Nowy numer 03/2020 Archiwum

Dobry dar

Na św. Mikołaja ludzie ofiarowują sobie różne prezenty, ale nie pytają św. Mikołaja, co on o tym myśli.

To było rok temu. Martyna, wtedy studentka ostatniego roku psychologii, chciała wziąć udział w rekolekcjach. W perspektywie miała jednak także badania krwi, bardzo drogie, a pieniędzy na jedno i drugie nie miała. – Mimo to poszłam z nadzieją, że po rekolekcjach jakoś się ułoży, zaufałam „Górze” – opowiada. Ostatnimi swoimi oszczędnościami opłaciła rekolekcje. Trwały cztery dni. Kilka godzin przed zakończeniem podszedł do niej jeden z uczestników i wręczył jej kopertę. „Ktoś prosił, żeby ci to dać” – powiedział. W kopercie były pieniądze, spora suma. – Na tyle duża, że mogłam zapłacić za te badania i jeszcze mi zostało. Praktycznie ktoś „zwrócił” mi całość kasy za rekolekcje z nadwyżką. A owoce tego czasu były i są piękne, i jeszcze nie musiałam przejmować się pieniędzmi – śmieje się Martyna.

Najpierw na kolana

Ktoś dał, ktoś przyniósł, ktoś przelał na konto – i nagle radość. I większe zaufanie do Boga. To prezent w duchu św. Mikołaja.

Ano właśnie. Istotą darów materialnych, godnych patronatu świętego biskupa Myry, jest ich dobry skutek duchowy. Na przykład taki, o jakim mówi opowieść o trzech dziewczętach, córkach Mikołajowego sąsiada, który popadł w skrajną nędzę. Nie było mowy o posagu dla nich, więc i o zamążpójściu też nie. Ojciec, człowiek bez zasad, a przy tym gardzący Mikołajem, zamierzał posłać córki do domu publicznego. Posłyszawszy o tym święty biskup, po długich modlitwach i rozważaniu Pisma Świętego, postanowił ocalić młode kobiety od pohańbienia. Trzykrotnie podjął nocną wyprawę, podczas której wrzucał przez okno domu sąsiada pieniądze na posag dla każdej z dziewczyn. Gdy sąsiad wydał już za mąż drugą córkę, postanowił zaczaić się na niezwykłego darczyńcę. Gdy odkrył, że jest nim Mikołaj, wyraził wdzięczność i skruchę, i postanowił odmienić swoje życie.

W tej popularnej historii zwraca uwagę jeden szczegół: Mikołaj zdecydował o sposobie pomocy po konsultacji z Bogiem. Gdy trzeba komuś pomóc, nie zawsze jest czas na długie modlitwy, zawsze jednak można wznieść choćby akt strzelisty w intencji wyboru właściwej formy pomocy. Bo nie w samym darze tkwi istota rzeczy, lecz w pożytku duchowym, jaki przynosi. Można dziecku podarować hojny dar w postaci wypasionej komórki, która w konsekwencji uczyni z niego nałogowego gracza albo, co gorsza, wciągnie w świat pornografii. Przed ofiarowaniem komuś czegoś warto sprawę przemyśleć, a zwłaszcza przemodlić.

Taki układ

Forma przekazania dobrego daru może być przeróżna, bo życie niesie przedziwne sytuacje. Przekonał się o tym Radek, ponad 30-letni mężczyzna, który pewnego razu, jadąc z żoną samochodem, zauważył, że sufit jego samochodu jest jakiś dziwnie niski. Okazało się, że dach jest wgnieciony, bo ktoś po nim skakał. Na karoserii widać było jeszcze ślad buta z charakterystycznym protektorem. Radek zrobił zdjęcia, pogadał ze znajomym policjantem, uruchomił kontakty, a że znał ludzi z osiedla, szybko namierzył sprawcę. Okazał się nim Szymon, sąsiad z bloku obok, młody facet w szponach nałogu narkotykowego. Chłopak zniszczył Radkowi samochód na narkotykowym „haju”. Z początku kluczył i wypierał się, ale Radek dał mu ultimatum: „Masz czas do 18.00. Jeśli przyjdziesz do mnie, to pogadamy, jeśli nie, zgłaszam sprawę”. Szymon zmiękł. Przyszedł. Radek zaproponował mu układ: „Za szkodę musisz zapłacić, ale jeśli pójdziesz na kurs Nowe Życie, to ja odstąpię od skargi i nie poniesiesz konsekwencji prawnych. Chcę ci dać nową perspektywę, idź tam, tylko otwórz serce” (Nowe Życie to rodzaj rekolekcji ewangelizacyjnych prowadzonych przez Szkoły Ewangelizacji św. Andrzeja – w parafii Radka takie kursy się odbywają). Szymon przystał na to rozwiązanie. Wspólnota organizująca kurs zapłaciła za niego, więc jedyne koszty, jakie musiał ponieść, to pokrycie szkody wyrządzonej w samochodzie: 2 tys. zł, rozłożone na raty przez rok. To już było dla Szymona do uniesienia, zwłaszcza że kurs był dla niego istotnie nowym życiem i bardzo się po nim zmienił. Doświadczenie to pomogło mu wychodzić z nałogu. Dobry dar…

Mamy przyjaciela

„Czyńcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną” – mówi Jezus. Trudno sobie wyobrazić lepiej zainwestowane pieniądze. Kiedyś doświadczyła tego Marta, gdy spotkała znajomego, który przed miesiącem wrócił z wytęsknionego urlopu w swojej rodzinnej Mołdawii. Wydał na ten cel wszystkie oszczędności. Tymczasem otrzymał właśnie wiadomość, że jego ojciec zmarł. Nie miał za co pojechać na pogrzeb. – Postanowiliśmy z mężem pożyczyć mu pieniądze. Było to dla nas trudne, bo zepsuł nam się samochód i planowaliśmy go wymienić – mówi Marta. – Znajomy najpierw miał opory przed przyjęciem pożyczki, ale zgodził się, kiedy powiedziałam, że odda, jak będzie mógł – opowiada. Pojechał. Wrócił z przygodami. Gdy był w drodze powrotnej, ktoś z impetem w niego uderzył i skasował mu samochód. On jednak był szczęśliwy, że mógł być na pogrzebie. Po powrocie nie krył wzruszenia, te chwile z rodziną i pożegnanie z ojcem były dla niego bardzo ważne.

– My zyskaliśmy przyjaciela. Wszedł do naszej wspólnoty, później postanowił zostać katolikiem, zawarł małżeństwo sakramentalne, bo wcześniej żył w konkubinacie. Odkupił też nasz stary samochód, który po naprawie służył mu parę lat. Kiedyś powiedział, że doświadczył w Polsce dużo miłości i realnego życia w Chrystusie... Kościół katolicki jest jego domem – uśmiecha się Marta.

Nawet kwiaty

Z reguły Bóg przychodzi z pomocą – najczęściej przez ludzi – gdy człowiek mu zaufa i dla sprawiedliwości gotów jest zaryzykować nawet poważną stratę. Coś takiego przydarzyło się Oli kilkanaście lat temu. Nieźle zarabiała w swojej pracy, ale w pewnym momencie zaczęły się problemy. Wyglądało na to, że po powrocie z urlopu macierzyńskiego zostanie zwolniona. Ktoś poradził jej, żeby wzięła zwolnienie lekarskie, co pomogłoby jej przedłużyć czas zatrudnienia. Ola czuła jednak, że to jest coś niewłaściwego. Podpisała więc umowę za porozumieniem stron i została bez pracy, zdana wraz z rodziną na pensję męża. To było niewystarczające. A że był to czas dużego bezrobocia, znalezienie nowej pracy było trudne. Pewnego dnia, gdy Ola „pocałowała” klamkę w kolejnej firmie, podeszła do niej koleżanka. – Wiesz, my z mężem jesteśmy pod wrażeniem tego, że ty nie poszłaś na to zwolnienie chorobowe. Postanowiliśmy, że wam pomożemy – powiedziała. I Ola z rodziną przez trzy miesiące otrzymywała od nich po 500 zł. Wystarczyło na zaspokojenie bieżących potrzeb. – Ale przy czystym sumieniu najcenniejsze w tym było to, że mieliśmy pewność Bożej opieki – mówi Ola. Bo opieka Boża, rzecz jasna, na tym się nie skończyła.

Szczególnym dowodem czułej troski Boga było dla Oli zdarzenie sprzed kilku lat. Mieli z mężem rocznicę ślubu, a mąż… no niestety, zapomniał o kwiatach. Oli chciało się płakać. Gdy mąż na chwilę wyszedł, zaczęła się głośno żalić Bogu. „Panie Boże, tak mi zależało na tych kwiatkach, tak mi przykro” – marudziła Stwórcy. Aż tu nagle dzwonek do drzwi. W progu stoi starsza kobieta i prosi o coś do jedzenia. Ola zakręciła się szybko w kuchni i dała jej cały worek żywności. W tej chwili żebraczka wyciągnęła trzymany za plecami cały bukiet bzu. – Proszę, to dla pani – powiedziała.

– Człowiek by powiedział: co za drobiazg! A Bóg nawet o takie drobiazgi się troszczy – śmieje się Ola.

To oczywiste

Kiedy ktoś przełamuje się i w imię miłości daje bliźniemu coś, czego sam mógłby potrzebować, przekonuje się, że w istocie ten dar jest prezentem dla niego samego. Znika wtedy ból pozornej straty, który czasem odczuwa darczyńca. Człowiek czuje się wtedy spełniony, tak jakby do tego właśnie został stworzony. Bo też tak właśnie jest. Mówi o tym św. Paweł: „Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili” (Ef 2,10).

Zostaliśmy stworzeni do dobrych czynów, które już na nas czekają! Zatem to nie żadna łaska robić coś dobrego dla innych, żadna łaska pozbywać się swoich dóbr dla zaradzenia potrzebom bliźnich. Jest przeciwnie – to nieudzielenie pomocy jest czymś złym. Złe jest przeoczenie dobrych czynów, które Bóg przygotował. Bo, jak mówi św. Jakub, „kto umie dobrze czynić, a nie czyni, grzeszy” (Jk 4,17).

Święty Mikołaju, módl się za nami, żebyśmy chętnie dawali, a dając – chcieli prawdziwego dobra obdarowanego. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji