Nowy numer 44/2020 Archiwum

To nie była cicha noc

O potrzebie spotkania, szukaniu nowego światła dla wydarzeń sprzed dwóch tysięcy lat i kolejnej edycji „Betlejem w Polsce” mówi Mateusz „Mate.O” Otremba.

Szymon Babuchowski: Cykl koncertów „Betlejem w Polsce” wypełnia największe hale w naszym kraju. Jak wytłumaczyć ten fenomen? Skąd w nas taka potrzeba kolędowania?

Mateusz „Mate.O” Otremba: W Polsce istnieje silna tradycja kolędowania, które jest przede wszystkim spotkaniem. Za takim spotkaniem tęsknimy na co dzień. I choć kolędy są chrystocentryczne, to jednak sama tradycja bywa adogmatyczna. Spotykają się w niej przecież i wierzący, i niewierzący. Także podczas „Betlejem w Polsce” możemy się spotkać, zaśpiewać i zagrać o czymś bardzo ważnym, a jednocześnie pomagać tym, którzy potrzebują pomocy. I to jest pełne świętowanie.

Kiedy odkryłeś w swoim życiu siłę kolędowania?

Z racji tego, że moja rodzina była rozsiana po całym kraju: Mazury, Górny i Dolny Śląsk, Mazowsze, Pomorze Zachodnie – to na święta w pełnej rodzinie spotykaliśmy się bardzo rzadko. Tak naprawdę kolędowanie odkryłem pełniej, gdy założyłem własną rodzinę. Kiedy moje dzieci zaczęły dorastać, zobaczyłem, jak ważne jest spotkanie przy stole. W święta najważniejsze jest dla nas to, żeby być razem. Elementem tego jest wspólne czytanie Ewangelii i właśnie kolędowanie.

Traktujesz kolędy jako formę przekazu Ewangelii?

Samo określenie „kolęda” jest stosunkowo nowe. Podczas „Betlejem w Polsce” sięgamy do utworów z różnych wieków, pochodzących z różnych tradycji chrześcijańskich. Są to często utwory znacznie starsze od tego, co nazywamy kolędami. Dla mnie w ogóle muzyka jest formą komunikacji i daje możliwość opowiadania ważnych historii. Również historii zbawienia, której ostatni akt rozpoczął się w noc narodzenia Pańskiego. Hymny bożonarodzeniowe, kolędy oraz współczesne piosenki jak najbardziej dają możliwość wyśpiewania Dobrej Nowiny.

Polacy mogą poszczycić się dużą liczbą rodzimych kolęd i pastorałek. Czy wyróżniają się one jakoś na tle podobnych pieśni innych narodów?

W Polsce rzeczywiście tradycja kolędnicza jest bardzo bogata. Myślę, że jest to zbiór około 500 utworów. Polskie kolędy są szczególne – nie tylko ze względu na to, że wiele z nich zawiera elementy charakterystyczne dla muzyki danego regionu. Część z tych kolęd – szczególnie te XIX-wieczne, pisane w czasie zaborów – jest związana z ważnymi momentami historii naszego narodu. I mimo że tak wiele poznaję muzycznych tradycji narodów ościennych, nadal uważam, że polskie kolędy są najpiękniejsze.

Masz jakieś ulubione?

Dla mnie najważniejsza jest „Pieśń o narodzeniu Pańskim” ze słowami Franciszka Karpińskiego, czyli kolęda „Bóg się rodzi”, której melodia prawdopodobnie była niegdyś polonezem koronacyjnym królów polskich. Ale ważne są dla mnie również pieśni znacznie nowsze, jak np. napisana w latach 30. XX wieku przez dwóch jezuitów kolęda „Nie było miejsca dla Ciebie”, po raz pierwszy wyśpiewana w Wigilię 1939 r. podczas Mszy z udziałem licealistów małej nowosądeckiej szkoły.

Podczas kolejnych edycji „Betlejem w Polsce” wydobywacie nieznane kolędy z różnych stron świata. Co odkryłeś przy tej okazji?

Im dalej w las, tym więcej zachwytu. Gdy byłem odpowiedzialny za scenariusz i reżyserię koncertu „Betlejem w Polsce” po raz pierwszy, wydawało mi się, że odkryłem tak wiele, że już nic więcej nie wykopię. Okazuje się jednak, że końca nie widać. Zabytki kultury muzycznej, którym mam okazję się przypatrywać, powstały w różnych tradycjach muzycznych i narodowych. Pochodzą z różnych regionów świata, często z krain historycznych, których dzisiaj już nie ma na mapie. Hymny o narodzeniu Pańskim autorstwa Efrema Syryjczyka, z IV wieku, poruszają mnie chyba obecnie najbardziej.

Tegoroczna edycja „Betlejem w Polsce” nosi podtytuł „Głośna noc”. Dlaczego?

Obiektywnie rzecz biorąc, noc narodzin Chrystusa nie była cicha. Był to okres, w którym dekretem okupanta rzymskiego zarządzono spis ludności. Do Betlejem przyjechali więc wszyscy pochodzący z tamtego regionu. Musiała być wielka krzątanina, miasto pękało w szwach. Gdzieś nieopodal, w stajni, słychać było płacz nowo narodzonego dziecka. Do tego śpiew aniołów na pastwiskach, przestrach pasterzy i zawierucha z tym związana. Była to też głośna noc przede wszystkim dlatego, że choć Chrystus narodził się w wielkiej pokorze, bez nagłośnienia, splendoru i chwały, to echa wydarzeń tej historii zbawienia brzmią do dziś na wszystkich krańcach świata – niesione przemienionymi sercami ludzi, którzy doświadczyli radości ocalenia. „Głośna noc” – także dlatego, że od tamtej pory nic już nie było takie samo. To był przełom w dziejach ludzkości.

Zapowiadacie, że w tym roku będzie trochę inaczej niż w poprzednich latach. Na czym ta inność ma polegać?

Staramy się opowiadać tę ważną historię sprzed dwóch tysięcy lat ciągle na nowo. Myślę, że to jest przywilej tworzenia: że to, co jest, staramy się opisywać w nowy sposób, szukać dla zbawczych wydarzeń nowego światła. W tym roku, chociaż w dalszym ciągu śpiewamy najpiękniejsze kolędy z różnych stron świata, pojawi się więcej współczesnych kolęd bądź pieśni, które nawiązują do zdarzeń „głośnej nocy” przez pryzmat bardziej osobistego doświadczenia. Dlatego nasze brzmienie nieco się zmieniło. W zeszłym roku na scenie byli obecni reprezentanci siedmiu różnych narodowości. Pojawiło się bardzo dużo muzyki etnicznej, akustycznej. W tym roku brzmimy znacznie głośniej, dynamiczniej. Jest to brzmienie jak najbardziej nowoczesne, popowo-rockowe.

Wśród wielu znakomitych artystów są też osoby kojarzące się z ostrą muzyką rockową, jak Robert Friedrich „Litza” czy Marek Piekarczyk…

Tak, „Betlejem w Polsce” jest płaszczyzną spotkania artystów o ogromnej wrażliwości, którzy pochodzą z różnorodnych światów muzycznych i w ciągu roku nie spotykają się na deskach żadnych festiwali. W tym roku mamy kilkunastu wspaniałych solistów, a także równie wspaniały zespół instrumentalistów pod kierownictwem Jana Smoczyńskiego, autora aranżacji muzycznych do widowiska „Głośna noc”.

Czy pojawią się też utwory napisane przez artystów, którzy występują na scenie?

Pojawi się dużo współczesnych utworów, w tym również te, które zostały napisane specjalnie na ten wieczór. Między innymi Skubas stworzył swoją autorską piosenkę, której pierwsze wykonanie nastąpi podczas tej trasy. Także piosenka zapowiadająca całą trasę, „Głośna noc”, jest dowodem na to, że można o sensie świąt pisać we współczesny sposób.

Czy dzięki tym nowym utworom możemy dotknąć tego, co wydarzyło się dwa tysiące lat temu?

Zdecydowanie tak. To przywilej i zaszczyt dla artysty, że mając za sobą życie tętniące w wielu muzycznych tradycjach, stara się nie tylko na nowo te dzieła interpretować, ale również tworzyć własne utwory, współczesne kolędy. Jeśli artysta doświadcza osobiście radości ze zbawienia, które przyniósł Chrystus, to ciągle ma o czym pisać i o czym śpiewać. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Szymon Babuchowski

Kierownik działu „Kultura”

Doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa. Przez cztery lata pracował jako nauczyciel języka polskiego, w „Gościu” jest od 2004 roku. Poeta, autor pięciu tomów wierszy. Dwa ostatnie były nominowane do Orfeusza – Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego, a „Jak daleko” został dodatkowo uhonorowany Orfeuszem Czytelników. Laureat Nagrody Fundacji im. ks. Janusza St. Pasierba, stypendysta Fundacji Grazella im. Anny Siemieńskiej. Tłumaczony na język hiszpański, francuski, serbski, chorwacki, czarnogórski, czeski i słoweński. W latach 2008-2016 prowadził dział poetycki w magazynie „44/ Czterdzieści i Cztery”. Wraz z zespołem Dobre Ludzie nagrał płyty: Łagodne przejście (2015) i Dalej (2019). Jest też pomysłodawcą i współautorem zbioru reportaży z Ameryki Południowej „Kościół na końcu świata” oraz autorem wywiadu rzeki z Natalią Niemen „Niebo będzie później”. Jego wiersze i teksty śpiewają m.in. Natalia Niemen i Stanisław Soyka.

Kontakt:
szymon.babuchowski@gosc.pl
Więcej artykułów Szymona Babuchowskiego

 

Zobacz także