Nowy numer 48/2020 Archiwum

Przekonanie

Kiedyś uważano, że podróżowanie to wyjątkowo niebezpieczne zajęcie. Dlatego kto tylko mógł, siedział w domu. W świat wyruszali tylko awanturnicy. Doprawdy nie wiem, skąd się wzięło przekonanie, że świat jest bezpieczny.

Choć w sumie… wiem, skąd to przekonanie. Świat, obiektywnie, stał się bezpieczniejszy. Ponadto 500 czy nawet 100 lat temu nikt nie jeździł do Egiptu wypoczywać. Dzisiaj jeżdżą tam tysiące Polaków i są kwaterowani w odizolowanych od otoczenia strefach. Do nich żadne niebezpieczeństwo dotrzeć nie może. A jeśli dochodzi, bo ktoś podłoży bombę albo ostrzela hotel, dowiaduje się o tym cały świat. To, paradoksalnie, w dłuższej perspektywie może sprawiać wrażenie, że świat jest wyjątkowo bezpiecznym miejscem, skoro o każdym incydencie piszą i mówią wszyscy. Z kolei tam, gdzie naprawdę jest niebezpiecznie, nikt się nie zapuszcza, bo też i żadne biuro podróży nie organizuje tam wycieczek. No właśnie. Gdzie jest niebezpiecznie? Czy potrafilibyśmy zaznaczyć na mapie takie miejsca? Poprosiłem o to kiedyś grupę młodych ludzi, z którymi prowadziłem zajęcia. Niektórzy zdziwili się moim pytaniem, twierdząc, że wszędzie jest bezpiecznie. Inni nie mieli pojęcia, o co mi chodzi. Jeszcze inni wskazali na różne kraje, z których spora część jest bezpieczniejsza niż niejedno miejsce w Europie czy Stanach Zjednoczonych.

Tak mało wiemy o świecie, tak rzadko weryfikujemy docierające do nas wiadomości, tak bardzo nie chce nam się przebijać bańki informacyjnej, w której żyjemy, że gdy pojawia się prawdziwe niebezpieczeństwo, dziwimy się nieskończenie i traktujemy je jak koniec świata. A tymczasem świat bywa niebezpieczny i warto zdawać sobie z tego sprawę. Globalna wioska, w której żyjemy, swoboda szybkiego przemieszczania się niektórym z tych niebezpieczeństw sprzyjają. Wirus, który kilka dni temu pojawił się w Chinach, dzisiaj jest już niemal wszędzie. I zabija. Kiedyś nawet byśmy o nim nie usłyszeli. Pojawienie się takiego niebezpieczeństwa nie jest jednak odstępstwem od normy. Odstępstwem naszych czasów jest to, że udaje nam się takie zdarzenia opanować. W niedalekiej przeszłości wirus ptasiej grypy czy epidemia wirusa Ebola zostały opanowane, zanim na dobre się pojawiły. Świat obiektywnie jest bezpieczniejszy, ale to bezpieczeństwo nie powinno nas usypiać. To nie dotyczy tylko wirusów, ale różnych niebezpieczeństw w ogóle. Ekstremalnych zdarzeń pogodowych czy incydentów kosmicznych. Uczymy się ich, próbujemy je przewidywać, szukamy na nie sposobu, ale mało prawdopodobne, byśmy kiedykolwiek je wyeliminowali. Dlaczego warto o tym pisać? Pasażerowie Titanica byli tak głęboko przekonani o swoim bezpieczeństwie, że nawet po kolizji z górą lodową wielu nie chciało wsiadać do szalup ratunkowych. Nie mogli uwierzyć, że statek, którym płyną, za chwilę utonie. Ci ludzie, tak jak my dzisiaj, uważali, że funkcjonują w rzeczywistości, w której nie ma miejsca na ryzyko i niebezpieczeństwo. Wielu z nich to błędne przekonanie przypłaciło życiem.

PS O wirusie z Wuhanu szerzej napiszę w kolejnym numerze „Gościa”. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się