Nowy numer 48/2020 Archiwum

Jedź, motorku!

Jako trzeci Polak w historii został indywidualnym mistrzem świata w jeździe na żużlu. Bartosz Zmarzlik podkreśla, że swój sukces zawdzięcza przede wszystkim rodzinie.

Stać koło takich osób jak pan Robert, którego cały czas obserwuję i nawet byłem, panie Robercie, na paru meczach, jest dla mnie niesamowitym uczuciem. Dziękuję wszystkim osobom, które poświęciły swój czas i oddały na mnie głos – mówił żużlowiec, odbierając nagrodę dla sportowca roku. Jego zwycięstwo w 85. Plebiscycie „Przeglądu Sportowego” było zaskoczeniem dla fanów Roberta Lewandowskiego, który miał za sobą wyjątkowo udany sezon. W czasie gali kapitan polskiej reprezentacji w piłce nożnej szczerze pogratulował jednak swojemu rywalowi. Mistrz świata w jeździe na żużlu wydawał się natomiast zawstydzony faktem, że wygrał ze znanym zawodnikiem Bayernu Monachium. Od zawsze cechowała go ogromna skromność.

Quady i trójkołowce

Pochodzący z Kinic w województwie zachodniopomorskim Bartosz Zmarzlik od dziecka lubił jeździć. W rozmowach z dziennikarzami wspominał, że wspólnie z bratem wsiadał na wszystko, co miało koła i silnik. To, że już jako kilkulatek mógł samodzielnie prowadzić różnego rodzaju pojazdy mechaniczne, zawdzięcza ojcu. Pan Paweł konstruował dla swojego syna quady i trójkołowce, a motory dostosowywał do jego wzrostu i wagi. – Wszystko to kosztowało mnóstwo pracy, czasu, pieniędzy. Myślę, że dało mi największy impuls do tego, żeby się piąć powoli do góry – mówił sportowiec w jednym z wywiadów. I dodawał, że będzie za to wdzięczny tacie do końca życia. Zainteresowanie samym żużlem B. Zmarzlik zawdzięcza swoim dziadkom ze strony ojca. Obydwoje byli zapalonymi kibicami tego sportu, poznali się na stadionie. Ogromną rolę w rozwoju kariery obecnego mistrza świata odegrała też jego mama.

– To taki boss. Trzyma nas wszystkich za rękę. Jak prawdziwa matka pokierowała mną i pokazała, jak funkcjonować nie tylko w sporcie, ale i w życiu – tłumaczył B. Zmarzlik. Kiedy jego brat, także żużlowiec, miał poważny wypadek podczas finału Srebrnego Kasku, pani Dorota zabroniła obydwu synom wsiadania na motor. Wówczas kontuzjowany Paweł, który obecnie w rodzinnym teamie zajmuje się marketingiem i logistyką, stanął w obronie młodszego Bartosza. Poprosił mamę, aby nie krzywdziła jego brata za to, co przydarzyło się jemu. Pani Dorota posłuchała, Bartek mógł dalej jeździć.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama