Nowy numer 03/2020 Archiwum

Jezus u bram islamu

Jak głosić muzułmanom Ewangelię? Dlaczego opowieść o zbawieniu w Jezusie jest dla nich prawdziwą rewolucją?

Islam. To słowo budzi w nas lęk. Uzasadniony statystykami, z których wynika, że ponad 245 milionów wyznawców Chrystusa cierpi z powodu prześladowań, ich skala z roku na rok rośnie, a najtrudniej żyje się im w krajach rządzonych przez muzułmanów. Negatywny obraz dopełniają telewizyjne puzzle, filmowe migawki – zaciskający pięści tłum z jednoznacznym okrzykiem: „Powiesić ją!”, paraliżujący ulice Islamabadu po decyzji Sądu Najwyższego uniewinniającej Asię Bibi.

Jak głosić muzułmanom Jezusa? Co może pociągać ich w chrześcijaństwie? Przeczytamy o tym w pachnącej drukiem książce Stanisława Bogdańskiego „Jezus u bram islamu” (wydawnictwo Zacheusz). „Książka jest spotkaniem Tego od Krzyża i Pustego Grobu z Tym, który ma Sto Imion. Mówi nam o Tym, którego imienia Żydzi nie wymawiają, i o Tym, któremu imię nadali arabscy chrześcijanie” – wyjaśnia we wstępie ks. dr hab. Tomasz Szałanda.

Mamy ochotę głosić?

Artykuły sprzed lat o tym, w jaki sposób głosić muzułmanom Dobrą Nowinę, odbiły się szerokim echem i miały jeden wspólny mianownik: problemem nie jest to, że świat islamu jest hermetycznie zamknięty na opowieść o zmartwychwstaniu Jezusa, ale to, że niewielu decyduje się ogłosić mu ten kerygmat.

– Papież Franciszek wielokrotnie przypominał: „Głoście! Nie na sposób prozelityzmu, ale przez przyciąganie”. Pytanie jest jedno: czy mamy ochotę głosić? – wyjaśniał bp Andrzej Siemieniewski. – W niemieckich ośrodkach słyszałem smutną diagnozę: większa przeszkoda tkwi w nas niż w wyznawcach islamu. Więcej jest muzułmanów, którzy chcieliby słuchać Dobrej Nowiny, niż chrześcijan, którzy chcieliby ją głosić. Gdy ze znajomymi pojechaliśmy do Berlina, trafiliśmy na nabożeństwo w berlińskim luterańskim kościele Świętej Trójcy, w czasie którego 18 muzułmanów przyjmowało chrzest – wspominał wrocławski biskup.

Proboszcz ks. Gottfried Martens miał już we wspólnocie kilkuset konwertytów z islamu. Agencja Associated Press opisująca sytuację uchodźców w Niemczech nazwała konwersję muzułmanów na chrześcijaństwo „zjawiskiem masowym”. – W miejscach takich jak Iran i Afganistan przejście na chrześcijaństwo jest karalne, a konwertytom grozi nawet kara śmierci, więc Bóg otwiera im bramę w Europie – opowiadał ks. Martens. – Część berlińskich konwertytów pochodzi z irańskich rodzin o chrześcijańskich korzeniach, których przodków zmuszono do przyjęcia islamu. Większość to ludzie młodzi. Nie dokonują konwersji z przyczyn socjalnych, bo katechumeni mają już prawo stałego pobytu, a po przyjęciu chrztu nie znikają, ale aktywnie włączają się w życie parafii.

Główny diakon archidiecezji wiedeńskiej Johannes Fichtenbauer opowiada o rosnącej liczbie muzułmanów przyjmujących chrzest i konkretnych planach duszpasterskich austriackiego Kościoła.

Już 13 lat temu w wywiadzie dla telewizji Al-Dżazira libijski uczony i dyrektor ośrodka kształcenia imamów szejk Ahmad al-Kataani alarmował: „Co roku 6 mln muzułmanów przyjmuje chrzest, a średnio co godzinę w samej tylko Afryce 667 muzułmanów przyjmuje wiarę chrześcijańską”. Socjolog religii prof. Massimo Introvigne (w latach 2011–2012 przedstawiciel Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie ds. walki z rasizmem, ksenofobią i dyskryminacją) w rozmowie z Radiem Watykańskim podkreślał: „Islamiści uważają, że zmaganie o to, czy świat będzie muzułmański, czy chrześcijański, rozegra się w Afryce. Islam już przegrał tę bitwę, dlatego odpowiada na to bombami”.

Miłość ponad strach

Islam. Pierwsze skojarzenia wielu Polaków? Strach i niechęć. A jak wygląda to u Stanisława Bogdańskiego? – Pytasz o islam, a w moich myślach stoi konkretny człowiek: muzułmanin, łaknący miłości jak każdy z nas – odpowiada autor książki „Jezus u bram islamu”, od lat mieszkający na zachodzie Europy. – Strach i niechęć to bardzo ludzkie odczucia, a nie Boże dary, którymi chce nas wypełniać Duch Święty. Wyrzekam się więc strachu i niechęci. Strach często redukuje poznanie tematu, a ta książka była właśnie takim poznawaniem sąsiadów wierzących inaczej, ale jednak stworzonych tak jak ja i ty – na obraz i podobieństwo samego Boga. Po angielsku „miłuj bliźniego swego” brzmi: „miłuj sąsiada swego”, a słowo to bardziej konkretyzuje wezwanie do miłości. Przestać się bać nie znaczy nie znać zagrożeń. To znaczy mieć serce pełne pokoju mimo zagrożeń.

Dlaczego muzułmanie są tak szczęśliwi, gdy dociera do nich, co znaczy zbawienie w Jezusie? – zastanawia się Bogdański. – Praktycznie w każdej religii oprócz chrześcijaństwa na zbawienie (jakkolwiek rozumiane) trzeba w jakiś sposób zapracować. Muzułmanin będzie opierał się na pięciu zasadach, których wypełnianie ma doprowadzić do zbawienia. To po pierwsze świadectwo wiary (Szahada): „Nie ma Boga prócz Allaha, a Mahomet jest Jego prorokiem”, po drugie codzienna, odmawiana pięć razy dziennie modlitwa (Salat), po trzecie jałmużna (Zakat) (każdy powinien wspierać potrzebujących, jako że wszyscy pochodzą od Boga), po czwarte post (poza okazjonalnym postem wszyscy muszą pościć podczas obchodów ramadanu) i Hadżi, czyli pielgrzymka do Mekki przynajmniej raz w życiu (podczas dwunastego miesiąca kalendarza islamskiego).

Sala samobójców

– Osiągnięcie raju związane jest z posłuszeństwem tym pięciu zasadom – filarom – wyjaśnia Bogdański. – Zbawienie jest warunkowe i zależy wyłącznie od woli Allaha. Filary są jedynie drogowskazami i mają pomóc w dojściu do nieba. Allah wedle swej suwerennej decyzji, mimo wypełniania przez człowieka wszystkich wskazówek, może przebaczyć grzechy, ale nie musi, może wpuścić do raju, ale może też zamknąć jego bramy. Tej decyzji nie musi niczym uzasadniać – nie jest ograniczony wolną wolą ludzi, podczas gdy Bóg Starego i Nowego Testamentu niejako zgadza się na ograniczenia, ofiarując człowiekowi dar wolnej woli. Czy jednak coś może zapewnić muzułmaninowi stuprocentową pewność zbawienia? Tak. „A jeśli zostaniecie zabici za sprawę Allaha lub umrzecie, zaprawdę, przebaczenie od Allaha i litość są lepsze niż to, co oni gromadzą. I jeśli wy umrzecie lub zostaniecie zabici, zaiste, u Allaha wszyscy zostaniecie zebrani”.

– Jeśli dziwisz się, że znajdują się ochotnicy do wysadzenia się na dworcu lub lotnisku, to wyobraź sobie, że w islamie ten rodzaj śmierci jest jedynym stuprocentowym zapewnieniem raju – mówi Bogdański. – Islamista wierzy z całego serca, że wysadzając się w miejscu publicznym i krzycząc „Allahu Akbar!”, umiera w imię prawdy i uświęca tym czynem zepsuty świat (jakkolwiek by to dla nas absurdalnie brzmiało). W Biblii czytamy, że człowiek nie jest w stanie osiągnąć standardów świętego Boga i jedynie z Jego łaski i miłości możemy doświadczyć zbawienia przez wiarę w Chrystusa (Ef 2,8-9). To wiara w Jezusa zbawia, a nasze uświęcone życie ją potwierdza. Czy w islamie na pewno otrzymasz to, na co zasłużyłeś? Niczym nieograniczona wola Allaha może sprawić, że nawet jeśli na wadze dobrych i złych uczynków będziesz miał balans dobroci na plusie, możesz być wciąż potępiony, bo „Allah jednak wybiera dla swej łaski, kogo tylko zechce” (sura 2:106). „Dostajesz to, na co zasłużyłeś” – w islamie brzmi to logicznie. Koniec, kropka. W chrześcijaństwie jednak to, na co zasłużyłeś, dostał już Jezus na krzyżu. Bóg, który tak umiłował świat, że zapłacił rachunek za mój grzech, aby w jednym miejscu (na krzyżu) spotkały się zarówno sprawiedliwość, jak i miłosierdzie. Każdy z muzułmanów, o których czytałem, zapytany, czy wystarczy mu dobrych uczynków, aby bramy raju stanęły przed nim otworem, odpowiadał tak samo: „To jest w rękach Allaha, trzeba mieć nadzieję”. David Garrison w swej książce „A Wind in the House of Islam” odpowiada krótko: „Koran nie oferuje pewności zbawienia. Po pewność zbawienia człowiek musi się zwrócić ku osobie Jezusa Chrystusa”.

Na kolana

– Co najczęściej decyduje o tym, że muzułmanin pada na kolana przed Jezusem? – pytam autora książki „Jezus u bram islamu”.

– Jak już „kliknie” w jego głowie, że nie musi zapracować na zbawienie, że jest kochany taki, jaki jest, że Jezus jest „Korbanem” dla świata (słowo to wywodzi się z arabskiego wyrazu oznaczającego ofiarę i związane jest z rytuałem, podczas którego zabijany jest baranek, koza lub krowa; zwierzę musi być bez skazy), to w jego sercu może zadziać się rewolucja – Bóg naprawdę zatroszczył się o mieszkanie w niebie? Naprawdę pragnie relacji, a nie tylko odmawiania modlitw i uczestnictwa w rytuałach? Naprawdę jest „Bogiem z nami”? Wszechmocny Allah jest moim… Ojcem? Czytałem historie o tym, jak Bóg przekonuje coraz więcej wyznawców islamu do zaufania Jezusowi. Według ludzi, którzy ewangelizują w krajach muzułmańskich, to się właśnie teraz dzieje. Bóg porywa serca muzułmanów w niespotykany wcześniej w historii sposób. Mówi się, że tylko w ostatnich 14 latach więcej muzułmanów odeszło (dobrowolnie) od islamu niż przez całe 1400 lat od powstania tej religii (por. N. Qureshi, „No God but One: Allah or Jesus?”).

Terrorysta nowym Pawłem?

Muzułmanie nie chcą słyszeć Dobrej Nowiny o Jezusie – takie poglądy słychać nad Wisłą najczęściej. – Bardzo fajne założenie: nie chcą słyszeć, więc nie głoszę, siadam na kanapie, włączam kolejny odcinek „Friends”, chowam lampę pod korcem i cieszę się kolejnym fajnym wieczorem – ironizuje Stanisław Bogdański. – Co więcej, podpieram swą postawę Biblią: „Nie rzucaj pereł między wieprze”. Na każdą niekoniecznie ewangeliczną postawę zawsze znajdzie się jakiś wyjęty z kontekstu fragment... Jak usłyszeć Słowo, kiedy nikt nie głosi? Napisałem o tym w książce – być może któryś z największych terrorystów ISIS w przyszłości stanie się świętym Pawłem naszych czasów? W książce podaję sporo przykładów na to, że Ewangelia ogłoszona z mocą i dostosowana do wrażliwości ucha odbiorcy rozpala serca muzułmanów bardziej niż zapałka wysuszone siano. Ewangelia ma moc przemiany serc. Tu nie ma limitów, a jeśli są, to my je ustawiamy – nie Bóg.

Sobór Watykański II, który zachęcał do szacunku względem innych religii, wskazywał jednoznacznie na zbawcze pośrednictwo Jezusa. Obowiązkiem każdego chrześcijanina jest głoszenie Dobrej Nowiny niewierzącym. „Nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4,12).

Islam albo śmierć

Rzeczywistość jest brutalna. Podstawową przeszkodą w przyjęciu chrztu przez muzułmanina nie są bariery natury duchowej, ale społecznej. Neofita skazany jest na wykluczenie i odrzucenie przez rodzinę. – Problem konwersji z islamu jest niezwykle skomplikowany. Wedle Koranu za konwersję grozi kara śmierci – wyjaśnia pracujący przez lata w Watykanie abp Tadeusz Wojda. – Nawet w rodzinach mieszanych (znamy przykład Meriam z Sudanu, gdzie część rodziny była chrześcijanami) presja i straszenie karą śmierci są na porządku dziennym. W Rzymie czytałem o sytuacjach, gdy rodzice zabijali własne dziecko, które zbliżyło się do Kościoła i przyjmowało zachodni styl życia. To nie były jednostkowe przypadki. Obserwuję to zjawisko od lat i jestem pewny, że gdyby nie lęk o życie, wielu muzułmanów dawno przeszłoby na chrześcijaństwo.

Od czego zacząć? Jak zawsze od gorącej modlitwy.

– Ludzie Zachodu muszą wylać tyle łez, aby w krajach Wschodu spadł deszcz. Panuje tam zło tak potężne, że trudno o tym mówić bez płaczu – apeluje Leif Hetland, Norweg, którego misją jest ewangelizacja muzułmanów (już po pierwszej wizycie w Pakistanie oskarżono go o bluźnierstwo przeciwko Mahometowi). – Tylko Bóg trzyma mnie przy życiu – opowiada.

Można szturmować niebo za orędownictwem Tej, która ukazała się w Fatimie. „Sprawdziłem to dokładnie: w całej Europie Zachodniej istnieje tylko jedno miejsce o tej nazwie. Dlaczego Maryja ukazała się właśnie tam?” – pyta włoski dziennikarz Vittorio Messori. „Zmarła w 632 roku Fatima, najmłodsza, ukochana córka Mahometa i jego pierwszej żony Chadidży, uważana jest za jedną z najdoskonalszych kobiet islamu. Określana jest jako sajjida – przywódczyni kobiet w raju”.

Przypadek? Nie sądzę…•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji