Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Lubi latać

Do zdobytego w zeszłym roku mistrzostwa świata w skokach narciarskich Dawid Kubacki dołożył w tym sezonie kolejny sukces – zwycięstwo w prestiżowym Turnieju Czterech Skoczni.

Jego tata – Edward Kubacki – pojechał do Bischofshofen, by 6 stycznia, w ostatnim dniu turnieju, sprawić synowi niespodziankę. – On o niczym nie wiedział, ale trochę nam to spaliło na panewce, bo w drodze na skocznię przejeżdżał ulicą, na której zaparkowaliśmy, i poznał moje auto – wspomina pan Kubacki. Chociaż jego syn ostatnie zawody TCS zaczynał jako lider turnieju, emocje były do samego końca. – Zawsze są. Nie tylko do ostatniego skoku, ale do momentu, jak się nie zatrzyma na dole – mówi Edward Kubacki. W zwycięstwo jednak nie wątpił. Tak jak wójt położonych obok Nowego Targu Szaflar, gdzie mieszkają Kubaccy. – Już po pierwszym skoku miałem gotowego SMS-a z gratulacjami – przyznaje Rafał Szkaradziński. Wstrzymał się jednak do momentu, kiedy skokiem na 140,5 m przypieczętował swoją wygraną. Został tym samym trzecim – po Adamie Małyszu i Kamilu Stochu – Polakiem, który wygrał Turniej Czterech Skoczni.

Typ pracusia

Jak wspomina Edward Kubacki, wszystko zaczęło się, kiedy Dawid miał niecałe 6 lat. Na stoku narciarskim spotkali Zbigniewa Klimowskiego, który w Zębie trenował skoczków narciarskich. Przyjechał rekreacyjnie pozjeżdżać razem z córką, kiedy jego uwagę przykuł właśnie Dawid Kubacki. Zaproponował, żeby spróbował na skoczni. Pierwsze próby odbywali na nieistniejącej już 20-metrowej skoczni w Zakopanem. – Sztuką było nawet zjechać i dobrze wyhamować, a Dawid nie miał z tym żadnych kłopotów – opowiada pan Kubacki. – Po pierwszych treningach to już był na tyle cwaniak, że jak zjeżdżał, to od razu zakręcał tak, żeby mieć jak najkrócej do powrotu na górę.

Decyzja o zajęciu się sportem na poważnie przyszła po skończeniu podstawówki. Dawid nie widział się w pracy za biurkiem. Potrzebował przestrzeni. Postanowił postawić na karierę sportową, choć i on, i rodzice wiedzieli, jak groźnymi kontuzjami grożą skoki narciarskie. – Na szczęście Dawid nie miał jakiegoś niebezpiecznego upadku, po którym stałoby mu się coś poważnego – mówi Edward Kubacki. – Wcześnie zaczął i jako młodemu chłopakowi łatwiej mu było poradzić sobie z prędkością, z niebezpieczeństwem. Potem się przyzwyczaił, że narty go niosą, zrozumiał, że trzeba im tylko pomóc, posiąść trochę techniki – dodaje.

Jako skoczek Dawid Kubacki długo pozostawał w cieniu kolegów z kadry. Najlepszym wynikiem z mistrzostw świata juniorów była 31. pozycja w Hinterzarten w 2010 roku. W zawodach Pucharu Świata zadebiutował w styczniu 2009 roku w Zakopanem. Zajął wtedy 49. miejsce.

W 2017 roku wygrał jednak w Letnim Grand Prix. Na mistrzostwach świata w Lahti w 2017 roku razem z kolegami z drużyny wywalczył złoty medal. W grudniu 2017 roku pierwszy raz stanął na podium zawodów Pucharu Świata – w konkursie Turnieju Czterech Skoczni w Oberstdorfie. Sezon 2017/2018 zakończył na 9. pozycji w Pucharze Świata. Z igrzysk olimpijskich w Pjongczangu w 2018 roku razem z kolegami przywiózł brązowy medal. W 2019 roku sięgnął po mistrzostwo świata. Zeszły sezon PŚ zakończył na 5. pozycji w klasyfikacji generalnej. – Dawid pokazuje, że jego ciężka praca, którą wykonywał przez ostatnie lata, przynosi efekty. To jest taki typ pracusia, który za każdym razem z każdego skoku będzie chciał wyciągnąć wnioski – gdzie jaki popełnił błąd i co należy zrobić, żeby to poprawić – mówi o skoczku Rafał Szkaradziński, wójt Szaflar.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama