Nowy numer 47/2020 Archiwum

Taki jeście wielgi ksiondz

Do Bachledówki prowadzi wspinająca się wśród hal droga. – W czasach, gdy na wakacje przyjeżdżał tu kard. Stefan Wyszyński, były tutaj tylko hale i lasy. I widoki na Tatry, Gorce, Beskidy – opowiada o. Jerzy Kielech, paulin, proboszcz parafii Matki Bożej Jasnogórskiej, królującej nad Podhalem w jednym z najwyżej położonych kościołów w Polsce.

Ta historia rozpoczyna się w okresie międzywojennym, od willi wybudowanej przez Helenę Kowieńską-Jarząbek. Okazała, piętrowa budowla robiła wrażenie na miejscowych, trzeba bowiem pamiętać, że góralskie chaty były wówczas ledwie dwuizbowe. W czasie II wojny światowej dom na Bachledówce stał się schronieniem dla partyzantów. Pani Jarząbek współpracowała z AK, ukrywała w ulach radiostację i broń. Doniesiono o tym Niemcom, którzy otoczyli posiadłość, a jej właścicielkę wywlekli na śnieg. Leżąc kilka godzin na mrozie, Helena modliła się o ocalenie i przyrzekła, że jeśli przeżyje, wybuduje kapliczkę, a willę i ziemię, na której ta stoi, odda na dobry cel. Gestapowcy przeszukali skrupulatnie wszystko. Zajrzeli do 9 uli, ale gdy mieli zajrzeć do 10., nagle postanowili przerwać poszukiwania. Helena wymknęła się śmierci.

Kordon i ciupaga

Pierwszy ślub wypełniła szybko. Zaraz po wojnie w miejscu, gdzie czekała na śmierć, wybudowała kapliczkę, która do dziś stoi przy płocie jako wotum za cudowne ocalenie. Trudniejsze okazało się dotrzymanie drugiej części przysięgi. Minęło 10 lat od zakończenia wojny, a właścicielka willi wciąż nie mogła znaleźć kogoś, kto chciałby przyjąć jej dar i wykorzystać go w Bożym celu. Dom piękny, okolica zapierająca dech w piersiach, ale brak wody, prądu, trudny dojazd i srogie zimy skutecznie odstraszały ewentualnych kandydatów na gospodarzy.

– Paulini zdecydowali się przyjąć posiadłość w 1955 roku. Nasza historia związana jest z życiem pustelniczym i zawsze mieliśmy sentyment do miejsc odosobnionych – wyjaśnia o. Kielech. Na piętrze drewnianej willi pani Jarząbkowej zakonnicy urządzili skromne pomieszczenia mieszkalne, z których korzystali w czasie wakacji kardynałowie Wyszyński i Wojtyła. Na parterze jest kaplica, która wciąż funkcjonuje jako miejsce modlitwy. To tutaj kard. Wojtyła odprawiał Drogę Krzyżową dwa tygodnie przed konklawe w 1978 roku. Przy stacji VII modlił się ponad dwie godziny. Nie wiadomo, co się w nim wtedy dokonało. On sam we wspomnieniach określił tę modlitwę jako oratio cordis.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama