Nowy numer 13/2020 Archiwum

Przeinformowani

Sobotnio-niedzielne wydanie „New York Timesa” dostarcza więcej informacji, niż otrzymywał przez całe życie człowiek żyjący w połowie XIX wieku. Codziennie Jan Kowalski jest bombardowany 34 gigabajtami danych, czyli odpowiednikiem stu tysięcy słów. Jak wytrzymać informacyjne tsunami i nie zwariować?

Sędzia Piwnik o geście prezesa sądu z Olsztyna; Akcja CBŚP. Zatrzymano 63 osoby; Zaczęło się od stłuczki. Nie żyje kobieta; Wirus na statku. Już 130 osób zakażonych; Duda wygrywa z każdym. Najnowsze dane; Akcja TOPR. Turyści utknęli w górach; Najszybszy lot z USA. Pomógł im huragan; Premier milczy. Jego siostrzeniec protestuje; Atak w Koszalinie. Trwa obława; Izrael straszy druzgocącym ciosem; Szalony mecz Barcelony; Niepokojące doniesienia z obozu PGE Skry.

Gość Niedzielny 8/2020
Gość Niedzielny

Uff! Wystarczy? To jedynie tytuły newsów na jednym z portali, czytane bez scrollowania. Można dostać oczopląsu. Minęło kilkanaście sekund, a mózg musiał zakodować masę informacji. Od Sasa do Lasa. Czytamy z przyzwyczajenia, nie zastanawiając się już, czy jest to nam potrzebne. Jesteśmy jednocześnie w Japonii, Arktyce i na stadionie św. Pawła w Neapolu, a chaos i szum informacyjny demolują naszą wewnętrzną harmonię. By być na bieżąco, pochłaniamy informację za informacją. Stało się to już naszym nawykiem. A może uzależnieniem?

Pokolenie bez powiek

Socjologowie i neurolodzy alarmują, że nasz układ nerwowy fatalnie reaguje nie tylko na sceny pełne przemocy, ale również na nadmiar informacji. Przeciążenie następuje wówczas, gdy ktoś bombardowany jest większą ilością informacji, niż jego mózg jest w stanie jednocześnie przetworzyć. Termin ten pojawił się w psychologii i socjologii przed czterdziestu laty. Neurologia określa go jako „przeciążenie poznawcze”. Socjologowie przyrównują to zjawisko do drastycznej chińskiej metody tortury, w czasie której więźniów… pozbawiano powiek. Efekt? Skazaniec nieustannie odbierał zewnętrzne bodźce, co ostatecznie doprowadzało go do szaleństwa. Informacyjne bodźce przekraczają możliwości adaptacyjne naszego organizmu (przyswajamy je zazwyczaj w pozycji siedzącej, która dla człowieka nie jest przecież naturalna). Nadmiar informacji nasila stres i związany z nim niepokój, powoduje chroniczne zmęczenie i stan napięcia.

Nie, nie tęsknię za czasami, gdy jedynym wyborem, na jaki mogliśmy sobie pozwolić, była telewizyjna Jedynka lub Dwójka, ale wiem doskonale, co to znaczy spędzić pół godziny z pilotem czy smartfonem w dłoni, skacząc po programach i portalach i nucąc pod nosem refren popularnej piosenki U2: „Ciągle nie znalazłem tego, czego szukam”.

Krakusy widzą, czym oddychają, i doskonale znają pojęcie smogu. Cybernetyk prof. Ryszard Tadeusiewicz, trzykrotny rektor AGH, zalew newsów nazwał smogiem informacyjnym.

Przeciętny mieszkaniec Stanów Zjednoczonych przyswaja dziennie 34 gigabajty danych, co w przeliczeniu daje sto tysięcy słów. Dwa razy więcej niż na początku lat 80. Nawet laptop zawiesiłby się po kilkunastu dniach.

Szyby niebieskie od telewizorów

Znajomi kapłani opowiadali, że niektórzy parafianie przyjmujący kolędę nie wyłączyli nawet telewizorów. Nie potrafili żyć bez tego szumu. Jak wynika z raportów ośrodków badania opinii społecznych Nielsen i Millward Brown, pod względem czasu spędzanego przed telewizorem zajmujemy trzecie miejsce w Europie (wyprzedzają nas Węgrzy i Rumuni). Przed srebrnym ekranem spędzamy dziennie niemal cztery godziny. Dziesięć minut krócej słuchamy radia, a lekturze gazet poświęcamy około pół godziny.

W ostatnich latach telewizję porzucamy na rzecz internetu. Widać to szczególnie wśród osób młodych w wieku 13–29 lat. Spędzają w sieci cztery godziny na dobę, ale są i tacy, którzy siedzą pochyleni nad smartfonami przez siedem godzin. „Czy możliwe jest życie bez netu?” „Tak!” 15 781 osób „lubi to”. Gorzki żart...

Do niedawna uzależnienia wiązano z zażywaniem substancji psychoaktywnych, dziś coraz powszechniejsze są uzależnienia behawioralne: od czynności, popędów, gier komputerowych, netu czy telewizji.

Jakie zagrożenia niesie przeinformowanie? Zaciera się granica między tym, co realne, a tym, co wirtualne (wyszło to na jaw w czasie badań OBOP-u, gdy młodzi zapytani o przyjaciół opowiadali o… znajomych na Facebooku). Surfowanie po tysiącach stron przemycających sprzeczne ze sobą informacje zaraża młodych relatywizmem. Można to przyrównać do sytuacji, gdy ktoś w sklepie z telewizorami próbuje oglądać kilka programów naraz.

Co to jest prawda? ‒ pyta Piłat

Często słyszę: „OK, na gosc.pl macie swoją prawdę, Onet ma swoją, a Interia swoją”. Młodzi gubią się w tym gąszczu i nie kupują opowieści o niezmiennych prawdach wiary. Powoduje to u nich brak zdecydowania i obawę przed podejmowaniem decyzji. Konsekwencje są ogromne – związane również z założeniem rodziny czy wypowiedzeniem sakramentalnego „tak”.

Wybór tysięcy informacyjnych ofert powoduje, że kierunkujemy uwagę na zewnątrz, a nie do wewnątrz. Nie szukamy już odpowiedzi w sobie, w sumieniu, które jest duchowym GPS-em, ale staramy się wybrać jedną z setek ofert proponowanych w sieci. Poza nami. Surfujące po sieci pokolenie przestało ze sobą rozmawiać. Josh McDowell, który od lat diagnozuje społeczne zachowania młodych, pisze: „Aż 66 proc. nastolatków rozmawia ze swoim tatą mniej niż 1 godzinę w tygodniu”. Smartfona mają do wyczerpania baterii…

Nauczyciele skarżą się, że coraz większym problemem jest rozkojarzenie uczniów. Dzieciom trudno skupić się na detalu. Wytrzymują kilkanaście minut, a potem ich dłonie bezwiednie szukają telefonów. „Internet to nie narzędzie ich pracy, ale kontynent, na którym żyją” – diagnozował abp Rino Fisichella. Zasypani informacjami młodzi – alarmują lekarze i psychologowie – mają problemy z komunikacją uczuć i relacjami społecznymi. Zamykają się w sobie, tworzą „równoległe światy”, przypominając w tym chorych na autyzm.

Gdy rozmawiałem z chłopakami, którzy zdecydowali się na wstąpienie do seminarium duchownego, opowiadali mi, że nie obawiają się samotności, ale tego, że… nie dadzą sobie rady bez wszystkomających smartfonów. Mają w nich przecież cały świat: filmy, kontakty, mapy, newsy, zdjęcia, komentarze, muzykę, mecze, gry i rozkład jazdy autobusów na najbliższym przystanku. Plus masę znajomych na Facebooku.

Według australijskich naukowców każda godzina spędzona przed odbiornikiem powoduje wzrost ryzyka chorób serca o 18 proc. i wcześniejszej śmierci o 11 proc. To nie telewizja czy smartfon są zabójcze, ale potężna ilość bodźców, które przyjmujemy w pozycji bezruchu.

Wiedźmin i brexit

Mamy problem z odróżnieniem informacji rozrywkowej od potrzebnej. Na najpopularniejszych portalach informacje ze świata graniczą z newsami z życia telewizyjnych Mostowiaków czy na temat dokonań wiedźmina. Zasypami lawiną komentarzy nie potrafimy często (nie mamy na to czasu!) odróżnić informacji prawdziwej od fake newsa. „A czy Ty skomentowałeś już adhortację, której nie czytałeś?” – pisałem złośliwie przed tygodniem, widząc dyskusję nad tekstem, którego nikt nie widział na oczy. Czego papież Franciszek nie miał już robić... Jedynie śledząc fake newsy, można pokusić się o grubą biografię. Czerpiemy wiedzę z popkulturowych obrazków, a nie z rzetelnych informacji. Iluż internautów ocenia Franciszka i Benedykta na podstawie filmu „Dwóch papieży” i poprzedzającej go naciąganej informacji, że „film jest inspirowany prawdziwymi wydarzeniami”.

„Nie wiedziałem, że w Nowym Sączu są jezuici” – podsumował mój przyjaciel. „A dziś po minucie wiem, że są, że jeden z nich popełnił samobójstwo. Wiem też, co sądzą o tym wszystkowiedzący komentatorzy”.

Zostaw sieci

Jak bronić się przed gigabajtami danych? Specjaliści podpowiadają: rób regularne przerwy od komputera, telewizora, ustaw limity, szukaj wyciszenia. Skoncentruj się na informacjach, które musisz znać. Stwórz wewnętrzny firewall – oazę bezpieczeństwa.

Biblijny opis Przemienienia kończy zdanie: „I nikogo już nie widzieli, tylko samego Jezusa”. Czyż nie jest to kwintesencja modlitwy? W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy przecież, że „życie modlitwy polega na stałym trwaniu w obecności Boga i w komunii z Nim” (KKK 2565). Czy da się pielęgnować to „stałe trwanie”, ściskając w dłoni smartfona? Nie.

Nic dziwnego, że Kowalski, który wpatruje się w telewizor bite… 69 dni w roku, wiecznie narzeka, że nie ma czasu na modlitwę. Jeśli był fanem „Mody na sukces” (współczesny symbol nieskończoności), spędził przed telewizorem 53 dni, 8 godzin i 30 minut.

Uczynię mały coming out: od dekady nie oglądam telewizji. Z przerwani na niektóre wydarzenia sportowe. Podobną decyzję podjęło wielu moich znajomych (dwóch z nich siedzi obok mnie w pokoju redakcyjnym). Nad Wisłą jest już ponad 700 tys. gospodarstw domowych bez telewizora. Symbolem Bożego Narodzenia stała się „Szklana pułapka”. Czy naprawdę w tytule filmu o przygodach Johna McClane’a musimy dopatrywać się metafory naszego świętowania? Regularnie spotykam ludzi opowiadających mi o tym, czego doświadczyli w czasie rekolekcji ignacjańskich. Wspólny mianownik tych opowieści? Początkowa walka – dla pokolenia, które jako pierwsze zadaje pytanie o hasło do wi-fi, kilka dni bez komórki to bolesne cięcie. I odkrywanie ciszy. Kto wie, czy to nie właśnie ów detoks informacyjny nie decyduje o popularności tego rodzaju rekolekcji?

Ojciec Radosław Rafał, misjonarz Świętej Rodziny, psycholog, wieloletni egzorcysta i rozchwytywany rekolekcjonista, kilka miesięcy temu… zniknął. Na szczęście tylko z medialnego krwiobiegu. – Zrezygnowałem z Facebooka i Instagrama, bo chciałem być poza wielką jatką, kłótnią – opowiada. – Mamy problem z osądzaniem innych. A ponieważ newsy są często bardziej emocjonalne niż merytoryczne, reagujemy od razu, bez zastanowienia, zbadania sprawy w podobny sposób. Co gorsza, myślimy, że robimy to w dobrej wierze, broniąc Kościoła, papieża, a nawet samego Pana Boga. Pan Bóg sam się obroni. Opowiadałem się po jednej ze stron, zapominając o ewangelicznej zasadzie napomnienia w cztery oczy. Wchodziłem w osąd, nie szukałem już w drugim dobra. Zrezygnowałem, bo nie chciałem dalej karmić „trolla” po drugiej stronie. Pomogło mi to, że zmieniłem profil posługi. Przestałem być odpowiedzialny w zgromadzeniu za media, a przeszedłem do pracy w domu rekolekcyjnym. Miałem wrażenie, że sam Bóg upominał się o czas, który marnowałem na Facebooku. Zaczynasz od szukania czegoś konkretnego, a potem przez pół godziny jeździsz palcem w górę i w dół, jesteś bombardowany setkami informacji, które uruchamiają w tobie mnóstwo niepotrzebnych emocji. Uciekasz od ciszy. To burzy pokój serca. Jeden z ojców pustyni mawiał: „Jesteśmy tym, na co patrzymy”. Na drugie imię mam Jan. Miałem wrażenie, że Bóg upominał się: „Chcę ciebie tak, jak widziałem Jana na wyspie Patmos”. Gdy wykonałem radykalne cięcie, okazało się, że ludzie, którzy pisali: „I jak sobie teraz poradzimy bez ojca wpisów?”, doskonale sobie radzą. Nie jestem zbawicielem świata. Na drugi dzień po wyłączeniu mediów społecznościowych przyszła do mnie paczka. Z Kanady. Nie mam pojęcia od kogo. Zdumiony wyciągnąłem książkę: „A Place of Healing for the Soul: Patmos”. Miejsce uzdrowienia duszy. Patmos. Bóg chciał mnie „sam na sam”. W ciszy poza informacyjną burzą.

Jak dosłownie brzmi dziś wezwanie Jezusa: „Pójdźcie za Mną” i dopisek: „natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim”. Zostawili sieci i poszli.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Zobacz także

  • Henryk
    20.02.2020 12:06
    Zgadza się. Zaczyna się już pojawiać syndrom Wieży Babel. Ludzie przestaną się rozumieć i się pozabijają. W Polsce już się zaczyna. Nie wiem, czy jeszcze jest możliwość powstrzymania tego. Widzimy jaka olbrzymia presja jest na Polskę ze strony zachodniego upadku.
    doceń 4
  • AnnaEwa
    21.02.2020 10:26
    Mądry człowiek nie ma problemu z dużą ilością informacji.
    doceń 1
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji