Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Śpiewaczy grosz

Bądź jak panie z podlaskich miejscowości. Rób dobro. Tam, gdzie jesteś, i tak jak umiesz. Śpiewaczy grosz zmienia świat.

Koniec to już czasu kolędowania, a felieton od kolędowania niejako się zaczyna. Dlaczego? Bo koniec to początek. A początek dobry jest jak kula śniegowa. Toczy się, toczy i toczy. Zatacza coraz więcej kręgów, obejmuje dobre inicjatywy i ludzi. Warto dać się porwać.

Jeszcze w czasie prawdziwego kolędowania wzięły się pod boki i postanowiły wykorzystać to, co potrafią, by robić dobro. Kto? Babki z niewielkich miejscowości na Podlasiu, z Narwi i Słuczanki. Zwykłe, a może zupełnie niezwykłe, gospodynie domowe, babcie, matki, ciotki. Nie żadne działaczki, nie aktywistki, nie „gadaczki” po próżnicy. Mądre kobiety. Zebrały się w jakże uroczą, wesołą i rozśpiewaną całość i poszły śpiewać kolędy. Po co? Po pierwsze, żeby Boga chwalić i ludzi cieszyć. I to ważne jest bardzo. Bo z takich motywacji zawsze wypływają pozytywne sytuacje. I po drugie, by zebrane z kolędowania datki przekazać podopiecznym Hospicjum Proroka Eliasza. Ludzie słuchali, wzruszali się, śpiewali razem. I jak mogli, wspierali chorych onkologicznie i budowę hospicjum stacjonarnego, jakże potrzebnego w tym regionie. Śpiewaczy grosz. Dobry grosz jak zasiane ziarno. Śpiewaczy grosz na hospicyjne mury.

Taki to prosty przykład, że kobiety potrafią. I chcą, i robią ciche dobro. Powiedzieć, że są nieobojętne na krzywdę i wykluczenie, to nic nie powiedzieć. Bez wrzasków i wielkich słów, bez kamer i blichtru wielkiego pseudoświata robią naprawdę dobry świat na nowo. Budują prawdę, wiarę, nadzieję i miłość na nowo. Tak jak budują, cegiełka po cegiełce, podlaskie hospicjum.

I pewnie nie one jedne. I nie jedną metodą. Bo dobrych, prostych inicjatyw z aureolką, jak Polska długa i szeroką, jest dużo więcej. Gdy wielcy tego świata gadają, one – dobre kobiety – działają. Skala takiej cichej pomocy jest wielka, choć nigdy nie do oszacowania. Ani materialnie, ani duchowo.

A co najlepsze, można brać przykład i w swoich miejscowościach, na swoich warunkach, odpowiednio do możliwości robić przeróżne przyjazne ludziom, Bogu i światu akcje. By pomóc potrzebującym i wykluczonym w swoim regionie. Albo na Podlasiu właśnie. Tam ta pomoc tak potrzebna…

Nie opiszą tego w mediach? I bardzo dobrze. Nie muszą. Ale powstaną krok po kroku, cegła po cegle, nutka po nutce sprawy, rzeczy i przedsięwzięcia najważniejsze. I najpiękniejsze.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także