Nowy numer 50/2019 Archiwum

Opcja Benedykta-Franciszka

Między „opcją Benedykta” a „opcją Franciszka” jest taka różnica jak między dobrą teorią a dobrą praktyką. Czyli żadna. Bo nie ma nic bardziej praktycznego niż dobra teoria.

„Któż z nas nie czytał Karla Poppera”, rzucił z rozpędu pewien zacny biskup podczas homilii w malutkiej wiejskiej parafii. Twarze wiernych oczywiście ani drgnęły na dźwięk nazwiska wybitnego filozofa nauki. Pomijając mało zgrabną w tych okolicznościach „wrzutkę” kaznodziei, warto sięgać do Poppera, gdy przeciwstawianie sobie rzeczy, które przeciwstawne nie są, stało się nowym paradygmatem w dyskusji o Kościele.

Od dłuższego czasu przez wszystkie przypadki odmieniane jest hasło „opcja Benedykta” – po części to oczywiście efekt zgrabnie prowadzonej kampanii promocyjnej książki o takim tytule, ale i szersze zjawisko, ciągnące się praktycznie od 5 lat, a sprowadzające się do jednego: do przekonywania siebie samego i wszystkich wokoło, że pontyfikat Franciszka trzeba jakoś przeczekać (sic!), a póki co pozostaje nam sięgać do ideału, czyli do tego, co zostawili nam papieże Jan Paweł II oraz – w tym wypadku przede wszystkim – Benedykt XVI. Bo tylko to jest spójne, zgodne z tradycją Kościoła i uniwersalne w każdym czasie, niezależnie od tego, ilu jeszcze Franciszków w Watykanie przyjdzie nam „przeczekiwać”.

Nie chcę kolejny raz próbować przekonywać, że z takim podejściem marnujemy dany nam czas obecnego pontyfikatu. Nie chcę też z drugiej strony ignorować pytań, które poszczególne decyzje papieża i jego otoczenia wywołują w Kościele – Ciało Chrystusa jest przecież żywym organizmem, a nie zbiorem martwych komórek, gdyby wszystko było oczywiste i bezdyskusyjne, nie zwoływano by ani soborów, ani synodów. Problem jest jednak o wiele szerszy – im więcej słucham narzekań i widzę tęsknych spojrzeń na czas w Kościele miniony, tym bardziej widzę pewną prawidłowość: kurczowe trzymanie się może i trafnych diagnoz przy jednoczesnym braku podjęcia realnych działań naprawczych. Z całym szacunkiem dla przenikliwej diagnozy kard. Saraha, który mówi o śmierci Zachodu, który wyrzekł się wiary… ten etap rozeznania naprawdę mamy już za sobą. Nie jest dziś sztuką wyjść na areopag i ogłaszać kryzys Kościoła – nawet jeśli trafnie wskażemy jego przyczyny. Dziś prawdziwym wyzwaniem jest wskazać realne i skuteczne narzędzia, jak sobie z kryzysem poradzić. Nie jest sztuką ubolewać nad coraz gorszą frekwencją w kościele i zamkniętymi drzwiami parafian podczas wizyt duszpasterskich. Wyzwaniem czasu jest sięgnięcie po dostępne pod ręką narzędzia, np. zaproszenie na 10 kolacji do restauracji sąsiadów, znajomych czy nieznajomych, czyli na kurs Alpha, po którym i frekwencja w parafii, i liczba rozdanych Komunii, i otwieranych drzwi na kolędę wzrośnie.

W tym kontekście patrzę ze zdumieniem na tęskne spojrzenia w stronę przenikliwej, owszem, diagnozy Benedykta XVI, jego precyzyjnych i zarazem głębokich myśli dotyczących kryzysu wiary, przy jednoczesnym ignorowaniu bardzo praktycznych narzędzi, które proponuje Franciszek. Pierwszy pokazał precyzyjnie, jak odrzucenie Boga i kryzys wiary staje się źródłem każdego kryzysu, drugi wezwał do robienia „rabanu” i ruszenia się z kanapy, czyli po prostu do realnej, a nie tylko „kongresowej” ewangelizacji.

A co do tego ma wspomniany na początku Karl Popper? „Nie ma nic bardziej praktycznego niż dobra teoria” – powtarzał. I jest to prawdziwe nie tylko w nauce i technologii, ale również w życiu Kościoła: nie ma dobrego duszpasterstwa bez solidnej teologii, ale i najlepsza teologia nigdy nie może być sztuką dla sztuki, bo jej wartość najlepiej sprawdza się w praktyce. Możliwe, że przyszłe pokolenia uznają nas za wyjątkowo kapryśne dzieci, które mając pod ręką takie narzędzia – głęboką teologię Benedykta XVI i duszpasterskie zacięcie Franciszka – snują ciągle salonowe rozważania nad mityczną „opcją Benedykta”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie jako events programmer, odpowiedzialny m.in. za organizację festiwalu filmowego „Across the borders" i współpracę z brytyjskimi instytucjami kulturalnymi. W „Gościu" od 2006 r. Autor wywiadu rzeki z ks. Henrykiem Bolczykiem „Mocowałem się z Bogiem", wywiadu rzeki z ks. Markiem Dziewieckim „Psycholog w konfesjonale" oraz współautor zbioru reportaży z Bliskiego Wschodu „W drogę ze św. Pawłem". Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Syrii, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi, Wielkiej Brytanii i innych. Publikował m.in. w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus"), „Cywilizacji", Onet.pl. Jest również założycielem i właścicielem Wydawnictwa Niecałe (wydaje szeroko rozumianą literaturę faktu). Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, życiem Kościoła i teologią, a także fotografią, filmem, turystyką i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii i Bałkanów, a także związane z życiem Kościoła na świecie i nową ewangelizacją.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Zobacz także

  • ZbyszekMichał
    08.12.2019 15:25
    Szanowny Panie Dremor widzę ze zarysowała się kolejna linia podziału między nami. Nie da się dyskutować nad nauka Kościoła (w tym KPK) gdy dla Pana jest to przedmiot wygodnej interpretacji. Nie znajdziemy tu wspólnego języka. Podobnie posługiwanie się pojęciami politycznej poprawności temu przeszkadza. Zwroty w rodzaju „mowy nienawisci” są pełne zakłamania i manipulacji i taka argumentacja raczej w moich oczach stawia używającego go w złym świetle. Pytanie o sposób rozmowy o na temat zła jakim sa powtórne „małżeństwa” czy dewiacje kieruje do osób którym zależy na tych osobach, nie do Pana. Wreszcie pouczanie o szacunku musi Pan najpierw skierować do siebie.
    doceń 1
  • PiB
    08.12.2019 23:52
    No, cóż, Szanowny Panie Autorze. Bez jakiegoś większego szukania, porównywania skali, ważenia, czy to najważniejszy aspekt, czy mniej ważny. Papież Benedykt pomagał w działalności powołanej przez Papieża Jana Pawła II komisji Ecclesia Dei do spraw liturgii "tradycjonalistycznej", tzw. "rytu trydenckiego". Papież Franciszek - zlikwidował ją parę miesięcy temu (już paręnaście? - czas biegnie). Tak, to zapewne ten znak równości, dobra teoria / dobra praktyka? Rozumiem, że można dyskutować zasadność takich czy innych kroków, zmieniające się realia czasów. M.in. zastanowić się, że jednak seminaria tradycjonalistyczne mają seminarzystów - a w innych czasem ich brak, więc na przykład to byłby temat do refleksji i dyskusji. Jak również pewnie i - w drugą stronę - co robić, gdy nawet symbole odnowionej liturgii stają się już mało czytelne dla wielu ludzi. To byłaby uczciwa dyskusja. Natomiast takie upraszczanie, że tak to delikatnie ujmę, za pomocą sloganu, by za wszelką cenę udowodnić tezę, trochę jednak bulwersuje.
  • ZbyszekMichał
    09.12.2019 13:49
    Ostatnie statystyki (publikowane w październiku 2019) dotyczą 2017 roku. O znaczeniu wspólnot tradycjonalistycznych świadczy choćby sytuacja we Francji w tym czasie: https://www.vaticannews.va/pl/kosciol/news/2018-07/francja-spadek-swiecen-kaplanskich.html
    doceń 0
  • Dremor_
    09.12.2019 14:14
    Dremor_
    Dane za 2018 też już są, ale to drobiazg. Natomiast Twój link to trochę demagogia, 22 kapłanów tradycjonalistycznych na całą Francję to tyle co nic.
    doceń 0
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji