Nowy numer 44/2020 Archiwum

Mapa księżyca

To miejsce wyjątkowe. Jedyny księżyc w naszym układzie, który ma atmosferę. Jedyny ze zbiornikami płynnej substancji. Są na nim rzeki, jeziora i wyspy. Z jednej strony bardzo podobny do Ziemi, z drugiej – trudno znaleźć glob bardziej od naszego różny. Właśnie wykonano całościową i dokładną mapę Tytana.

Tytan to największy z księżyców Saturna.Jest niesamowity, ma atmosferę! A wydawałoby się, że mogą ją posiadać tylko planety. Co więcej, na Tytanie można by było pływać. No, może nie wpław (temperatury w granicach minus 200 st. C oraz silna radiacja), ale na jakimś rodzaju żaglówki, bo występują tam rzeki i jeziora. A na ich powierzchni – fale. I choć są tam wiatry, chmury, z których pada deszcz, i pory roku, nie ma czym oddychać. Atmosfera składa się z azotu z niewielką ilością argonu, metanu, etanu i acetylenu. Tam nie ma tlenu. Ani trochę. Zresztą gdyby był, z płynnym metanem i etanem, które wypełniają zbiorniki i rzeki, dałby mieszankę wybuchową.

Morza i góry

Na Tytanie udało się wylądować w 2005 roku sondzie Huygens, która należała do misji Cassini. Lądownik przesłał z powierzchni księżyca pokaźną liczbę zdjęć. Tytan był badany nie tylko z powierzchni, ale także z orbity. Cassini przeleciał nad nim ponad 100 razy. Fotografując, mierząc i skanując falami radarowymi. Teraz astronomowie postanowili zebrać wszystkie te dane, a także wcześniejsze, i na ich podstawie stworzyć mapę księżyca. Podobną do tych, które pokazują rozmieszczenie gór, rzek, wysp i pustyń na powierzchni Ziemi. Z zaprezentowanej zaledwie kilkanaście dni temu mapy wynika, że dwie trzecie powierzchni to równiny. 15 proc. powierzchni stanowią góry i pagórki. 18 proc. to wydmy. Największy zbiornik płynnego metanu – Kraken Mare – ma wielkość Morza Kaspijskiego, na którego powierzchni widać zresztą wyspy i całe atole. Dzięki zdjęciom sondy Cassini odkryto rzekę do złudzenia przypominającą płynący w Afryce Nil. Dolina rzeczna miała 400 km długości (Nil mierzy ponad 6500 km) i ma ujście w morzu Ligeia Mare. Ale wszystkie zbiorniki, rzeki i jeziora zajmują zaledwie 2 proc. powierzchni księżyca. Na Ziemi jeziora, rzeki, morza i oceany zajmują prawie 80 proc. powierzchni.

Ważka

To, co zastanowiło badaczy, to fakt, że na Tytanie nie widać kraterów uderzeniowych. Tłumaczone jest to tym, że cokolwiek zmierza w kierunku powierzchni tego księżyca, jest – jak odkurzaczem – ściągane przez grawitację ogromnego Saturna. Gazowe giganty tak właśnie działają. Im jakiś glob jest bliżej nich, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że coś padnie na jego powierzchnię. Ale jest i drugi powód. Atmosfera, wiatry i zmiany warunków pogodowych powodują, że skały ulegają erozji. To zaś oznacza, że powierzchnia księżyca jest bardzo skutecznie odmładzana.

Dokładna mapa Tytana, wraz z rozpoznaniem rodzaju gruntu, jest niezbędna dla przyszłych misji na ten księżyc. Ten glob jest tak fascynujący, że NASA już zaplanowała na niego wyjątkowo oryginalną misję. Ma nosić nazwę Dragonfly, czyli Ważka, ma wyruszyć z Ziemi w 2026 roku i po 8 latach lotu, w 2034 roku, dotrzeć na jego powierzchnię. Odległość Ziemia–Tytan wynosi w najlepszym wypadku 1,4 mld km. To 10 razy więcej, niż wynosi odległość pomiędzy Ziemią a Słońcem.

Poruszanie się po powierzchni Tytana jest nieporównywalnie trudniejsze niż na przykład po powierzchni Księżyca czy Marsa. To kwestia np. bardzo niskiej temperatury, ale także tego, że miejscami powierzchnia tego księżyca jest bardzo miękka. Może to zaspy metanowego śniegu, a może tereny podmokłe. To jednak nie oznacza, że tego miejsca nie da się dokładnie zbadać. Trzeba tylko zrobić to inaczej niż w przypadku Czerwonej Planety. Tytan ma gęstą atmosferę, a to znaczy, że mogą w niej latać drony. I takim właśnie dronem będzie wspomniana Ważka. Jej energia będzie pochodziła z baterii izotopowej, dzięki czemu urządzenie będzie mogło latać z miejsca na miejsce.

Jeżeli plany NASA nie ulegną zmianie, Ważka będzie miała 8 rotorów, czyli śmigiełek. Tytan jest małym globem, czyli źródłem mniejszej siły grawitacji. A to znaczy, że do utrzymania drona „w powietrzu” potrzeba dużo mniej energii niż na Ziemi. Dzięki temu Ważka będzie mogła być dużo większa niż drony latające nad Ziemią, będzie miała wielkość marsjańskiego łazika. Ważka będzie lądowała co kilka kilometrów (od 5 do 8 km), po to by źródło energii zdążyło naładować akumulatory. W czasie każdego z takich postojów urządzenia pomiarowe będą zbierały dane i wysyłały je wraz z lokalizacją do orbitera. Ten będzie przekazywał je na Ziemię. Misja ma potrwać 3 lata. W tym czasie Ważka może pokonać nawet 200 km. Czy to nie brzmi jak science fiction? •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się