Nowy numer 44/2020 Archiwum

Ratownicy i heretycy

Myśl wyrachowana: Są ludzie gorliwsi od Boga. Bóg szanuje decyzje Kościoła - a oni nie.

Ktoś podrzucił mi linka do tekstu kazania, w którym Jan Paweł II ostro atakował praktykę przyjmowania Komunii św. na rękę. Papież przejeżdżał się tam po duchownych, którzy na to pozwalają, skrytykował też postawy inne niż klęcząca w czasie przyjmowania Ciała Pańskiego.

Zdumiałem się: to nie w stylu Jana Pawła II, a zresztą jak mógłby krytykować coś, co sam zaakceptował i co miał władzę zmienić?

Pod spodem była informacja o miejscu i czasie, w którym Ojciec Święty rzekomo powiedział to kazanie. Sprawdziłem. Tego dnia Jan Paweł II był zupełnie gdzie indziej i robił coś innego. Czyli fałszywka. Ktoś pewnie spreparował ją i puścił w obieg, przekonany, że „prawdzie trzeba pomóc”.

Ale to nie jest prawda. To jest kłamstwo, więc musi przynieść szkody. Także gdy jest rozpuszczane „w dobrych intencjach” – a nawet zwłaszcza wtedy. To przez takie rzeczy wzmaga się histeria, która jeśli czemuś sprzyja, to na pewno nie wzrostowi czyjejkolwiek wiary. Po mediach i na portalach fruwają lewe przepowiednie i fałszywe objawienia, duchowym autorytetom (najlepiej nieżyjącym) przypisuje się słowa, których nigdy nie wypowiedzieli – a wszystko po to, żeby „ratować Kościół”. Wielu łyka to całkowicie bezkrytycznie. Wystarczy, że jakiś wizjoner puści przez YouTube’a serię kompletnych bzdur, przekazanych mu jakoby bezpośrednio przez Boga, a już grono przejętych wyznawców rozpowszechnia te rzeczy z wypiekami na twarzy. I nawet nie zauważają ci ludzie, jak łatwo dają sobie wdrukować nieufność względem Kościoła, którego pasterzom sam Jezus dał prawo związywania i rozwiązywania nie takich rzeczy jak przepisy liturgiczne.

W ten sposób trwa produkcja zawziętych gorliwców, coraz śmielej wykrzykujących słowa, których jeszcze niedawno nie śmieliby pomyśleć: papież jest heretykiem, większość biskupów zdradza swoją misję – i tak dalej.

Jeśli ktoś odcina od tego kupony, to na pewno nie jest to przyjaciel człowieka. A jak on to robi? Przede wszystkim rozbijając jedność – i to wcale nie drogą odciągania od Kościoła, lecz metodą klina. Człowiek nabuzowany religijnymi fałszywkami, znając parę faktów bez kontekstu, rozsadza Kościół od środka swoją nadgorliwością. Zakłada, że pasterze swoimi uprawnionymi decyzjami obrażają Boga, wznieca więc nieposłuszeństwo w imię „dobra Kościoła”.

Jak to działa, widziałem przed laty w pewnej parafii. Biskup chciał przenieść proboszcza, ale ten podburzył ludzi, ci zaś zrobili rewoltę, bo „wiedzieli lepiej”. Nagle, ciekawostka taka, w ich oczach wszyscy kapłani stali się źli. „Klechy! Pasibrzuchy!” – krzyczeli. Dziś tamten proboszcz nie jest księdzem, wielu parafian odeszło od Kościoła, a reszta wciąż patrzy wilkiem na siebie i na duszpasterzy. Ależ dobro z tego wynikło. Diabelne.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także