Nowy numer 49/2019 Archiwum

Polska błogosławiona

W Polsce nie zawsze bywa wygodnie. Ale niedaleko stąd do nieba.

Jest rok 1938. Za kilkanaście miesięcy zwalą się na Polskę dywizje niemieckie, a potem sowieckie i zapanuje czas przemocy, bestialstwa i terroru na skalę, jakiej świat jeszcze nie widział. Polska będzie pierwszą i statystycznie największą ofiarą tej wojny. A jednak święta Faustyna w tym właśnie czasie, kilka miesięcy przed swoją śmiercią, zapisała w „Dzienniczku”: „Gdy się modliłam za Polskę, usłyszałam te słowa: »Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście moje«”.

Dziwne… Jak pogodzić taką zapowiedź z tym, co już niebawem miało nastąpić? A miała nastąpić nie tylko wojna, lecz i pół wieku zależności od komunistycznego molocha. Gdzie tu potęga? Gdzie szczególne błogosławieństwo?

Jaka potęga?

Co dla Polski miałoby być potęgą? Ludzka myśl nasuwa dziś rozległe terytorium pocięte autostradami wzdłuż i wszerz po horyzont, wieżowce bodące chmury, bogate miasta, zamożne osady i potężną armię, z którą każdy musi się liczyć.

Gdyby tak miał wyglądać kraj pobłogosławiony przez Boga, należałoby oczekiwać statusu Polski podobnego do tego, który dziś mają Stany Zjednoczone, a dawno temu miało Imperium Rzymskie. Co jeszcze więcej moglibyśmy mieć niż tamci? I na jak długo moglibyśmy to mieć? Nasz kraj zresztą rozciągał się już od morza do morza – i niewiele dziś z tego wynika. Tego rodzaju pomyślność mało pasuje do logiki Ewangelii, która nie koncentruje się na tym świecie. Słowo Boże wiedzie wiernych Chrystusowi jakby obok tego wszystkiego. Status materialny państw nie ma wielkiego znaczenia, o ile nie ma związku z celem każdego człowieka, jakim jest zbawienie. W istocie błogosławieństwem każdego państwa są zawsze wierni Bogu ludzie, niezależnie od tego, w jakich warunkach żyją. I o tyle przysparzają ludzkości błogosławieństwa, o ile są wierni.

Wywyższenie „w potędze i świętości” to w istocie potęga wynikająca ze świętości. To ludzie posłuszni Bożej woli są błogosławieństwem każdego kraju. Polsce na takich ludziach nie zbywało – przynieśli łaskę Bożą państwu i światu.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • Lucjan_Biel
    06.12.2019 13:23
    Lucjan_Biel
    NIECHCIANY ŚWIĘTY MĘCZENNIK
    W dniu wspomnienia św. Mikołaja biskupa
    przypada 76 rocznica męczeńskiej śmierci ojca Ludwika Wrodarczyka.

    "Od Pana Jezusa otrzymałem jako podarek i order - krzyż, który mam nosić idąc za nim." - te słowa ojca Ludwika wypełniły się w nocy 6/7 grudnia 1943r.

    Ojciec Ludwik, urodzony w Radzionkowie na Śląsku, proboszcz w Okopach na Wołyniu, został zamordowany w nocy z 6 na 7 XII 1943r. Dnia 6 grudnia 1943r wieczorem bandyci z Ukraińskiej Armii Powstańczej napadli na Okopy i okoliczne wioski. Zaczęła się rzeź mieszkańców, rabunki i palenie domów. Ojca Ludwika proszono, aby uciekł do lasu w obliczu niebezpieczeństwa. On jednak około godziny 22 udał się do swojego kościoła. Wtedy wtargnęli oprawcy. Ksiądz został wywleczony z kościoła. Mordercy z UPA sprofanowali kościół, w którym zabili dwie kobiety, które stanęły w obronie swojego proboszcza - 18-letnią Weronikę Kozińską i 90-letnia Łucję Skurzyńską.
    Kościół zdemolowali, a konsekrowane Hostie rozsypali po podłodze. Obrabowali kościół i zakrystię. Chcieli go podpalić, ale po usilnych błaganiach księdza, odstąpili od tego zamiaru. Następnego dnia na stopniach ołtarza ludzie znaleźli zakrwawioną koloratkę.
    Księdza wleczono na postronku za saniami do odległej 7 km wsi Karpiłówki, gdzie stacjonowało dowództwo bandytów z UPA. Na śniegu znaleziono podarte skrawki ubrania księdza i krople krwi - ślady po biciu i maltretowaniu. Następnie wywieziono go samochodem do uroczyska Pałki. Tam rozebrali go do naga. Poddali go nieludzkim torturom - bito, kłuto bagnetem, przypalano stopy gorącym żelazem.
    Gdy ojciec Ludwik czuł już swój koniec, poprosił swoich katów o możliwość pomodlenia się. Modlił się długo, po czy wstał i powiedział "Jestem gotów". Na koniec poddano go przecinaniu piłą. Oprawcy zmusili do tego ukraińskie kobiety, które stały się przymusowymi wspólniczkami ich bestialstwa. Na wpół przeciętego, ale dającego jeszcze oznaki życia, rzucili pod drzewem i oddali do niego serię z karabinu.
    Ponad 30 lat temu Oblaci Maryi Niepokalanej - współbracia ojca Ludwika - zaczęli starać się o jego beatyfikację. Potem proces przejęła diecezja katowicka. Wszystko chyba utknęło w biurokracji i kościelnej poprawności politycznej.
    Kościół katolicki dotąd nawet nie beatyfikował ani jednego męczennika kresowego. A jest ich setki - księży i sióstr zakonnych oraz świeckich. Zamordowanych tylko za to, że byli katolikami i Polakami.
    doceń 2
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama