Nowy numer 50/2019 Archiwum

Zapomniani

Filmy „Obywatel Jones” oraz „Ikar. Legenda Mietka Kosza” zostały oparte na faktach.

Zdobywca Złotych Lwów na tegorocznym festiwalu filmowym w Gdyni „Obywatel Jones” i wyróżniony Srebrnymi Lwami „Ikar. Legenda Mietka Kosza” opowiadają o bohaterach, którzy w swoim czasie zyskali rozgłos, a później z pewnych względów zostali zapomniani. Filmy, tak różne w sposobie realizacji, przywracają pamięć o nich.

Koszmar na Ukrainie

Z pewnością „Obywatela Jonesa” Agnieszki Holland warto obejrzeć przede wszystkim z uwagi na temat, bo klęska głodu, jaka spadła na Ukrainę w latach 1932–33, czyli Hołodomor, właściwie do tej pory nie znalazła znaczącego odzwierciedlenia w filmie fabularnym. W przeciwieństwie do Holokaustu, który stał się tematem wielu filmów, w tym kilku wybitnych. Po raz pierwszy Hołodomor zaistniał w filmie „Głód 33” ukraińskiego reżysera Ołesia Janczuka, a następnie w kanadyjskiej produkcji „Gorzkie żniwa” George’a Mendeluka. Nie były to jednak dzieła do końca udane. Powstało natomiast sporo filmów dokumentalnych, jednak dokumenty nie mają takiej siły oddziaływania jak dobrze zrealizowana fabuła.

„Obywatel Jones” ma szansę trafić do szerszej widowni chociażby ze względu na nazwisko reżyserki. Bohaterem filmu jest Gareth Jones, walijski dziennikarz, który jako jeden z pierwszych usiłował informować światową opinię publiczną o klęsce głodu na Ukrainie. Gareth Jones przez jakiś czas pracował dla byłego brytyjskiego premiera Davida Lloyda George’a w roli doradcy do spraw zagranicznych. Jones zyskał miano eksperta do spraw Niemiec, relacjonował też kampanię wyborczą Hitlera przed objęciem przez niego władzy. Wraz z innymi korespondentami leciał samolotem Hitlera, a w jednym ze swoich artykułów napisał, że gdyby rozbić ten samolot, historia Europy potoczyłaby się w innym kierunku. Jones, znakomity obserwator rozgrywających się wokół niego wydarzeń, nie miał wątpliwości, w jakim kierunku potoczy się sytuacja w Niemczech i Europie po dojściu nazistów do władzy. Był człowiekiem o przekonaniach lewicowych. Podobnie jak Lloyd George, jego patron, którego – jak wielu wpływowych intelektualistów – fascynował Stalin i efekty industrializacji prowadzonej przez niego kosztem społeczeństwa.

W filmie Agnieszki Holland Jones jest bezkompromisowym, idealistycznym dziennikarzem, który nie wierzy pozorom i zawsze chce dotrzeć do sedna sprawy. Postanawia sprawdzić, jak naprawdę przedstawiają się osiągnięcia planu pięcioletniego realizowanego w Związku Radzieckim. Ma też nadzieję na wywiad ze Stalinem. Powołując się na swoje koneksje z Lloydem George’em, cieszącym się uznaniem sowieckich dygnitarzy, zdobywa wizę. Po dotarciu do Moskwy obraca się w towarzystwie przebywających tam zagranicznych dziennikarzy z Walterem Durantym na czele. Duranty, korespondent „The New York Times”, uważany jest za specjalistę od spraw ZSRR, a jego teksty wychwalające osiągnięcia komunistycznej władzy mają ogromny wpływ na opinię publiczną na Zachodzie. W 1932 roku otrzymał Nagrodę Pulitzera za serię artykułów na temat Stalinowskiej polityki „za bezstronne i obiektywne reportaże z ZSRR”. Malcolm Muggeridge, który również ujawnił, co w tym czasie działo się na Ukrainie, nazwał laureata „największym kłamcą wśród dziennikarzy”. Jones potajemnie jedzie na Ukrainę, gdzie jest świadkiem tragedii. To najlepsza część filmu zrealizowana w konwencji koszmarnej fantasmagorii. Natomiast chaotyczna narracja, a także rozpoczęte i niedokończone wątki sprawiają, że pozbawiony dramatyzmu film nie budzi w widzu emocji.

Lot Ikara

Film „Ikar. Historia Mietka Kosza” prócz Srebrnych Lwów zdobył jeszcze pięć innych festiwalowych nagród. To znakomicie opowiedziana historia zainspirowana życiem Mieczysława Kosza, pianisty jazzowego, który stał się legendą. Kosz jako dziecko stracił wzrok, ale dzięki talentowi, pasji i ogromnej pracowitości zyskał sławę, zdobywał nagrody w kraju i za granicą. Popularność, jaką cieszył się kiedyś jazz, należy już do przeszłości, jednak nazwiska niektórych wybitnych polskich muzyków, jak Komeda, Urbaniak czy Możdżer, są znane nie tylko fanom tego gatunku. Natomiast o Mieczysławie Koszu mało kto dzisiaj pamięta. Był fenomenalnym pianistą, który najlepiej czuł się na scenie w czasie koncertów, co zostało wyraziście uchwycone w filmie Pieprzycy. Kosz wygrał m.in. prestiżowy Montreux Jazz Festival, grał w paryskich klubach jazzowych i najlepszych salach koncertowych. Był mistrzem jazzowych improwizacji. Za życia wydał tylko jedną płytę długogrającą, można też go usłyszeć na krążku Marianny Wróblewskiej, gdzie akompaniuje wokalistce w kilku utworach. Jego karierę w szczytowym momencie w 1973 roku przerwała śmierć. Nie wiemy, czy był to wypadek, czy samobójstwo. Kosz miał 29 lat. Zabłysnął na jazzowym firmamencie i zgasł jak mityczny Ikar.

