Nowy numer 14/2020 Archiwum

Zielone światło z Rosji

Jednym ze skutków wiary w „koniec historii” było przekonanie, że wraz z upadkiem ZSRR skończyło się wspieranie przez Moskwę zachodnich ruchów „ekologicznych”. Nic bardziej złudnego: imperium upadło, ale interesy zostały.

Gdy przekop Mierzei Wiślanej, jeden z najbardziej strategicznych projektów dla bezpieczeństwa i suwerenności polskiej żeglugi, wszedł z fazy planowania do etapu wykonania, było kwestią czasu, kiedy organizacje ekologiczne (a przynajmniej tak się określające) podniosą alarm.

Nic nowego

Tym razem jako pierwsi głos zabrali belgijscy europosłowie z partii Ecolo, którzy wystąpili do Komisji Europejskiej, by zainterweniowała w sprawie rozpoczętej inwestycji. Inicjatywa wyszła wprawdzie od jednej z polskich organizacji, której celem jest zablokowanie budowy kanału, ale trafiła na podatny grunt u belgijskich kolegów. Może być tak, że to zamieszanie wokół Mierzei Wiślanej jest tylko efektem szczerego przekonania działaczy tych ruchów. Tak się jednak składa, że to ewentualne szczere przekonanie idzie w parze z równie szczerym przekonaniem Rosjan, że polska inwestycja uderza w ich interesy. A Moskwa przez długie dekady wyspecjalizowała się we wspieraniu, a nieraz inicjowaniu zachodnich ruchów ekologicznych, których głównym zadaniem miało być sabotowanie różnych przedsięwzięć przemysłowych czy infrastrukturalnych, zagrażających nie tyle środowisku naturalnemu, ile interesom energetycznym i politycznym Kremla. Nie wiedzieć dlaczego niektórzy uznali, że wraz z upadkiem ZSRR temat przestał być aktualny. Tymczasem „ekologia” pozostaje i dziś jednym z ważniejszych obszarów aktywności rosyjskiej agentury na Zachodzie. Nawet były sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen przyznał kiedyś: „Rosjanie jako element swojej wyszukanej polityki dezinformacyjnej traktują aktywne zaangażowanie się w działalność tzw. ekologicznych organizacji pozarządowych działających przeciwko gazowi odkrywkowemu, aby zachować energetyczną dominację Rosji”. Rasmussen mówił to na podstawie informacji wywiadowczych, jakie uzyskały państwa NATO. Kiedy więc ktoś głośno krzyczy, że dany projekt, ewidentnie korzystny dla bezpieczeństwa i suwerenności państwa, stanowi zagrożenie dla „stosunków wodnych” czy innych „migracji żab”, to – nie lekceważąc potencjalnych skutków dla środowiska – spontanicznie rodzi się podejrzenie, że sprawa może mieć drugie dno. Bo choć bywa i tak, że ekologiczna krytyka pewnych projektów przypadkowo pokrywa się z interesami Rosji, to jednocześnie tradycja aktywności zielonych ramion Moskwy na Zachodzie jest dosyć długa. A to oznacza naturalne wyczulenie na takie akcje jak próba zablokowania przekopu Mierzei Wiślanej przez belgijskich aktywistów.

Gaz-mat

Podobne wyczulenie na rosyjskie wpływy mieli dwa lata temu amerykańscy kongresmeni, którzy zwrócili się do sekretarza skarbu o przeprowadzenie śledztwa w sprawie domniemanego finansowania przez Kreml protestów organizacji ekologicznych w USA przeciwko wydobyciu gazu łupkowego. Dziś wiadomo, że odkrycie kolejnych złóż zwiększyło energetyczną suwerenność USA. Dzięki temu Amerykanie mogą sprzedawać swój gaz krajom takim jak Polska, które dotąd były uzależnione od gazu rosyjskiego. Nie trzeba zatem być wyznawcą tzw. spiskowej teorii dziejów, by przynajmniej wziąć pod uwagę fakt, że „komuś” na takim sabotowaniu wydobycia może bardzo zależeć. Śledztwo zainicjowane przez Kongres miało wykazać, że jedna z fundacji organizujących protesty w USA była finansowana przez rosyjskie spółki energetyczne – nie bezpośrednio, ale przez różne kanały pośrednie, m.in. przez banki ulokowane w egzotycznych krajach. W tym kontekście zasadne jest pytanie o rolę Moskwy w sabotowaniu poszukiwania złóż łupków na terenie Polski i innych krajów regionu. Osiem lat temu głośno było o raporcie amerykańskiej agencji rządowej zajmującej się energią, z którego wynikało, że najprawdopodobniej Polacy śpią na największych w Europie i jednych z największych na świecie złożach gazu łupkowego. Polskie firmy energetyczne snuły wizje, które miały z nas uczynić Arabię Saudyjską Europy. Nadzieję budził fakt, że wiele firm zagranicznych, w tym amerykańskie, zaangażowało się w odwierty na terenie Polski. Co się stało, że przerwano poszukiwania? Raport Najwyższej Izby Kontroli nie pozostawiał suchej nitki na ówczesnym rządzie, którego zaniedbania w tym zakresie skutkowały m.in. zbyt wysokimi kosztami odwiertów i bałaganem prawnym. Ponadto różne ruchy ekologiczne prowadziły w Europie kampanię, która miała zdyskredytować wydobycie gazu łupkowego, przedstawiając je jako zabójcze dla środowiska. Wątpliwości co do tego, kto inicjuje i finansuje ten sabotaż, nie mieli eksperci od służb specjalnych. Podkreślali to nawet czescy generałowie (cytował ich czeski portal idnes.cz) pracujący w służbach informacyjnych. „W kontekście budowy kolejnych gazociągów Rosjanie muszą poważnie traktować informacje o pojawieniu się nowych źródeł gazu. Będzie to kwestia zainteresowania wszelkich służb wywiadowczych, nie tylko rosyjskich, które będą obserwować, co się dzieje w obszarze bogactw naturalnych” – mówił jeden z nich. A drugi, były szef czeskiego Sztabu Generalnego, powoływał się na podobne działania rosyjskich służb, sabotujące rozmieszczenie w naszych krajach elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej: „Wpływanie na opinię publiczną przez organizacje ekologiczne i pokojowe to są sposoby, które Rosjanie wykorzystują już dość długo i całkiem skutecznie. To rosyjska karta, którą zagrano w Europie Zachodniej przy rozmieszczaniu amerykańskich rakiet”.

Przypadki chodzą parami

Podejrzenie co do powiązań ruchów ekologicznych z Moskwą można było mieć w ostatnich latach w przypadku różnych dziwnych działań legislacyjnych w UE w zakresie szeroko rozumianej branży żywnościowej. Flagowym przykładem stała się nagła walka Brukseli o ograniczenie zawartości niektórych pierwiastków w produkcji fosforanów wykorzystywanych do produkowania nawozów. Ustalone limity zostały przyjęte przez PE (gdzie działa parę tysięcy legalnych, zarejestrowanych grup lobbystycznych, wśród których znajdują się również ruchy ekologiczne), bo posłowie dali się przekonać, że zawartość tych konkretnych pierwiastków w nawozach faktycznie wpływa na jakość żywności. Tymczasem drugie dno sprawy było takie, że narzucone krajom unijnym limity pozwoliły zdominować europejski rynek przez… rosyjskich producentów nawozów. Przypadek? Być może. Ale rosyjskie służby działają w tych obszarach zbyt profesjonalnie, by przynajmniej nie założyć, że również w tym „przypadku” mogło dojść do znakomicie przeprowadzonej akcji dezinformacyjnej i lobbystycznej.

Z tego samego powodu podejrzenia muszą budzić próby sabotowania przekopu Mierzei Wiślanej. Rosjanie od 2017 roku, odkąd projekt zaczął stawać się bardziej realny, przekonywali, że ingerencja w obecny kształt zalewu uderzy w rosyjską infrastrukturę i zaszkodzi środowisku naturalnemu. Najbardziej aktywne na tym polu były władze obwodu kaliningradzkiego, które przekonywały opinię publiczną, że polski projekt ma podtekst militarny i jest nieekologiczny. Gubernator obwodu stworzył nawet specjalną grupę, która miała badać temat. W jej skład, poza ludźmi ze służb specjalnych, wchodzili aktywiści ruchów ekologicznych (ślady takich zapowiedzi można znaleźć m.in. w rosyjskim serwisie Sputnik).

Nie dać się zwariować

Początków tradycji długich zielonych ramion Moskwy, sięgających Zachodu, należy szukać w czasach ZSRR i okresie zimnej wojny. Dziś nie jest tajemnicą, że wiele lewicowych ruchów odwołujących się do ekologii powstało z inspiracji KGB. Przykładem są m.in. niemieccy Zieloni, którzy wsławili się (i zasłużyli Moskwie) organizacją masowych demonstracji przeciwko budowie elektrowni atomowych w Niemczech. Dla ZSRR sprawą życia i śmierci było niedopuszczenie do uniezależnienia się Zachodu od dostaw tradycyjnych surowców z Rosji, więc siła rażenia finansowanych z Moskwy ruchów ekologicznych była ogromna. Podobnie było w przypadku masowych demonstracji tych ruchów na rzecz rozbrojenia – cel szlachetny i chwytliwy społecznie, tyle tylko, że było to działanie mające wymusić rozbrojenie jedynie Zachodu, podczas gdy Moskwa ani myślała o zwolnieniu tempa wyścigu zbrojeń. Efekt tej niechlubnej tradycji jest taki, że dziś, gdy mamy do czynienia z rzeczywistymi wyzwaniami dla ochrony środowiska, budzi się w nas spontaniczna nieufność, czy i to nie jest element jakiejś gry, w której ekologia jest tylko modnym ubraniem dla ideologii lub zwykłych interesów. A ta podejrzliwość działa na szkodę prawdziwych problemów ekologicznych, które w ten sposób są zaniedbywane. Nie można jednak dać się zwariować. Szantaż i ekoterroryzm niektórych organizacji nie zwalniają nas z troski o środowisko naturalne. Z drugiej strony tzw. wrażliwość ekologiczna nie może przesłonić faktu, że ktoś tę wrażliwość próbuje czasem wykorzystać – również dla swoich lub cudzych interesów.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Polecamy

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama