Nowy numer 03/2020 Archiwum

Ulepmy sobie papieża

Jaka szkoda, że przyszli papieże nie czytają w dzieciństwie wyłącznie żywotów świętych, nie przyjaźnią się w młodości tylko z mistrzami duchowości i nie biegają po drzewach ze złożonymi rękami. Związanymi różańcem. To z pewnością zapewniłoby krystaliczną ortodoksyjność ich myślenia i działania na Stolicy Piotrowej.

Nie wiem, czy bardziej zaskoczył mnie, czy rozchmurzył temat okładkowy w najnowszym numerze „Do Rzeczy” – szumnie nazwany śledztwem tygodnika – „Sekret papieża Franciszka” z podtytułem: „Kim była komunistyczna mentorka przyszłego Biskupa Rzymu”. Sugestia oczywista – rozwinięta zresztą w tekście Tomasza Rowińskiego „Wszystkie ideologie Franciszka” – że myślenie obecnego papieża zostało (czy też mogło zostać) „skażone” nie tylko przyjaźnią z komunistką, ale i wpływem jej ideologii.

Po pierwsze, sprawa nie jest ani świeża, ani wymagająca śledztwa. O przyjaźni z Esther Bellestrino de Careaga, bo o niej mowa, pisał już Austen Ivereigh w swojej biografii Franciszka „The Great Reformer”. W książce jest nawet mowa o tym, jak młody Bergoglio zaczytywał się w pismach wydawanych przez komunistów:

„Przyjaciele Bergoglia – pisze Ivereigh – pamiętają jego przejęcie sprawami społecznymi i wizyty w peryferyjnych ruderach. Regularnie karmił się komunistycznym czasopismem i pożerał każdy artykuł autorstwa Leonidasa Barletty, lewicowego eseisty i dramaturga. Jorge nigdy nie przekonał się do marksizmu, lecz kontakt z jego teoriami pomógł mu wyostrzyć własne myślenie. Jako papież w pierwszym ważnym dokumencie zjadliwie skrytykował ekonomiczną „teorię skapywania”. Oskarżano go wtedy w pewnych amerykańskich kręgach konserwatywnych, że jest marksistą. »Marksistowska ideologia jest błędna – powiedział dziennikarzom – ale spotkałem w życiu wielu marksistów, którzy są dobrymi ludźmi, więc nie czuję się obrażony«”. Taką dobrą marksistką, która w tamtych czasach spotkał Jorge, była Esther Bellestrino de Careaga, trzecia kobieta – po babce Róży i siostrze Dolores – która miała silnie wpłynąć na jego młode życie. Ballestrino była paragwajską komunistką. W 1949 roku, w wieku 39 lat uciekła przed dyktaturą w swoim kraju i razem z córkami przeniosła się do Buenos Aires. Przez trzy lata Esther była jego »zdumiewającym szefem« w laboratorium Hickethiera-Bachmanna. Pokazała mu nie tylko, jak ważna jest właściwa praca naukowa, powtarzanie testów w celu eliminacji błędów, lecz także nauczyła go podstaw swojego ojczystego języka guaraní oraz udzieliła wielu cennych lekcji polityki. »Dużo zawdzięczam tej kobiecie« – powiedział w 2010 roku. »Bardzo ją kochałem«. Spotkali się znowu ponad 10 lat później, kiedy on był prowincjałem jezuitów, a jej rodzina pozostawała pod nadzorem w czasie rządów dyktatury wojskowej. Zgodził się ukryć jej zbiór literatury marksistowskiej i pomóc w ustaleniu miejsca przebywania córki Any Maríi, komunistycznej delegatki robotniczej, pojmanej i zaginionej. W końcu dziewczyna została zwolniona, a Esther stała się współzałożycielką ruchu Matek z Plaza de Mayo, który walcząc o prawa człowieka, protestował przeciw masowym zaginięciom pod rządami dyktatury w latach 70. W czerwcu 1977 roku wojskowi porwali ją i dwie francuskie zakonnice z kościoła ojców pasjonistów pod wezwaniem krzyża Świętego Wojskowi, gdzie kobiety były na spotkaniu. Kiedy po latach, w 2005 roku odkryto i zidentyfikowano jej szczątki, druga córka Esther, Mabel, uprosiła u Bergoglia, wówczas kardynała-arcybiskupa Buenos Aires, aby pogrzebać matkę w ogrodzie kościoła Santa Cruz, ponieważ – jak mówiła – »w tym miejscu po raz ostatni byli wolni«. On się oczywiście zgodził. I tak oto ateistka i komunistka z Paragwaju, którą kardynał kochał jako nastolatek, pochowana jest w ogrodach klasztoru, sprzed którego porwali ją jej zabójcy”.

To tylko jeden z fragmentów z książki Ivereigha dotyczących relacji Bergoglia z de Careagą (więcej w mojej polemice z tekstem T. Rowińskiego, która ukaże się w jednym z kolejnych numerów „Do Rzeczy”). Czy przyjaźń z komunistką miała wpływ na młodego Bergoglia? Jak każda przyjaźń – na pewno. Czy oznacza to, że komunistka wychowała przyszłego papieża myślącego jak komunista? W tekście Rowińskiego za jeden z „tropów” w tej sprawie służy wypowiedź córki de Careagi, Any Marii, z 2015 roku: „Moja matka wywarła silny wpływ na młodego nastolatka, którym był Franciszek, kiedy ją znał. Rozumiemy, że wpływy te są obecne w ideach, które rozpowszechniał podczas swojej wizyty w Ameryce Łacińskiej. Kontynuację idei mojej matki i bojowników z lat 70. widzimy w potępieniu wyczerpującego się systemu kapitalistycznego, niebezpieczeństwa monopolizacji mediów i w potrzebie przekazania ich w ręce biednych”.

Opinia osoby zainteresowanej podparciem się autorytetem papieża w promowaniu swoich idei ma taką samą wartość „dowodową” (bo mowa o śledztwie przecież), jak podobne wcześniejsze próby podpierania się przez różne lewicowe środowiska… Janem Pawłem II, który w swoich encyklikach również potępiał wyzysk i nadużycia kapitalizmu. Oczywiście pozostaje cała kwestia wypowiedzi samego Franciszka, które – na co zwraca uwagę Rowiński – mogą budzić pytania o inspiracje papieża.
Chyba najlepszą metodą jest odwołanie się do jego osobistych decyzji. W piątek przypadnie 50. rocznica jego święceń kapłańskich. Gdy 13 grudnia 1969 roku Jorge Mario Bergoglio leżał krzyżem na posadzce kaplicy Colegio Máximo, miał obok siebie tylko kilku ocalałych kolegów rocznikowych. Większość „braci broni” porzuciła ćwiczenia duchowne na rzecz walki rewolucyjnej. Jorge Bergoglio z wielu prób, jakie przeszedł, musiał doświadczyć również tej – osamotnienia w wierności powołaniu, w warunkach dosłownie rewolucyjnych. Jako człowiek wyczulony na biedę i wykluczenie miał wszelkie predyspozycje, by pójść śladem wielu swoich współbraci i obrać „światowe” (czyli, w tamtym miejscu i czasie, najczęściej marksistowskie) środki do walki z nierównościami społecznymi. U Bergoglia wygrało jednak rozmiłowanie w duchowości ignacjańskiej, szczególnie w regule rozeznawania duchów. Trzymanie się tej metody pozwoliło mu oprzeć się dominującej wówczas w argentyńskim Kościele tendencji rozwiązywania wszelkich ziemskich bolączek środkami natychmiastowymi. Gdyby myślał jak komunista, mówiłby na przykład takim językiem: „Musimy walczyć o wyzwolenie uciśnionych, nawet jeśli środki obejmują grzech przemocy” – tak pisał jeden z liderów Ruchu Księży Trzeciego Świata, o. Hernán Benítez, były jezuita i spowiednik żony argentyńskiego przywódcy Juana Peróna. W takim klimacie nie było łatwo, nie narażając się na oskarżenie o „zdradę wykluczonych”, obrać inny kierunek, bliższy Ewangelii – opcję na rzecz ubogich, ale realizowaną środkami ewangelicznymi.

Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób papieżem powinna być osoba, która w przeszłości „nie skalała się” ani podejrzanymi znajomościami, ani tym bardziej zaczytywaniem się w wywrotowej literaturze. A najlepiej jeśli przyjaźniła się wyłącznie z ministrantami, księdzem proboszczem i od młodości rozczytywała się w dziełach św. Tomasza z Akwinu. Na szczęście epokę ckliwych hagiografii (robiących przecież więcej krzywdy kultowi świętych niż mu pomagających) mamy już za sobą. Chociaż tęsknych spojrzeń w takie klimaty, jak widać, nie brakuje.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie jako events programmer, odpowiedzialny m.in. za organizację festiwalu filmowego „Across the borders" i współpracę z brytyjskimi instytucjami kulturalnymi. W „Gościu" od 2006 r. Autor wywiadu rzeki z ks. Henrykiem Bolczykiem „Mocowałem się z Bogiem", wywiadu rzeki z ks. Markiem Dziewieckim „Psycholog w konfesjonale" oraz współautor zbioru reportaży z Bliskiego Wschodu „W drogę ze św. Pawłem". Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Syrii, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi, Wielkiej Brytanii i innych. Publikował m.in. w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus"), „Cywilizacji", Onet.pl. Jest również założycielem i właścicielem Wydawnictwa Niecałe (wydaje szeroko rozumianą literaturę faktu). Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, życiem Kościoła i teologią, a także fotografią, filmem, turystyką i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii i Bałkanów, a także związane z życiem Kościoła na świecie i nową ewangelizacją.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Zobacz także

  • DNA
    11.12.2019 13:13
    Kard. Raymond Leo Burke w wywiadzie dla francuskiej stacji TVLibertés zaapelował o modlitwę i zadośćuczynienia za akt idolatrii, jakim było procesyjne wprowadzenie figurki inkaskiego bóstwa Pachamamy do Bazyliki św. Piotra. Zdaniem hierarchy, w następstwie tego aktu „diabelskie siły” wtargnęły do samego serca Kościoła.

    Read more: http://www.pch24.pl/kard--raymond-leo-burke--diabelskie-sily-wtargnely-do-bazyliki-sw--piotra,72662,i.html#ixzz67neA3EOi
  • DNA
    11.12.2019 13:23
    Dodam tylko, że papież ani nikt inny nie ma prawa poprawiać nauczania Chrystusa by przypodobać się ludziom i światu.
    doceń 11
  • Batrahe
    11.12.2019 21:46
    Ciekawy artykuł. Wydaje mi się jednak, że ostatni akapit nieco trywializuje problem. Pismo "Do rzeczy" (które kiedyś lubiłam:) krytykuje Franciszka od dłuższego czasu i nie sądzę, żeby ta okładka "wzięła się" stąd, że oto ktoś teraz się dowiedział, że papież nie był chodzącym ideałem. Pewne środowiska atakują Franciszka od dawna i zarzut typu "podejrzana mentorka" to kolejna rzecz. Marzy mi się, żeby jakiś dziennikarz wziął na warsztat właśnie te niechętne papieżowi środowiska, pokazując kto i dlaczego.
    doceń 2
  • teofanes
    29.12.2019 17:10
    "A najlepiej jeśli przyjaźniła się wyłącznie z ministrantami, księdzem proboszczem i od młodości rozczytywała się w dziełach św. Tomasza z Akwinu. Na szczęście epokę ckliwych hagiografii (robiących przecież więcej krzywdy kultowi świętych niż mu pomagających) mamy już za sobą." Gdyby redaktor Dziedzina czytał w młodości Tomasza z Akwinu, nie wypisywałby głupot o "cliwych hagiografiach". Co za ignoranca, co za mózg nie skażony wiedzą. Dziedzina jest jednym z tych współczesnych katolików, który szczyci się tym, że nic nie wie o nauce katolickiej. Tacy tworzą pisemka katolickie, których potem niewielu chce czytać. Schodzą na możliwie najniższy poziom refleksji, nic nie wiedząc o wielkiej przeszłości Kościoła katolickiego, i dziwią się, że nikt nie traktuje poważnie ich pisaniny.
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji