dotyczy to też paulinów?

Regres łączy się ze spadkiem liczby powołań. Paulini też tego doświadczają. To jest dla nas wezwanie do większej modlitwy i czytelniejszego świadectwa życia. To pokazuje, że tej rzeczywistości zakonnej nie możemy budować na ludzkich planach, statystykach, bo nad tym wszystkim ostatecznie czuwa Bóg.

1 marca odbywa się kapituła zakonu.

Spotkają się przedstawiciele całego zakonu, którzy przyjeżdżają z różnych części świata. Musimy spojrzeć w przeszłość, żeby zastanowić się, jak to dziedzictwo zachować i jak je propagować; musimy spojrzeć na naszą teraźniejszość i z nadzieją w przyszłość – z tą nadzieją pokładaną w Panu Bogu.•

O. Arnold Chrapkowski

Ur. w 1968 r. w Dziemianach na Kaszubach, jest doktorem prawa kanonicznego, a od 6 marca 2014 r. generałem Zakonu Świętego Pawła Pierwszego Pustelnika.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Polecamy

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama