Nowy numer 03/2020 Archiwum

Niech się stanie

Im większe rzeczy się dzieją, tym większe przeciwności im towarzyszą. Chcesz wtedy uciekać – a masz zaufać i czekać.

To chyba był zwykły dzień. Ludzie robili to, co zawsze, i pewnie nikt nie zauważył niczego szczególnego. Nawet sąsiedzi w Nazarecie nie mieli pojęcia, że w jednym z domów toczy się rozmowa, od której zależą losy świata.

„Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus” – mówi archanioł.

Nie bój się? Czego miałaby się bać? To samo pytanie można by zadać w każdym przypadku, gdy ludzie dowiadują się, że będą mieli potomstwo. Każde poczęte dziecko oznacza Bożą łaskę. Każde. Nad każdą matką, w której powstaje nowe życie, brzmią słowa: „Znalazłaś łaskę u Boga”. Niezależnie od okoliczności, w jakich doszło do poczęcia, niezależnie od stanu zdrowia poczętego dziecka i od sytuacji życiowej matki – jest łaska. I jest… lęk. Nawet gdy dziecko jest oczekiwane i wytęsknione, jest obawa. Czasem wręcz strach, który rodzi się dużo wcześniej, niż rodzi się dziecko. Pojawiają się wizje problemów bytowych, komplikacji zdrowotnych – własnych i dziecka, kłopotów z pracą, załamania planów życiowych. Wszystkie te strachy wielokrotnieją, gdy dziecko jest nieplanowane – wzmaga się presja „życzliwych”, zawsze gotowych podpowiedzieć „załatwienie sprawy”.

Trzeba wtedy kogoś, kto jak anioł powie: „Nie bój się – znalazłaś łaskę u Boga”. Każdy, kto doświadcza łaski, potrzebuje to usłyszeć. Bo to wcale nie jest tak, że człowiek na stojące u drzwi szczęście zawsze reaguje entuzjazmem. Ono mu się nieraz jawi jako nieszczęście i zanim powie „niech mi się stanie”, często zwala się na niego góra niepokoju. Widzi tysiące przeszkód, wyobraźnia podsuwa mu kalkulację strat, jakie poniesie, gdy pójdzie za Bożym wezwaniem.

„Ależ ja się namęczyłem w nocy przed święceniami. Coś mi mówiło, że nie dam rady, że głupio robię” – wspomina ks. Stanisław, bardzo dobry kapłan. Dziś, po latach, śmieje się z tego. Żaden z tamtych strachów się nie ziścił. Przeciwnie – najlepiej idzie mu w tym, czego się bał.

To jest doświadczenie wielu ludzi, którzy wyruszają w nieznane, wiedząc jedynie, że Bóg ich tam pociąga. A skoro Bóg gdzieś prowadzi, nie może to być złe. Ba! To jest zawsze najlepsze. Tyle tylko, że Bóg nigdy nie prowadzi w sposób przewidywalny. Zawsze jest niepewność, lęk, chodzenie po krawędzi – zawsze jest konieczność zaufania.

Bo uwierzyła

Tylko ktoś naiwny mógłby sądzić, że Maryja miała łatwo. Owszem, była wolna od skazy grzechu, owszem, widziała anioła, ale była to łaska na miarę daru. Dar zaś był tak olbrzymi, że nikt, kto nie byłby specjalnie wyposażony, nie zdołałby go podjąć.

„Witaj – bo dźwigasz Tego, co wszystkie dźwiga rzeczy” – brzmią słowa bizantyjskiego Akatystu ku czci Bogurodzicy. Jak unieść takie szczęście? Jak je ogarnąć wyobraźnią?

Nie da się. Ale też Maryja nie próbowała „ogarniać”. Maryja zaufała, bo uwierzyła – i uwierzyła, bo zaufała. Potwierdzi to w proroczym uniesieniu krewna Maryi, Elżbieta.

„Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana” – usłyszy Matka Jezusa.

„Któraś uwierzyła” – to jest błogosławieństwo dla Maryi. Nie to, że zobaczyła cuda, i nawet nie to, że jest wolna od grzechu pierworodnego. Rajska Ewa na początku też była, a i większe rzeczy widziała niż objawiającego się ukradkiem anioła, a jednak nie uwierzyła. Dała posłuch sugestii, że Bóg coś ukrywa i że nie chce się podzielić jakimś dobrem. Pozwoliła sobie wsączyć myśl, że człowiek może Bogu coś wykraść i stać się jak On.

Nic z tej postawy nie ma w Maryi. Jej „niech Mi się stanie według słowa twego” nie zawiera wiedzy, jak Bóg poradzi sobie z trudnościami, które musiały się pojawić. Co ma powiedzieć Józefowi, gdy ten dowie się, że jego żona spodziewa się dziecka, a nie jest to jego dziecko? Że z Ducha Świętego? Jak w coś takiego mógłby ktokolwiek uwierzyć? A skoro mąż nie mógłby uwierzyć, to zachodziła obawa, że oskarży żonę o zdradę. To zaś według prawa musiałoby się skończyć ukamienowaniem. Przekładając to na współczesny język: „Ta ciąża zagrażała życiu i zdrowiu matki”.

Jak wybrnąć z takiej sytuacji? Co zrobić?

Tu już nie ma miejsca na kalkulację. Tu jest miejsce na zaufanie. Maryja nie wie jak, ale wie, że skoro Bóg zaczął, to dokończy. I czeka, po prostu czeka, pewna, że choćby się ziemia waliła, słowo Boga nie zawiedzie. W czekaniu Maryi tkwi siła matek, które znalazły się w stanie błogosławionym i choć wszystko wokół nich krzyczy, że to żadne błogosławieństwo, one wykluczają inne rozwiązanie niż szczęśliwe rozwiązanie. W cierpliwości i spokoju Matki Bożej znajdują umocnienie ci wszyscy, którzy nie widzą wyjścia, a wiedzą, że jakoś wyjść trzeba. Ci doświadczają tej prawdy, którą sformułowała św. Teresa Wielka w zdaniu: „Bóg sam wystarczy”.

Bo wystarczy. Mimo strasznych wizji, pomimo okropnych prognoz nie stanie się nic, co zaprzeczyłoby dobroci Boga. „Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego” – mówi świetlisty posłaniec Maryi, a są to słowa dla każdego. Kto zaufa i przeczeka czas burzy, wejdzie w olśniewającą jasność. Wtedy się okaże, że czas spędzony na dnie ciemnej doliny jest bardziej owocny niż wszystko, co człowiek zrobił w czasie beztroski i braku utrapień.

Tak właśnie było z Maryją. Gdy cierpliwie czekała na interwencję Boga, nigdy Bóg nie był tak blisko Niej jak wtedy – bo był w Niej. Choć wokół Maryi zbierały się ciemne chmury, Jezus wzrastał i rozwijał się w Jej łonie. Gdy przyszedł czas, Bóg sam rozplątał wszystkie węzły – i nastała radość.

Niczego nie stracisz

Gdy Maryja mówiła Bogu „tak”, ludzie nie trzęśli się nad możliwością posiadania potomstwa. Kto zawierał małżeństwo, z reguły po prostu otwierał się na dzieci. Im więcej ich było, tym lepiej. „Oto synowie są darem Pana, a owoc łona nagrodą” – mówi psalmista. Skoro Bóg jest dawcą daru, to On też decyduje o tym, jaki to dar.

Darem Maryi było nadzwyczajne macierzyństwo, a jednocześnie… dziewictwo. Ludzkie pojęcie tego nie obejmuje, ale to nie jest na ludzkie pojęcie.

„Bóg wam niczego nie zabierze” – mówił Benedykt XVI do młodych, zachęcając ich do przyjęcia woli Bożej. Czy nie jest tak? Bo choć wydaje się, że tym, którzy idą za Nim, zabiera wszystko, to jednak po czasie okazuje się, że jest zupełnie inaczej. Niczego nie stracili, a przeciwnie – wielokrotnie zyskali. Dom, którego się wyrzekli, zamienia się w możliwość mieszkania wszędzie, rodzina, z której zrezygnowali, rozmnaża się w setki braci i sióstr, a do tego dochodzą radość i swoboda ducha wraz z obietnicą wiecznego zbawienia.

To trudne do przyjęcia dla dzieci cywilizacji prawa do wszystkiego, a szczególnie „prawa do szczęścia”, rozumianego jako możliwość spełniania wszelkich zachcianek. Mieszczą się w tym również dzieci. Gdy są „chciane”, przyjmuje się je (o ile nie okażą się „wadliwe”). Gdy są „niechciane”, odrzuca się je, tak jakby chcenie lub niechcenie zmieniało coś w samych dzieciach. To owoce rozbuchanego kultu planowania, który nie przyjmuje niespodzianek. Tymczasem właśnie niespodzianka jest istotą strategii Boga, który zawsze zaskakuje człowieka. Nigdy nie spełnia oczekiwań tak, jak to sobie ludzie wyobrażają. Zawsze daje dużo lepiej i dużo więcej, ale właśnie dlatego człowiek musi zaufać. Bez tego nie pokona bariery własnych płaskich planów i nie wyjdzie poza strefę zbyt małych oczekiwań.

„Bóg przygotowuje dom dla opuszczonych, a jeńców prowadzi ku pomyślności; na ziemi zeschłej zostają tylko oporni” – czytamy w Psalmie 68. Oporni to ci, którzy nie ufają. To ci, którzy pozostają przy swoim projekcie. To ludzie, którzy nie ryzykują opuszczenia strefy, w której czują się bezpiecznie, niczym dzieci, które postanowiły pozostać w łonie matki. W efekcie pozostają jałowi i bezpłodni w swoich nędznych chatynkach. Żyją sami dla siebie, być może nikomu nie wadząc, ale też nikomu nie służąc.

Program dla każdego

Maryja zaufała słowu Boga, a nie swoim planom. Przyjęła więc „dziecko nieplanowane”, które okazało się kimś daleko większym, niż mogłaby wywnioskować nawet z zapowiedzi archanioła. Mogła przypuszczać, że zostanie matką Mesjasza, ale czy mogła pomyśleć, że ten Mesjasz to sam Bóg? Ale też nie musiała tego wiedzieć. Z miłością i zaufaniem przyjęła łaskę, a resztą zajął się Dawca łaski.

Zaufanie to program dla każdego, bo żeby wejść w jasność, najpierw trzeba przejść przez ciemność.•

Adwentowy drogowskaz kard. Stefana Wyszyńskiego

Jednorodzony Syn Ojca zapożyczył się na tej ziemi w ciało i krew u ubożuchnego Dziewczęcia. Dzięki temu zapożyczeniu stał się nam Jezus tak bliski i zrozumiały, że wiemy, iż nas rozumie, albowiem sam boleści nasze nosił i cierpienia ludzkie znał. Wie, co to jest męka, zmęczenie, trud, co to głód i pragnienie. Zna najrozmaitsze stany ludzkie, które niekiedy prawdziwie nas doświadczają… We wszystkim nam podobny, prócz grzechu. Jakże miłą jest rzeczą wiedzieć, że po naszej ziemi chodził Bóg, że nie zostawił nas sierotami… Boże Narodzenie jest otuchą dla udręczonych ludzi. Jest przypomnieniem, że ziemia Bogu nie jest obojętna, że Bóg jest dla niej Ojcem, że nas uważa za dzieci swoje, że miłość Go przynagla, aby nam dać swojego Syna, a naszego Brata. Warszawa, 28 grudnia 1961

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama