Nowy numer 48/2020 Archiwum

Szczyt się nie udał

I znowu nic. Zakończony w Madrycie w połowie grudnia szczyt klimatyczny zakończył się niczym. Delegacje rozjechały się do domów, obstając przy swoim. W takiej formule światowi przywódcy nigdy nie dogadają się w sprawie klimatu.

Konferencja w Madrycie była już 25. spotkaniem państw stron Ramowej konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu (UNFCCC). Nietrudno jednak odnieść wrażenie, że tylko ich uczestnicy – może nawet nie wszyscy – rozumieją, co na tych spotkaniach się dzieje. W przeszłości wiele konferencji kończyło się podpisywaniem deklaracji, których nikt nie miał zamiaru wypełniać. A nawet gdyby zostały one zrealizowane, nic by to nie zmieniło. Aktywiści uważają, że potrzebne są drastyczne decyzje, politycy – że grunt to spokój. Czy te dwa stanowiska da się pogodzić? Stanowczo nie.

Będzie kłopot

Obecnie wśród naukowców zajmujących się klimatem nie ma sporu w sprawie tego, co powoduje bezprecedensowy wzrost CO2 w atmosferze. Nikt nie ma też wątpliwości, że wzrost ten jest odpowiedzialny za podnoszenie się średniej temperatury powietrza w warstwie blisko powierzchni gruntu. Rejestruje się go na wiele różnych sposobów – co ważne – niezależnych od siebie. Warto jednak zaznaczyć, że wzrost temperatury powietrza nie będzie się łączył wyłącznie ze zjawiskiem bezśnieżnych zim (co zresztą teraz obserwujemy). Nie chodzi tylko o to, że będzie cieplej. Choć oczywiście sam ten fakt ma gigantyczne konsekwencje. Jedną z nich jest podnoszenie się poziomu mórz i oceanów. Lodowce topnieją, a ciepła woda zwiększa swoją objętość, w efekcie czego nisko położone tereny przybrzeżne są zalewane. Nie jest to problem tylko Azji, Afryki czy Ameryki Środkowej. To także kłopot dla Polski. Już dzisiaj warto zdać sobie sprawę, że Żuławy Wiślane w przyszłości znajdą się pod wodą, podobnie jak wiele obszarów Wybrzeża Środkowego i okolic Szczecina. Aż dziw bierze, że prowadzone w Trójmieście inwestycje portowe w ogóle nie biorą pod uwagę podnoszącego się poziomu Bałtyku. To, co nowe, trzeba będzie przebudować.

Ale to wciąż nie wszystko. Wyższa temperatura powietrza związana jest z magazynowaniem (przez gazy cieplarniane) energii słonecznej, co z kolei prowadzi do występowania gwałtowniejszych zjawisk pogodowych. A te już się obserwuje. Co więcej, choć średnia roczna ilość opadów na powierzchnię gruntu zasadniczo nie ulega zmianie, zmienia się intensywność i częstotliwość opadów. Znacznie częściej występują opady nawalne, rzadziej długotrwałe o mniejszej intensywności. Deszcze nawalne, szybkie roztopy, wyższe temperatury latem – wszystko to oznacza problemy z suszą i powodziami. Paradoks? Woda, która spada w ulewnym deszczu, nie zdąży wsiąknąć w grunt, lecz spływa do rzek, które nie są w stanie utrzymać takiego naporu. Podobne zjawisko obserwujemy wiosną – powolne podnoszenie się temperatury gwarantowało, że woda z topniejącego śniegu wsiąknie w ziemię jak w gąbkę. Tymczasem w ostatnich latach śnieg niknął w ciągu zaledwie kilku dni. Nie ma czasu, aby woda wsiąknęła w ziemię, i spływa do rzek. Po kilku miesiącach okazało się, że nie ma wody, szczególnie w zachodniej Polsce.

Jesteśmy bogaci

Opisane problemy nie dotyczą tylko naszego kraju. Polska nie znajduje się w najgorszej sytuacji. Jesteśmy – jak wszystkie kraje europejskie – bogaci. To oczywiste, że nie pozwolimy, aby połowa Gdańska uległa zatopieniu. Choć będzie nas to kosztowało krocie. Odpowiednich technologii nie trzeba daleko szukać. Spora część Holandii istnieje tylko dlatego, że od wieków, za pomocą wałów, tam i śluz, Holendrzy „wyrywają” morzu ziemię. My będziemy musieli nie tyle wyrywać, ile nie dopuścić do tego, by morze nam coś zabrało. Podobnie nie pozwolimy także, by na zachodzie Polski powstała ogromna pustynia. Dostarczanie tam wody będzie jednak bardzo kosztowne. Już dzisiaj regularnie odbywają się konferencje architektów, urbanistów i samorządowców na temat tego, jak polskie miasta powinny przystosowywać się do wyzwań klimatycznych. By im sprostać, konieczne będzie wydanie ogromnych sum pieniędzy. Im większe zmiany nastąpią, tym więcej będą nas one kosztowały. To właśnie pieniądze są powodem tego, że kolejne szczyty klimatyczne niewiele wnoszą. Choć w przypadku COP25 w Madrycie nawet słowo „niewiele” to za dużo. Ten szczyt nie przyniósł nic. Jak to możliwe, że światowi przywódcy nie potrafią dogadać się w tak istotnej dla całej planety kwestii? Nie dość, że nie robią nic, by ilość wyrzucanego do atmosfery CO2 ograniczyć, to jeszcze – w skali globalnej – powodują, że jego emisje rosną. I tutaj znowu wszystko sprowadza się do pieniędzy. Za około 40 proc. światowej emisji CO2 odpowiada produkcja energii elektrycznej. Gdy spala się ropę, gaz czy węgiel, do atmosfery trafiają ogromne ilości tego gazu. Energię można produkować na wiele sposobów, niektóre z nich nie wiążą się z emisją gazów cieplarnianych (i zanieczyszczeń), ale spalanie paliw kopalnych jest jednym z najtańszych sposobów na wytworzenie prądu. Ogromnymi źródłami emisji gazów cieplarnianych są też transport oraz przemysł. Ten ostatni można modernizować, ale gdy energia jest tania (np. z paliw kopalnych), czy kosztowna modernizacja jest racjonalna?

Pieniądze są kluczem

To chyba klucz do zrozumienia fenomenu pustych obietnic i nic nie znaczących deklaracji, jakie padają na kolejnych konferencjach klimatycznych. Bo kto ma ponosić koszty restrukturyzacji i modernizacji? Upraszczając tę kwestię, znaczących graczy można podzielić na dwie grupy. Jedna to bogate państwa, które swoją potęgę wybudowały na węglu i stali. Druga to państwa aspirujące, chcące się wzbogacić na tym samym – na taniej energii. Tych bogatych stać na działania proekologiczne (choć i tutaj więcej jest gadania niż rzeczywistych działań), z kolei ci biedni uważają, że koszt modernizacji energetyki i transportu powinien być położony na barkach bogatych. Dlaczego? Jeżeli klimat dzisiaj zmienia się z powodu nadmiaru gazów cieplarnianych w atmosferze, to winni są ci, którzy pompowali CO2 do atmosfery od prawie stu lat. W największym stopniu dotyczy to USA i Europy, te kraje bowiem uprzemysłowiły się najszybciej. Skoro wasze bogactwo wyrosło na spalaniu węgla (w uproszczeniu), to zapłaćcie za to – mówią ci biedni i budują kolejne elektrownie węglowe. Chiny tylko pomiędzy styczniem 2018 a czerwcem 2019 roku wybudowały elektrownie węglowe o mocy prawie 45 GW, czyli mniej więcej takiej, jakie mają wszystkie elektrownie w Polsce. Kolejne elektrownie o mocy 150 GW albo są na ukończeniu, albo w budowie. 150 GW to niemal tyle, ile produkują wszystkie elektrownie węglowe w Europie. Bogaci twierdzą, że to działanie nieetyczne, nieodpowiednie, niedopuszczalne. Chiny z kolei odpowiadają: „Przecież przez lata robiliście to samo, dlaczego teraz zabraniacie nam tego?”.

Trzeba pamiętać, że energia elektryczna w najmniejszym stopniu służy dzisiaj do oświetlania ulic czy mieszkań. Jest ona wykorzystywana do produkcji. Im jest ona tańsza, tym tańsze, czyli bardziej konkurencyjne, mogą być produkty oferowane na rynku międzynarodowym. Czy racjonalne jest zatem podnoszenie kosztów przez stosowanie droższych metod produkcji energii elektrycznej? A czy racjonalne jest przykładanie ręki do zmian klimatu, które w dłuższej perspektywie wszystkich nas będą kosztowały krocie? Dzisiaj za 30 proc. emisji gazów cieplarnianych odpowiadają Chiny. Udział tego kraju w emisji będzie jednak rósł. Za 16 proc. odpowiadają Stany Zjednoczone, za 7 proc. – Indie, a za 5 proc. – Rosja. Cała Unia odpowiada za około 7 proc. światowych emisji, ale z czasem wartość ta będzie malała. Najwięcej CO2 w Unii emitują Niemcy. Gdy jednak przeliczymy emisję na osobę, obraz ten wygląda zupełnie inaczej. Najwięcej emituje statystyczny Amerykanin, potem Australijczyk, Kanadyjczyk i mieszkaniec Holandii oraz Niemiec. Statystyczny Chińczyk emituje o połowę mniej niż Amerykanin i mniej niż Niemiec (czy statystyczny Europejczyk). Kto zatem powinien redukować emisje? Kto powinien za to płacić? W jaki sposób liczyć obciążenia i zobowiązania? I czy na wspólnym, światowym rynku, na którym wygrywa ten, kto produkuje taniej, możliwe jest w ogóle uzgodnienie jakichś wspólnych zasad? Wątpię. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się