Nowy numer 49/2020 Archiwum

Czarne elfy i Superman zamiast Tadeusza Soplicy

Postać wiedźmina Geralta jest chyba dziś najbardziej rozpoznawalnym polskim produktem popkultury. Jak poradził sobie z tym tematem Netflix?

Jeśli spytać obcokrajowca, z czym kojarzy mu się Polska, obok Jana Pawła II, Lecha Wałęsy czy Fryderyka Chopina pojawić się może Geralt z Rivii. Postać wykreowaną przez Andrzeja Sapkowskiego spopularyzowała na świecie seria gier stworzonych przez CD Project Red. Niedawno wyszedł też serial Netflixa o przygodach wiedźmina. W tytułową rolę wcielił się odtwórca roli Supermana – Henry Cavil.

Serial „Wiedźmin” spotkał się ze skrajnie odmiennymi opiniami recenzentów. Jedni się nim zachwycają, inni mocno narzekają. Odbiór serialu Netflixa ze strony samych widzów - w przeciwieństwie do krytyków - wydaje się pozytywny. Na przykład na popularnym serwisie rottentomatoes.com krytycy oceniają „Wiedźmina” na 58 proc., podczas gdy ocena samych widzów wynosi 92 proc. Na innym popularnym serwisie filmowym imbd.com prawie 60 tys. widzów dało serialowi średnią ocenę 8,9/10. Na popularność „Wiedźmina” wskazuje rosnące zainteresowanie książkami Andrzeja Sapkowskiego. Według danych Amazona tylko „Harry Potter” wyprzedza obecnie „Wiedźmina” (konkretnie tom „Ostatnie życzenie”) w kategorii bestsellerów science fiction & fantasy.

Do serialu dużo jest uwag natury technicznej i artystycznej. Najciekawsza jest jednak kolejna dyskusja o poprawności politycznej. Bo tego typu dyskusje dzieła z Geraltem z Rivii w roli głównej już wcześniej wywoływały. Gra "Wiedźmin: Dziki Gon" była krytykowana za brak postaci o innym kolorze skóry niż biały. Wielu polskich fanów broniło wtedy gry argumentami, że opiera się ona na słowiańskim folklorze, w którym nie było przedstawicieli innych ras. Po serialu Netflixa sytuacja się odwróciła. Teraz wielu polskich fanów krytykuje twórców serialu za wrzucanie do niego zbyt wielu postaci innych ras, m.in. czarnoskórych elfów. Zdaniem krytyków taki obraz wiedźmińskiego świata odbiega od „folkloru słowiańskiego”.

Dyskusja o poprawności politycznej względem rasy pojawia się raz za razem przy okazji seriali powiązanych z regionem Europy Środkowo-Wschodniej. Przykładem była dyskusja o braku czarnoskórych postaci w stworzonym przez HBO serialu „Czarnobyl”. Dyskusje te pokazują różne podejście do filmów ze strony mieszkańców mocno jednorodnej Europy Środkowo-Wschodniej i ze strony mieszkańców wielorasowego Zachodu. W wypadku „Wiedźmina” pojawiają się też zarzuty o „feministyczne” przedstawienie kobiecych postaci. Twórcy bronią się argumentami, że silne postacie kobiece stworzył sam Andrzej Sapkowski. Mają one dobrze pasować do naszej kultury, w której kobiety musiały często w męskich rolach zastępować swoich ginących w wojnach i powstaniach mężów i braci.

U polskich fanów emocje wzbudza też obsada postaci Geralta z Rivii. Widzom kojarzy się on przede wszystkim z Michałem Żebrowskim, który zagrał w filmie produkcji TVP sprzed prawie 20 lat. Dla niektórych aktor grający wcześniej Tadeusza Soplicę czy Jana Skrzetuskiego stał się wzorem wiedźmina. Do roli w serialu Netflixa również został zaangażowany aktor z ważną kulturowo rolą na koncie. Henry Cavil wcześniej wcielił się bowiem w Supermana w kilku filmach wytwórni Warner Bros. Nie wszystkim polskim widzom przypadł on do gustu. Niektórzy komentujący wolą bardziej „wyluzowaną” postać Geralta wykreowaną przez Michała Żebrowskiego.

Serial Netflixa o przygodach Geralta z Rivii może jeszcze zwiększyć popularność „Wiedźmina”. Jest to obecnie najlepiej kojarzona na świecie polska marka. Polacy mogliby więc tę popularność wykorzystać. Na fali sukcesu „Władcy Pierścieni” kręconego w Nowej Zelandii powstała np. Wioska Hobbitów. Być może i w Polsce powinna powstać Wioska Wiedźmina.

 

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama