Nowy numer 23/2020 Archiwum

Nowy wspaniały traktat

Traktat lizboński miał usprawnić działanie Unii Europejskiej na kolejne dziesięciolecia. Podobnie jak traktaty ratyfikowane parę lat wcześniej. Czy po 10 latach działania „Lizbony” konieczna jest kolejna „konstytucja” UE?

Traktat ustanowił również stanowisko Wysokiego Przedstawiciela Unii do spraw Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa, nazywanego potocznie ministrem spraw zagranicznych. Jest on jednocześnie jednym z wiceprzewodniczących Komisji Europejskiej. Wybiera go także Rada Europejska (czyli przywódcy państw członkowskich) za zgodą szefa Komisji. „Minister” ma prowadzić w imieniu Unii wspólną politykę zagraniczną. Jednak zawsze musi działać z upoważnienia Rady Europejskiej i realizować decyzje jej oraz Rady UE (złożonej z ministrów krajów unijnych). Tak naprawdę więc ani „prezydent”, ani „minister” nie realizują własnej polityki wbrew woli większości. Mówienie zatem o „jednym głosie” Unii w osobach przewodniczącego Rady i szefa dyplomacji od początku było nieuprawnione. Praktyka pokazała, że zwłaszcza to drugie stanowisko jest mocno fikcyjne. I dobrze, bo nie ma czegoś takiego jak wspólna polityka zagraniczna UE. To niemożliwe w sytuacji, gdy państwa członkowskie dzieli tak wiele spraw i gdy kraje te walczą o własne interesy w relacjach z państwami trzecimi.

Arytmetyka blokowana

Dużo kontrowersji budziła sprawa większości decydującej – o to toczyły się największe boje. Traktat zmniejszył liczbę decyzji, których podjęcie przez Radę UE (ministrów) wymaga jednomyślności wszystkich państw. W większości spraw miała działać tzw. podwójna większość kwalifikowana: wystarczy, by dany projekt poparło przynajmniej 55 proc. państw reprezentujących co najmniej 65 proc. ludności Unii. Możliwość zawetowania decyzji przez przynajmniej jedno państwo (czyli zasada jednomyślności) pozostała w takich sprawach jak rozszerzenie Unii, zmiany w traktatach, polityka zagraniczna i obronna, podatki, kultura czy zabezpieczenia socjalne. Lizboński system głosowania zwiększył więc siłę głosu m.in. Niemiec i Francji, bo lizbońska arytmetyka preferuje większe państwa. Wynegocjowano jednak zapis utrzymujący do 2014 r. nicejski system głosowania, dający np. Polsce i Hiszpanii większą siłę głosu, a do marca 2017 r. każde państwo mogło zażądać, by w danej sprawie głosować według systemu nicejskiego. Za sprawą polskiej delegacji wprowadzono też możliwość tworzenia tzw. mniejszości blokującej również po tym okresie. Ale w żadnym kluczowym głosowaniu te „zabezpieczenia” nie miały większego znaczenia.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..
  • dziadkalwaryjski
    13.01.2020 15:59
    "Po pierwsze, UE uzyskała osobowość prawną" I to jest główne stwierdzenie artykułu. Bez podmiotowości nie ma podmiotu. W 2004 nie wstępowaliśmy, ani nie głosowaliśmy o wstąpieniu do UE, bo jej nie było. Dopiero na tym konkrecie można formułować jakiekolwiek postulaty.
    doceń 0
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama