Nowy numer 03/2020 Archiwum

Nobel Nieznanemu Bogu

W pytaniach Olgi Tokarczuk usłyszałem wszystkie tęsknoty, jakie nosi w sobie człowiek szczerze szukający prawdy dobra i piękna. Te same, które mieli Ateńczycy, gdy budowali ołtarz poświęcony „Nieznanemu Bogu”.

To nic, że już trochę „po ptokach”, że parę dni od mowy noblowskiej minęło, a i wczorajsza uroczystość w Sztokholmie powoli schodzi z czołówek internetowych portali. Olga Tokarczuk zostawiła nam przecież coś, czego nie da się – i nie można – zamknąć w newsowym myśleniu o świecie i „gorących” komentarzach. Przeciwnie, to coś, co rezonuje z czasem, zwłaszcza gdy przeczyta się na spokojnie w całości, a nie tylko fragmentami. Bo też o całościową wizję świata, a nie jego fragmentaryczność, chodzi autorce w sobotnim wystąpieniu.

Abstrahuję w tym miejscu od parapolitycznych, publicystycznych, czasem niesprawiedliwych i zwyczajnie słabych wypowiedzi Tokarczuk, jakie zdarzają się w jej wywiadach czy innych publicznych wypowiedziach. Nie chcę też zajmować się jej twórczością i oceną wartości poszczególnych powieści – zrobili to już na różne sposoby i w wielu miejscach znający się dobrze na rzeczy autorzy.

W tym miejscu chodzi mi o coś zupełnie innego, a co jest samą, jak sądzę, istotą tego, o czym mówiła Tokarczuk w Sztokholmie: nie daje mi spokoju – w pozytywnym sensie – niesamowity ładunek tęsknoty za pełnią, jaka wybrzmiewa w jej mowie noblowskiej. Ja wiem, że niektórym najłatwiej przychodzi wskazywać „pustkę” w wielkich pytaniach o to, na co odpowiedzi dało już Objawienie; że łatwo sprowadzić literackie szukanie „czułego narratora” i scalającego wszystko „uniwersum całości” do tworzenia nowej mitologii, wręcz nowej neopogańskiej religii. Ja jednak widzę w tym – a obraz ten narzuca się wręcz nachalnie od soboty – przebłyski tego, co autor Dziejów Apostolskich opisał jako ołtarz poświęcony „Nieznanemu Bogu”. Można odwrócić się na pięcie, widząc taki „nieokreślony”, „mityczny” ołtarzyk, można z poczuciem wyższości rzucić coś o tym, że to jakieś literackie neopogańskie figury retoryczne. A można też zrobić to, co zrobił św. Paweł – uchwycić się tego zalążka wiary, jakim jest czyjaś tęsknota, pragnienie, poszukiwanie prawdy, dobra i piękna: „»Mężowie ateńscy – przemówił Paweł stanąwszy w środku Areopagu – widzę, że jesteście pod każdym względem bardzo religijni. Przechodząc bowiem i oglądając wasze świętości jedną po drugiej, znalazłem też ołtarz z napisem: "Nieznanemu Bogu". Ja wam głoszę to, co czcicie, nie znając”. I po tym zaczyna głosić im prawdę o Bogu Jedynym, który najpełniej objawił się w Jezusie Chrystusie.

Gdzie w mowie noblowskiej Olgi Tokarczuk znalazłem owe ołtarze poświęcone „Nieznanemu Bogu”? Tylko parę fragmentów:

  • „Kiedy ją potem pytałam o ten smutek [mowa o matce ze zdjęcia – J.Dz] – a robiłam to wiele razy, żeby zawsze usłyszeć to samo – mama odpowiadała, że jest smutna, bo jeszcze się nie urodziłam, a ona już do mnie tęskni. – Jak możesz do mnie tęsknić, skoro mnie jeszcze nie ma? – pytałam. Wiedziałam już, że tęskni się za kimś, kogo się utraciło, że tęsknota jest efektem straty. – Ale może też być odwrotnie – odpowiadała. – Jeżeli się do kogoś tęskni, to on już jest. Ta krótka wymiana zdań (…) wyniosła moje istnienie poza zwyczajną materialność świata i przypadkowość, poza przyczynę i skutek oraz prawa prawdopodobieństwa. Umieściła je niejako poza czasem, w słodkim pobliżu wieczności. Zrozumiałam moim dziecięcym umysłem, że jest mnie więcej niż sobie do tej pory wyobrażałam. I nawet, jeżeli powiem: »Jestem nieobecna«, to i tak na pierwszym miejscu znajduje się: »Jestem« – najważniejsze i najdziwniejsze słowo świata”.
  • „W ten sposób niereligijna młoda kobieta, moja mama, dała mi coś, co kiedyś nazywano duszą, a więc wyposażyła w najlepszego na świecie czułego narratora. Świat umiera, a my nawet tego nie zauważamy. Nie zauważamy, że świat staje się zbiorem rzeczy i wydarzeń, martwą przestrzenią, w której poruszamy się samotni i zagubieni, miotani czyimiś decyzjami, zniewoleni niezrozumiałym fatum, poczuciem bycia igraszką wielkich sił historii czy przypadku. Nasza duchowość zanika albo staje się powierzchowna i rytualna. Albo po prostu stajemy się wyznawcami prostych sił – fizycznych, społecznych, ekonomicznych, które poruszają nami, jakbyśmy byli zombie. I w takim świecie rzeczywiście jesteśmy zombie. Dlatego tęsknię do tamtego świata od imbryka. Całe życie fascynują mnie wzajemne sieci powiązań i wpływów, których najczęściej nie jesteśmy świadomi, lecz odkrywamy je przypadkiem, jako zadziwiające zbiegi okoliczności, zbieżności losu, te wszystkie mosty, śruby, spawy i łączniki, które śledziłam w „Biegunach”. Fascynuje mnie kojarzenie faktów, szukanie porządków. W gruncie rzeczy – jestem o tym przekonana – pisarski umysł jest umysłem syntetycznym, który z uporem zbiera wszystkie okruchy, próbując z nich na nowo skleić uniwersum całości”.
  • „Czy zastanawialiście się kiedyś, kim jest ten cudowny opowiadacz, który w Biblii woła wielkim głosem: „Na początku było słowo”? Który opisuje stworzenie świata, jego pierwszy dzień, kiedy chaos został oddzielony od porządku? Który śledzi serial powstawania kosmosu? Który zna myśli Boga, zna jego wątpliwości i bez drżenia ręki stawia na papierze to niebywałe zdanie: „I uznał Bóg, że to było dobre”. Kim jest to, które wie, co sądził Bóg? Wyjąwszy wszelkie wątpliwości teologiczne możemy uznać tę figurę tajemniczego i czułego narratora za cudowną i znamienną. To punkt, perspektywa, z której widzi się wszystko. Widzieć wszystko to uznać ostateczny fakt wzajemnego powiązania rzeczy istniejących w całość, nawet jeżeli te związki nie są jeszcze przez nas poznane. Widzieć wszystko oznacza też zupełnie inny rodzaj odpowiedzialności za świat, ponieważ staje się oczywiste, że każdy gest „tu” jest powiązany z gestem „tam”, że decyzja podjęta w jednej części świata poskutkuje efektem w innej jego części, że rozróżnienie na „moje” i „twoje” zaczyna być dyskusyjne”.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie jako events programmer, odpowiedzialny m.in. za organizację festiwalu filmowego „Across the borders" i współpracę z brytyjskimi instytucjami kulturalnymi. W „Gościu" od 2006 r. Autor wywiadu rzeki z ks. Henrykiem Bolczykiem „Mocowałem się z Bogiem", wywiadu rzeki z ks. Markiem Dziewieckim „Psycholog w konfesjonale" oraz współautor zbioru reportaży z Bliskiego Wschodu „W drogę ze św. Pawłem". Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Syrii, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi, Wielkiej Brytanii i innych. Publikował m.in. w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus"), „Cywilizacji", Onet.pl. Jest również założycielem i właścicielem Wydawnictwa Niecałe (wydaje szeroko rozumianą literaturę faktu). Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, życiem Kościoła i teologią, a także fotografią, filmem, turystyką i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii i Bałkanów, a także związane z życiem Kościoła na świecie i nową ewangelizacją.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Zobacz także

  • Yanosh
    11.12.2019 15:34
    Noblistka p. Olga Tokarczuk doskonale wie, kto to jest ten "Nieznany Bóg". Jest inteligentna - ale jest klasycznym wytworem literatury postmoderny. Jest też bardzo sprytna, jest psychologierm, poznała wszelkie sposoby wpływania na ludzi, wiedząc czym ich można zdobyć, czego chce człowiek wyzbyty korzeni. Wie znakomicie, że puszczenie swego talentu w INNĄ stronę niż w ta którą kroczy czyli na lewo - jak głosiła w swoich spotkaniach czy tekstach - dałoby jej efekt długiego przedzierania się przez gąszcz zainteresowań czytelników i... może efekt osiagnęłaby jako osoba mająca 85 lat! Ale Tokarczuk wie, że pójście znaną jej drogą - to zaszczyty świata, które wzmacniane przez media dają jej sławę i pieniądze, którymi rzekomo gardzi. One w takim wypadku idą równolegle. Tokarczuk jest lemingowym ulubieńcem - ulubieńcem ludzi, którzy usiłują oderwać się od swoich polsko-wiejsko-miejskich korzeni i szukać nowych korzeni jako wyzbyci korzeni judeo-grecko-chrześcijańskiej Europy. Tokarczuk wie aż nadto, że szukanie innych korzeni poza te prowadzą do ściany. Tokarczuk nie łudzi się - ona wie, że zdobyła "rząd dusz lemingów", którzy "ohają i ahają" na jej widok jej książki. Nihil novi sub soli ! Do jakiej grupy ludzi zaliczyć Tokarczuk? Przykładem służyć może doświadczenie ludzi lat 50-ych. Jedni mając lat 20 wiedzieli co to jest komunizm, czym są nowe idee opanowania człowieka, jakimi środkami posługują się niszcząc człowieka. Inni ci bogatsi w lata i doświadczenie wiedzieli także czym jest komunizm („zarażeni heglowskim ukąszeniem" ) żyli z niego, zagłuszali w sobie prawdę żyjąc jako "konforma i oportuna" czekając na lepsze czasy i "na nawrócenie". Służyli systemowi, by otrząsnąć się z niego w odpowiednim przyjaznym dla nich momencie, mając ambicje załapać się na dalsze "rządy dusz" swego pokolenia. Nadal aktualna jest - co popieram w zupełności - opinia Marcela Reich Ranickiego o prozie Tokarczuk i innych współczesnych polskich pisarzy mainstreamu: Tu cytat z „Wyborczej” sprzed pary lat: "Dwa lata temu znany niemiecki krytyk Marcel Reich-Ranicki wywołał w Polsce wzburzenie, kiedy w słynnym, nieistniejącym już telewizyjnym "Kwartecie literackim" zjechał współczesną polską literaturę. Orzekł wówczas, że książki Olgi Tokarczuk, Andrzeja Stasiuka i Małgorzaty Tulli to ciemnogród i powrót do średniowiecza”. Ciemnogród - ezoteria, powroty do Jakuba Franka, talmudowe ciagoty prowincjonalne do Ukrainy, wytykanie Polakom wszystkiego co najgorsze, w których Tokarczuk (i inni pisarz współcześni ) widzą klucz do odkrycia zacofania duszy Polaka. Sprzeczność podstawowa u Tokarczuk to: z jednej strony krytyka Polaka, że rusza na Kresy na podbój, aby z Ukraińca zrobić niewolnika (ach! co radość u Tokarczuk pisania i mówienia o tym!!!), a z drugiej strony pokazywanie Polakowi, że klucz do jego duszy to Kresy. Kompletna degrengolada i pogubienie. Ale trzeba czytać Tokarczuk jak pisze ks. Jerzy Szymik, bo to sejsmograf „czucia i czułości” proroków współczesnych lemingów.
    doceń 26
  • Yanosh
    12.12.2019 09:21
    Drogi Panie K. Czy powrót do korzeni judeo-greko-chrześcijańskich jest powrotem do narodowego katolicyzmu, który jest mi obcy? Czy powrót do poezji Herberta (któremu należał się Nobel a nie Szymborskiej!), Miłosza (pisał o nim świetną pracę ks. Jerzy Szymik i ostatnio art. w "Teologii Politycznej") jest powrotem do narodowego katolicyzmu. Chyba NIE ! - jest dążeniem do Prawdy jedynej i uniwersalnej. Proszę czytać uważnie. Proszę przeczytać sobie artykuł, ks. Szymika, zachęcam. Pani Tokarczuk zwolenniczka aborcji w "Czułym narratorze" zaprzecza sobie w klasyczny sposób wbrew zasadom logiki. Nie można tęsknić do czegoś i jednocześnie chcieć go zabić. Wbrew twierdzeniom nie wiem wszystkiego, ale wiem, gdzie jest Prawda. Wiem też, że nie można głosić czułości i czuć ludzi, a jednocześnie ich nienawidzić (mówiąc nieprawdę o rodakach-Polakach i rozpowiadając kłamstwa po świecie) , tylko dlatego, że są inni, że chcą żyć własnym życiem i wartościami uniwersalnymi, tradycyjnymi. I nie popierania pisania historii przez literatów. Miałem mieszane uczucia widząc Noblistkę przy stole z dziećmi o innym kolorze skóry - i nieodparte wrażenie, że to był klasyczny pokaz. Warszawa czy Kraków, czy nawet małe Skarżysko-Kamienna a nawet Bochnia są kolorowe i nikomu to nie przeszkadza, ale trzeba być otwartym na świat wokoło i widzieć, rzeczy, które Noblistom się nie śniły. Wystarczyłoby, żeby któreś dziecko w Szwecji wyraziło inną opinię niż głosi Noblistka, a spotkałoby się z reakcją jednoznaczną. Zostałoby wyproszone z sali. To wiem, bo z taką reakcją się spotkałem. Pozdrawiam.
    doceń 15
  • GośćMaciej
    14.12.2019 12:27
    Trzeba docenić, że Użytkownik Yanosh (godz. 15:34 i 9:21) – w przeciwieństwie do zdecydowanej większości osób komentujących Nagrodę Nobla dla Olgi Tokarczuk, które przeważnie w ogóle nie znają jej twórczości (ale chętnie krytykują) – wie sporo na temat książek Noblistki, a także dotyczącej ich krytyki fachowej. Sięga nawet do źródeł dalekich (jak się wydaje) mu ideowo (M. Reich-Ranicki, Gazeta Wyborcza). Jednak wyprowadza go to w efekcie na manowce przekonania o własnej wszechwiedzy. Yanosh wie, komu się Nobel należał. Yanosh wie, komu się Nobel nie należał. (Na marginesie – też bardzo lubię i cenię twórczość Herberta). Co najbardziej zdumiewające, Yanosh zna dokładnie sposób myślenia i postępowania Noblistki – rysuje obraz działania bardzo wyrachowanego. Yanoosh potrafi nawet przepowiedzieć przyszłość. Wie, że szwedzkie dziecko zostało by wyproszone z sali za wyrażenie określonego poglądu. Do tego rzuca inwektywami („kompletna degrengolada”, „zwolenniczka aborcji”). W sumie smutne, tym bardziej, że napisane starannie, ale (moim zdaniem) w równie manipulacyjny sposób jak ten, o który bezpodstawnie oskarża pisarkę.
    doceń 0
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji