Nowy numer 42/2020 Archiwum

Radocha na maksa

Cierpiący na dystrofię mięśniową Maksymilian otrzymał dostosowany do swoich potrzeb elektryczny bolid. Ten prezent był spełnieniem jego największego marzenia.

Prowadziło się bardzo łatwo, wystarczyło użyć joysticka. Czułem się świetnie, nie wiem, jak to opisać, to niesamowita radość! – mówi Maks, dzieląc się wrażeniami z pierwszej jazdy, która odbyła się 6 grudnia. Pojazd waży 110 kg, ma twarde zawieszenie, a jego aerodynamiczny kształt przypomina samochody biorące udział w wyścigach Formuły 1 w latach 60. XX w. Do przyśpieszania, hamowania oraz skręcania wystarczą płynne ruchy nadgarstkiem. Nogi kierowcy nie biorą udziału w prowadzeniu pojazdu. Skonstruowanie bolidu było możliwe dzięki dwuletniej pracy studentów Politechniki Warszawskiej.

Z trybun na tor

Maksymilian od najmłodszych lat interesował się sportami motorowymi. To zasługa jego kuzynów: jeden z nich jeździ na motorze, a drugi gokartem. Do tej pory ulubionym zajęciem 10-latka było kibicowanie kuzynom podczas zawodów, w których brali udział. Z rodzicami zasiadał na trybunach i z zapartym tchem śledził przebieg wyścigów. – To dawało mu wiele radości, ale był zawiedziony faktem, że sam może być jedynie biernym obserwatorem zmagań. Od zawsze marzył, aby chociaż na chwilę wsiąść do jakiegoś pojazdu i pojeździć po torze – mówi Elwira Młodawska, mama chłopca.

Namiastkę jazdy samochodem dawał Maksowi służący do codziennego poruszania się po mieście wózek elektryczny. Podczas wakacji nad morzem chłopak prosił rodziców, aby zabrali go na nieczynny tor gokartowy i pozwolili chwilę pojeździć. Wydawało się, że o czymś więcej może jedynie pomarzyć. Wszystko zmieniło się dwa lata temu. Wówczas Maksymilian wybrał się z tatą na piknik naukowy zorganizowany na Stadionie Narodowym. Podczas zwiedzania ekspozycji jego uwagę przykuło stoisko studentów Politechniki Warszawskiej, którzy prezentowali rezultaty swojej wielomiesięcznej pracy: elektryczny gokart. – Podeszliśmy do nich i zaczęliśmy rozmowę. Maks zapytał, czy byłaby szansa zaprojektowania podobnego pojazdu, który umożliwiłby mu samodzielną jazdę. Studenci bardzo życzliwie odnieśli się do tego pomysłu – wspomina Michał Młodawski, tata chłopca.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama