Nowy numer 3/2021 Archiwum

Dron zabójca

Irańskiego generała Kasima Sulejmaniego zabiły rakiety wystrzelone przez drona, który latał wysoko nad Bagdadem. Jego piloci siedzieli tysiące kilometrów dalej, w bunkrze znajdującym się gdzieś na pustyni w Nevadzie. Swojego wroga widzieli przez zaawansowane systemy optyczne.

Żniwiarze w Polsce

Przed samym atakiem na konwój generała Sulejmaniego dron z bezpiecznej dużej wysokości zszedł na wysokość 6–7 kilometrów i odpalił dwie rakiety Hellfire. Po wypuszczeniu nie musiał ich śledzić ani naprowadzać. Rakiety te mają własny system radarowy, który świetnie działa, niezależnie od pogody czy nawet w warunkach zakłócania przez cel. W tym przypadku miały łatwiej, ponieważ nic nie wiadomo o tym, aby kolumna Sulejmaniego była w jakikolwiek sposób zabezpieczona przed atakami z powietrza. Rakiety Hellfire zostały stworzone z myślą o niszczeniu radzieckich, a potem rosyjskich czołgów. Sprawdzają się też świetnie jako uzbrojenie śmigłowców i dronów.

Trudno powiedzieć, ile dronów MQ-9 Reaper skonstruowano – szacuje się, że kilkaset. Są drogie, ale coraz częściej używane w miejscach, do których z różnych względów nie można wysłać ludzi. Tego typu urządzenia to cisi zabójcy. Wojskowi twierdzą, że są humanitarne (czyste), bo działają z chirurgiczną precyzją. Nie bardzo wiadomo, jak tę „czystość” ocenić, bo ze statystyk wynika, że w Pakistanie i Afganistanie jedna trzecia zabitych przez drony ludzi to ofiary przypadkowe, cywile albo osoby wskazane błędnie.

W Polsce także znajdują się amerykańskie Żniwiarze. Najpewniej dwa, choć oczywiście nie ma co do tego pewności. Stacjonują na terenie bazy wojskowej w Mirosławcu. Podobno nie są uzbrojone i latają nad krajami regionu jako zwiad NATO. Odpowiednio wyposażone mogą z dużej wysokości inwigilować, fotografować, obserwować, śledzić, a nawet brać udział w akcjach ratowniczych czy poszukiwawczych. Każda misja jest koordynowana (prowadzona) ze Stanów Zjednoczonych. Żniwiarze nie należą do polskiej armii. To amerykańskie drony, pilotowane przez amerykańskich operatorów. Tyle tylko, że stacjonują na terenie Polski. Informacje przez nie zebrane trafiają najpierw do Stanów Zjednoczonych, potem do amerykańskiej bazy w Ramstein w Niemczech, a dopiero w następnej kolejności są udostępniane sojusznikom z NATO.•

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się