Nowy numer 28/2020 Archiwum

Szczęść Boże!

Mam nadzieję, że w Polsce chrześcijańskie pozdrowienia nie zanikną zupełnie.

Pozdrowienie „Szczęść Boże” to znak rozpoznawalny Grzegorza Brauna. Nie mogło go zabraknąć w pierwszym jego przemówieniu z mównicy sejmowej. Co prawda wyrażenie: „Szczęść Boże w ciężkiej pracy dla ojczyzny” zabrzmiało nieco sarkastycznie, zwłaszcza że zaraz po owym pobożnym pozdrowieniu poseł Konfederacji zarzucił pozdrowionym hipokryzję i arogancję. Zastanawiam się zatem, czy Braun przyczyni się do spopularyzowania „Szczęść Boże” jako szczerego pozdrowienia człowieka pracującego, czy też raczej umocni jego ironiczną konotację, obecną w sformułowaniu: „No to szczęść Boże”, które mniej więcej oznacza: „Skoro tak głupio robisz, to… szczęść Boże, czyli mnie w to nie mieszaj”. Pamiętam, jak w roku 1984 magister nowicjatu wysłał mnie, młodego nowicjusza, do Poznania, bym w tamtejszej jezuickiej wspólnocie pomagał w opiece nad ciężko chorym o. Czesławem Białkiem, kapłanem wybitnym, który przesiedział w sumie 6 lat w komunistycznych więzieniach. Dotarłem do klasztornej furty. Dzwonię. Drzwi otwiera mi pewien starszy ojciec jezuita. Mówię: „Szczęść Boże…”. Na co słyszę, że to pozdrowienie niemieckie (Grüß Gott), a my w Polsce mamy nasze polskie, katolickie pozdrowienie… I drzwi się zamknęły. Dzwonię raz jeszcze. Otwiera mi ten sam ojciec. Mówię: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!”. Po czym było już miło. Mimo tego niełatwego doświadczenia lubię pozdrowienie „Szczęść Boże”. Ma ono m.in. tę zaletę, że jest krótkie. A zatem da się wypowiedzieć, kiedy kogoś mijamy, bez potrzeby zatrzymywania się. Można też krótko na nie odpowiedzieć: „Bóg zapłać”, „Daj Boże” albo „Szczęść Boże”. Pod tym względem „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” nasuwa pewne trudności. Stąd też ludzie na wsi pozdrawiali się często krótkim: „Pochwalony!”. Dawno temu pewna dziewczynka na rowerze, widząc mnie w sukni zakonnej, w ten właśnie sposób mnie pozdrowiła. Tyle że jak już mnie minęła, to krzyknęła: „Śledź solony”. Ot! Ludowy antyklerykalizm. We Włoszech raczej nie używa się tego rodzaju chrześcijańskich pozdrowień. Jan Paweł II rozpropagował trochę „Sia lodato Gesù Cristo” (Niech będzie pochwalony…), ale obecnie dużo bardziej popularne jest „Buon pranzo” (Dobrego obiadu). W środowiskach zbliżonych do franciszkanów można usłyszeć pozdrowienie „Pace e Bene” (Pokój i Dobro”). W każdym razie mam nadzieję, że w Polsce chrześcijańskie pozdrowienia nie zanikną zupełnie. A zatem: Szczęść Boże! •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama