Nowy numer 04/2020 Archiwum

Radocha na maksa

Cierpiący na dystrofię mięśniową Maksymilian otrzymał dostosowany do swoich potrzeb elektryczny bolid. Ten prezent był spełnieniem jego największego marzenia.

Prowadziło się bardzo łatwo, wystarczyło użyć joysticka. Czułem się świetnie, nie wiem, jak to opisać, to niesamowita radość! – mówi Maks, dzieląc się wrażeniami z pierwszej jazdy, która odbyła się 6 grudnia. Pojazd waży 110 kg, ma twarde zawieszenie, a jego aerodynamiczny kształt przypomina samochody biorące udział w wyścigach Formuły 1 w latach 60. XX w. Do przyśpieszania, hamowania oraz skręcania wystarczą płynne ruchy nadgarstkiem. Nogi kierowcy nie biorą udziału w prowadzeniu pojazdu. Skonstruowanie bolidu było możliwe dzięki dwuletniej pracy studentów Politechniki Warszawskiej.

Z trybun na tor

Maksymilian od najmłodszych lat interesował się sportami motorowymi. To zasługa jego kuzynów: jeden z nich jeździ na motorze, a drugi gokartem. Do tej pory ulubionym zajęciem 10-latka było kibicowanie kuzynom podczas zawodów, w których brali udział. Z rodzicami zasiadał na trybunach i z zapartym tchem śledził przebieg wyścigów. – To dawało mu wiele radości, ale był zawiedziony faktem, że sam może być jedynie biernym obserwatorem zmagań. Od zawsze marzył, aby chociaż na chwilę wsiąść do jakiegoś pojazdu i pojeździć po torze – mówi Elwira Młodawska, mama chłopca.

Namiastkę jazdy samochodem dawał Maksowi służący do codziennego poruszania się po mieście wózek elektryczny. Podczas wakacji nad morzem chłopak prosił rodziców, aby zabrali go na nieczynny tor gokartowy i pozwolili chwilę pojeździć. Wydawało się, że o czymś więcej może jedynie pomarzyć. Wszystko zmieniło się dwa lata temu. Wówczas Maksymilian wybrał się z tatą na piknik naukowy zorganizowany na Stadionie Narodowym. Podczas zwiedzania ekspozycji jego uwagę przykuło stoisko studentów Politechniki Warszawskiej, którzy prezentowali rezultaty swojej wielomiesięcznej pracy: elektryczny gokart. – Podeszliśmy do nich i zaczęliśmy rozmowę. Maks zapytał, czy byłaby szansa zaprojektowania podobnego pojazdu, który umożliwiłby mu samodzielną jazdę. Studenci bardzo życzliwie odnieśli się do tego pomysłu – wspomina Michał Młodawski, tata chłopca.

e-MaksPower

– Kiedy nawiązaliśmy kontakt z rodzicami Maksymiliana, zobaczyliśmy, że mają w sobie dużo entuzjazmu i bardzo zależy im na tym, aby ich syn miał szczęśliwe życie. To nas zmotywowało do podjęcia konkretnych działań zmierzających do skonstruowania bolidu – mówi Łukasz Krawczuk vel Walczuk, kierownik projektu e-MaksPower. W przedsięwzięcie zaangażowali się członkowie Studenckiego Koła Aerodynamiki Pojazdów, ADek Koła Naukowego, Koła Naukowego Robotyków oraz Międzywydziałowego Koła Naukowego Smart City. Studenci otrzymali do dyspozycji zaplecze Politechniki Warszawskiej: laboratoria, warsztat i przestrzeń potrzebną do testowania pojazdu. Problemem był jednak brak pieniędzy. – Założyliśmy, że przez portal Polakpotrafi.pl zbierzemy potrzebne 80 tys. zł, a zgromadziliśmy tylko ok. 20–30 proc. tej kwoty. Na szczęście resztę udało nam się pozyskać od prywatnych sponsorów – tłumaczy Łukasz Krawczuk vel Walczuk.

Rozpoczynając prace nad pojazdem, studenci przystąpili do badań antropometrycznych i funkcyjnych Maksymiliana. Sprawdzili, czy przyszły kierowca jest spostrzegawczy i czy ma wystarczająco dobrą orientację w terenie. Przyglądali się pracy jego nadgarstka i szukali najwygodniejszej pozycji do obsługiwania maszyny. Później pracowali m.in. nad zawieszeniem, układem napędowym, systemem sterowania. Designem pojazdu zajął się jedyny członek zespołu spoza PW – Rafał Tomczak, student ASP. Po wyprodukowaniu wszystkich komponentów bolid został złożony i poddany testom.

Pilot bezpieczeństwa

Maksymalna prędkość pojazdu wynosi 80 km/h. Ze względów bezpieczeństwa zostanie jednak ograniczona do 25 km/h. Aby cieszyć się z około dwugodzinnej jazdy, młody kierowca będzie musiał pamiętać o ładowaniu baterii. Konstruktorzy zadbali o to, aby można było ją łatwo wyjąć z auta i umieścić w ładowarce podłączonej do zwykłego gniazdka. Ładowanie trwa ok. 4 godzin.

Auto nie ma homologacji pozwalającej na poruszanie się nim po otwartych drogach. Maks będzie mógł z niego korzystać tylko na torach wyścigowych. – Myślimy m.in. o Bemowie i Modlinie. Być może udałoby się nawet zorganizować tam przejazdy pokazowe? Na razie bolid musi zostać dostosowany do potrzeb Maksymiliana. Najważniejsze jest bezpieczeństwo – mówi Michał Młodawski.

Pojazd został już oficjalnie przekazany dziesięciolatkowi, ale na jakiś czas powrócił na Politechnikę Warszawską. Ekipa e-MaksPower pracuje jeszcze m.in. nad systemem pozwalającym na zdalne sterowanie przy użyciu pilota. Chodzi o to, aby w nagłych wypadkach rodzice Maksa mogli przejąć kontrolę nad bolidem. – Nasz syn świetnie sobie radzi z prowadzeniem pojazdu i mamy nadzieję, że nic złego się nie wydarzy. Lepiej jednak być przygotowanym na różne scenariusze – dodaje Michał Młodawski.

Było warto

– To jedyna taka konstrukcja na świecie. Żaden inny pojazd typu bolid, przeznaczony do ścigania się, nie jest sterowany joystickiem i dostosowany do potrzeb osób z ograniczonym zakresem ruchu – zapewnia Łukasz Krawczuk vel Walczuk. I dodaje, że stworzone przy okazji pracy nad maszyną algorytmy mogłyby zostać wykorzystane w innych pojazdach dla osób niepełnosprawnych. Od zwykłych wózków inwalidzkich różniłaby je m.in. możliwość wjeżdżania po schodach i pokonywania innych barier architektonicznych. – Na świecie takie pojazdy już istnieją, my moglibyśmy zaprojektować własny model – mówi kierownik projektu e-MaksPower.

Czy to realne? Studenci mogliby rozpocząć prace nad takim pojazdem, ale wprowadzenie go do seryjnej produkcji byłoby niezwykle trudne. – Tego typu przedsięwzięcia są bardzo kapitałochłonne. Potrzebowalibyśmy kwoty znacznie wyższej niż ta, którą przeznaczyliśmy na zaprojektowanie bolidu dla Maksa – wyjaśnia Łukasz Krawczuk vel Walczuk. Podkreśla, że członkowie jego zespołu poświęcili wiele wolnego czasu na pracę nad projektem e-MaksPower. Kiedy zobaczyli, jak wielką radość sprawili w ten sposób Maksymilianowi, nie mieli wątpliwości, że było warto. – Podczas pierwszej jazdy Maks był bardzo szczęśliwy, a nas rozpierała duma. Cieszymy się, że mogliśmy pomóc chłopcu, który ma w życiu trochę bardziej pod górkę niż inni – mówi Łukasz Krawczuk vel Walczuk. Radość rodziców była jeszcze większa. – Uwierzyłam, że marzenia naprawdę się spełniają – podsumowuje Elwira Młodawska.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama