Nowy numer 14/2020 Archiwum

Umarł kalif, ale ISIS nadal żyje

Śmierć Abu Bakra al-Baghdadiego to wyłącznie symboliczny sukces USA. W rzeczywistości tzw. Państwo Islamskie, także w wyniku amerykańskich błędów, ma teraz sprzyjające warunki do odrodzenia się.

Operacja zabicia lidera tzw. Państwa Islamskiego (ISIS) kolejny raz dowiodła, że żaden kraj nie może się równać ze Stanami Zjednoczonymi w determinacji i skuteczności likwidowania wrogów. To była niezwykle trudna akcja, poprzedzona wielomiesięczną infiltracją terenu, w ostatniej chwili przyspieszona z powodu amerykańskiego odwrotu z Syrii i sygnałów o zbliżającej się zmianie kryjówki przez Baghdadiego. Operację przeprowadzono głęboko na terytorium wroga – w miejscowości Barisza, w syryjskiej prowincji Idlib. Stanowi ona bastion islamskich radykałów, a w tamtejszej przestrzeni powietrznej rządzi rosyjskie lotnictwo. W nocy z 26 na 27 października 8 amerykańskich helikopterów z komandosami z formacji Delta Force zrównało z ziemią kryjówkę jednego z najgroźniejszych terrorystów świata. Zapędzony w ślepy, podziemny tunel al-Baghdadi wysadził się wraz z trojgiem swoich dzieci. Żołnierze USA bez strat wrócili do bazy. Jednak wbrew powtórzonej kolejny raz przez Donalda Trumpa deklaracji o zwycięstwie nad ISIS to na pewno nie koniec tej organizacji. Wręcz przeciwnie, działania USA w ostatnich tygodniach stworzyły dogodne okoliczności do jej odrodzenia.

Wyhodowali bestię

Jak na osobę, która przez kilka lat stała na czele najpotężniejszej grupy terrorystycznej na świecie, informacje o życiu Ibrahima Awada al-Badriego (Abu Bakr al-Baghdadi to tylko jeden z jego wielu pseudonimów) są bardzo skąpe. Dowodząc ISIS, tylko dwa razy wystąpił publicznie. Zachowało się zaledwie kilka jego zdjęć z młodości. Urodził się w 1971 roku w mieście Samarra w środkowym Iraku, w szanowanej rodzinie pobożnych muzułmanów. Al-Badri studiował prawo islamskie na jednym z bagdadzkich uniwersytetów. Nie wyróżniał się wówczas ani talentem naukowym, ani charyzmą, za to szybko miał się dać poznać jako zwolennik nietolerancyjnej i przyzwalającej na przemoc interpretacji islamu.

W odpowiedzi na wiadomość o śmierci lidera ISIS irańskie władze stwierdziły, że USA „zabiły swoją własną bestię”. Trudno nie zgodzić się z tym stwierdzeniem, bo to właśnie na gruncie chaosu w Iraku po obaleniu Saddama Husajna rósł w siłę al-Badri vel Baghdadi. W roku 2003 dołączył do jednej z islamskich milicji przeprowadzających ataki na żołnierzy USA. W 2004 został zatrzymany w Faludży i osadzony w Camp Bucca. Więzienie to zyskało później niechlubne miano „uniwersytetu dżihadystów”, bo zamiast służyć izolacji, tylko ułatwiło irackim ekstremistom zacieśnienie kontaktów i sprzyjało ich radykalizacji. Co więcej, Amerykanie zlekceważyli wówczas Baghdadiego. Uznając go za niezbyt inteligentnego ulicznego rzezimieszka, po 10 miesiącach wypuścili na wolność.

Szybko potem zaczął się piąć w hierarchii przywódców organizacji Islamskie Państwo w Iraku, stojącej za serią krwawych zamachów samobójczych. W 2010 roku został jej przywódcą. Al-Baghdadi wykonał serię ruchów, które doprowadziły to ugrupowanie terrorystyczne do szybkiego wzrostu potęgi. Po pierwsze, przeniósł struktury organizacji z Iraku do Syrii. Po wybuchu wojny domowej skrajnie islamskie organizacje znalazły tam bezpieczną przystań, dostęp do broni i rekrutów. W 2013 roku przemianował nazwę na Islamskie Państwo w Iraku i Lewancie (ISIS, w świecie arabskim znane pod akronimem DAESH).

Na przełomie lat 2013 i 2014 al-Baghdadi podjął decyzję o odrzuceniu zwierzchnictwa Al-Kaidy. W zamian zaczął promować ideę wskrzeszenia kalifatu – czyli państwa zrzeszającego wszystkich muzułmanów, którego przywódca łączyłby funkcję najwyższego lidera politycznego i religijnego. DAESH szybko zastąpił Al-Kaidę w roli organizacji sprawującej „rząd dusz” wśród islamskich fanatyków; koncept kalifatu zaczął przyciągać radykałów z całego świata.

Al-Baghdadi stał też za skutecznym atakiem na Mosul w czerwcu 2014 roku. Natarcie kilkuset dżihadystów na drugie największe miasto Iraku było z pozoru szalonym pomysłem. Jednak dzięki kontaktom z wysokiej rangi sunnickimi liderami z czasów Saddama Husajna Baghdadi wiedział o głębokich podziałach w irackiej armii i słabości lokalnej administracji. Wojsko Iraku wycofało się z miasta, pozostawiając dla ISIS pieniądze w bankach i nowoczesne uzbrojenie w magazynach.

5 lipca 2014 roku Baghdadi po raz pierwszy wystąpił publicznie. W meczecie Al-Nouri w Mosulu oficjalnie ogłosił się kalifem Ibrahimem, zuchwale wzywając: „Bądźcie mi posłuszni, tak jak ja jestem posłuszny Bogu”. W 2014 roku DAESH stał się najsilniejszą organizacją terrorystyczną w historii. Kontrolował obszar prawie 90 tys. km kw. (mniej więcej wielkości Węgier). Baghdadi stworzył efektywny aparat administracyjny, zapewnił stałe zyski budżetowe, szmuglując m.in. ropę i rabowane ze starożytnych wykopalisk dzieła sztuki. Wydawał własny, anglojęzyczny periodyk „Dabiq”, gdzie zapowiadał podbicie Europy i „połamanie krzyży” w Rzymie. Na zajętych terenach siał terror. Oddziały ISIS dokonały ludobójstwa jezydów, mordowały i wypędzały chrześcijan oraz szyitów, zabijały jeńców wojennych.

Wielka ucieczka

Seria sukcesów propagandowych USA (ledwie 2 dni po śmierci Baghdadiego Amerykanie zlikwidowali osobę numer 2 w ISIS – Abdullaha Qardasha) nie przełoży się jednak na długofalowe korzyści. Głównie z powodu wycofania się Amerykanów z Syrii i porzucenia przez nich Kurdów. Nie chodzi tylko o obniżenie wiarygodności międzynarodowej Stanów Zjednoczonych. Warto pamiętać, że w syryjskim Kurdystanie przetrzymywana jest większość schwytanych bojowników DAESH – około 12 tys., jedną trzecią z nich stanowią obcokrajowcy. To fanatycy bez szans na resocjalizację, którzy po wyjściu na wolność powrócą do szerzenia terroru – w Iraku, Syrii lub w Europie. Oprócz nich w obozie Al-Hawl przebywa około 70 tys. kobiet i dzieci – rodzin bojowników, w większości także zradykalizowanych.

Po rozpoczęciu tureckiej inwazji na Syrię 9 października dowódca Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF) Mazloum Abdi ostrzegł: „Ochrona więźniów ISIS nie będzie już naszym priorytetem”. Wobec przerzucania przez Kurdów wszystkich sił do odparcia ataku Turcji media doniosły już o kilku falach ucieczek z więzień. Oswobodzeni bojownicy wtapiają się potem w tłum uchodźców ciągnących do Iraku. Tam z kolei sytuacja niepokojąco zaczyna przypominać wydarzenia z 2013 roku. Od początku października 2019 roku Irakijczycy protestują przeciwko bezrobociu, korupcji i nieudolności rządu. W pokojowe i społecznie uzasadnione demonstracje włączają się prowokatorzy anarchizujący tłum i doprowadzający do rozlewu krwi podczas demonstracji. Dokładnie w ten sam sposób DAESH przejął kontrolę nad iracką prowincją Anbar w grudniu 2013 roku.

Parasol ochronny nad terrorystami

Pokonanie ISIS oddala się nie tylko z powodu masowych ucieczek bojowników z więzień w syryjskim Kurdystanie, ale też z powodu pozostawienia tam wolnej ręki dla Turcji.

Aktywni politycy unikają mówienia o tym publicznie, ale dziennikarze i analitycy piszą wprost – Turcja wspiera Państwo Islamskie i jego istnienie jest korzystne z punktu widzenia Ankary. Dzień po zabiciu Baghdadiego otwarcie napisał o tym na łamach „Washington Post” Brett McGurk, który w latach 2015–2018 był specjalnym wysłannikiem prezydenta USA ds. walki z ISIS. Od 2013 roku kilkadziesiąt tysięcy zagranicznych radykałów przybyło do samozwańczego kalifatu właśnie przez Turcję. Miejscowość Barisza, gdzie zginął Baghdadi, leży w syryjskiej prowincji Idlib, zaledwie kilka kilometrów od Turcji. Zdaniem McGurka, jak i innych analityków, Turcy musieli wiedzieć o przebywaniu tam lidera ISIS i roztaczali nad nim ochronę. Zresztą działania USA potwierdzały brak zaufania w tej sprawie do Recepa Erdoğana. Amerykanie nie poinformowali Turków o operacji, nie polecieli też na akcję z leżącej niedaleko Bariszy bazy Incirlik w Turcji, ale z położonego znacznie dalej Irbilu – stolicy irackiego Kurdystanu.

Choć po śmierci Baghdadiego tureckie władze informowały o fali aresztowań osób powiązanych z ISIS, to nie ulega wątpliwości, że dla Erdoğana jest to wyłącznie element wewnętrznych rozgrywek politycznych. W rzeczywistości Turcja nigdy nie zadała realnego ciosu terrorystom z ISIS, choć ma ku temu wszelkie możliwości. Zwłaszcza teraz, gdy kierownictwo tej organizacji rezyduje w syryjskiej prowincji Idlib, stanowiącej faktyczny protektorat Ankary.

Należy też podkreślić, że w takiej organizacji jak Państwo Islamskie osoba lidera nie odgrywa kluczowej roli. Baghdadi ostatnie miesiące życia spędzał w coraz bardziej odizolowanych kryjówkach. ISIS ma bardzo zdecentralizowaną strukturę. Obecnie bardziej przypomina „markę”, pod którą w różnych częściach świata działają islamscy terroryści. Nie mają oni bezpośrednich kontaktów z Baghdadim i jego ludźmi.

Choć śmierć lidera DAESH jest więc militarnym sukcesem USA, a dla rodzin ofiar ISIS to symboliczne wymierzenie sprawiedliwości, droga do pokonania tej organizacji jest jeszcze daleka.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Polecamy

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama