Nowy numer 32/2020 Archiwum

Odwrócona moralność

Na naszych oczach rodzi się przerażający sposób myślenia wypaczający kobiecość.

Według jednej z polskich feministek tzw. praca seksualna powinna być doceniana, legalna, a przede wszystkim tolerowana i szanowana. I traktowana jak „każdy inny zawód”, również w warstwie obyczajowej. Jeśli ktoś z Państwa na wieść, że na przykład córka wykonuje „pracę seksualną”, nie zareagowałby takimi słowami: „Och, cudownie. Rób to, co lubisz, i co daje ci satysfakcję”, oznaczałoby to zaścianek i ciemnogród. I przede wszystkim… dyskryminację ze względu na wykonywany zawód. Tak, tak.

Oczywiście, można się skrzywić z niesmakiem. Można też wzruszyć ramionami. Można w końcu dojść do wniosku, że podbijam czyjś głupi i nieprzemyślany wpis. Ale sprawa jest poważna i wcale nie odnosi się do jednego wpisu. Jest szersza i wpis, o którym mowa, jest tylko pewnym wycinkiem czy raczej skutkiem rzeczywistości, która krok po kroku ogłupia, niszczy i, niestety, zatacza coraz szersze kręgi. Pseudologika, w której „praca seksualna” to nie upodlenie kobiety, nie czerpanie korzyści finansowych z nierządu, to w końcu nie przemoc seksualna, lecz „kobieca siła”, jest druzgocącym przejawem zmian w sposobie myślenia i postrzegania kobiecości. Zmiany te na trwałe zaszły w pewnych środowiskach. Czy są to środowiska reprezentatywne? Może jeszcze nie. A może jednak mają coraz większy wpływ na współczesne kobiety, w tym kobiety młode, którym bliskie są hasła „wolności” i samostanowienia.

Jak na razie większości nie trzeba tłumaczyć, że nierząd z wolnością ma niewiele wspólnego. Albo i nic. Na razie większość społeczeństwa nie widzi znaku równości między afirmowaniem sprzedawania własnego ciała i intymności a „samostanowieniem”. Bo jest całkowicie odwrotnie: kobiety, które zajmują się prostytucją, w ogromnej większości – jeśli nie wszystkie – robią to pod presją, bywają do tego zmuszane psychicznie, fizycznie lub finansowo. I cierpią. Wolnego wyboru w tym nie ma. Jest ból, uwikłanie, upodlenie, brak szacunku do samej siebie. Bywa, że skrywany bardzo głęboko. Osobnym rozdziałem jest też wielki i straszny przemysł pornograficzny, wręcz mafijny, który stoi za tym „stanowieniem” konkretnych ofiar. Nie wolno chować głowy w piasek, udając, że nie rodzi się na naszych oczach dość przerażający w skutkach ruch i sposób myślenia wypaczający kobiecość. Rodzi się pewna odwrócona moralność, która w ustach „sióstr feministek” przybiera pozory walki o prawa kobiet, a naprawdę mocno uderza w kobiety. Trzeba się bronić. Chociażby świadomością. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także