To już drugi, po „Chce się żyć”, film Macieja Pieprzycy z niepełnosprawnym bohaterem w roli głównej. – Mimo że wzbraniałem się przed tym, by reżyserować kolejny obraz o niepełnosprawnym bohaterze, zdecydowałem się na tę idącą pod prąd biografię kogoś, kto nie istnieje w powszechnej świadomości – mówił reżyser po pokazie „Ikara”. – To film o podążaniu za marzeniami wbrew trudom codziennego życia, nieprzychylnym czasom i innym ludziom… To film o sile, jaką daje pasja. Pasją Mietka Kosza był jazz. Poświęcił tej muzyce całe swoje życie. Jazz był również jego obsesją i rozpaczą, ale przede wszystkim wielką radością. Do swojej publiczności pianista mówił: „Żyję po to, by dla was grać, byście mnie słuchali, przeżywali razem ze mną i klaskali”.

Film nie jest typową rekonstrukcją biografii bohatera. Chronologia nie jest tu najważniejsza. O przełomowych momentach z życia Kosza dowiadujemy się z retrospekcji inspirowanych aktualnymi przeżyciami bohatera. Jednym z najważniejszych była utrata wzroku w dzieciństwie, która zdeterminowała jego życie. Czy gdyby zaniedbana choroba oczu została wykryta wcześniej, muzyka stałaby się jego przeznaczeniem? Poznajemy dzieciństwo Kosza wychowanego w biednej rodzinie, trudne relacje z ojcem i miłość matki, dzięki której trafił do prowadzonego przez siostry zakonne ośrodka dla niewidomych, gdzie zdobył wykształcenie i pogłębił swoją muzyczną pasję. W kolejnych odsłonach śledzimy początki jego muzycznej kariery i sukcesy na estradzie. Jednak największym walorem filmu jest próba przedstawienia życia wewnętrznego bohatera zmagającego się ze swoimi ograniczeniami. Muzyka jest jego pasją, ale nie daje mu poczucia spełnienia. Nawet w kręgu najbliższych mu ludzi zżera go samotność, brak miłości i oparcia, a przecież ze względu na swoje kalectwo jest od nich uzależniony. Poczucie wyobcowania sprawia, że popada w nałóg alkoholowy.

Swój sukces film zawdzięcza w znacznej mierze Dawidowi Ogrodnikowi, który po raz kolejny w swojej karierze stworzył przejmującą kreację. Nie można również pominąć kapitalnej ścieżki muzycznej autorstwa Leszka Możdżera. Znakomity pianista pojawia się zresztą na ekranie w epizodzie, w którym Kosz uczy go, jak dobrze zagrać na fortepianie „Summertime”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Kultura”

W latach 1991 – 2004 prezes Śląskiego Towarzystwa Filmowego, współorganizator wielu przeglądów i imprez filmowych, współautor bestsellerowej Światowej Encyklopedii Filmu Religijnego wydanej przez wydawnictwo Biały Kruk. Jego obszar specjalizacji to film, szeroko pojęta kultura, historia, tematyka społeczno-polityczna.

Kontakt:
edward.kabiesz@gosc.pl
Więcej artykułów Edwarda Kabiesza

Zobacz także

  • Lucjan_Biel
    29.11.2019 12:11
    Lucjan_Biel
    W OBRONIE ZAPOMNIANYCH !!!
    doceń 0
  • Lucjan_Biel
    29.11.2019 12:12
    Lucjan_Biel
    W OBRONIE ZAPOMNIANYCH !!!

    Zbliża się 76 rocznica męczeńskiej śmierci ojca Ludwika Wrodarczyka.

    "Od Pana Jezusa otrzymałem jako podarek i order - krzyż, który mam nosić idąc za nim." - te słowa ojca Ludwika wypełniły się w nocy 6/7 grudnia 1943r.

    Ojciec Ludwik, urodzony w Radzionkowie na Śląsku, proboszcz w Okopach na Wołyniu, został zamordowany w nocy z 6 na 7 XII 1943r. Dnia 6 grudnia 1943r wieczorem bandyci z Ukraińskiej Armii Powstańczej napadli na Okopy i okoliczne wioski. Zaczęła się rzeź mieszkańców, rabunki i palenie domów. Ojca Ludwika proszono, aby uciekł do lasu w obliczu niebezpieczeństwa. On jednak około godziny 22 udał się do swojego kościoła. Wtedy wtargnęli oprawcy. Ksiądz został wywleczony z kościoła. Mordercy z UPA sprofanowali kościół, w którym zabili dwie kobiety, które stanęły w obronie swojego proboszcza - 18-letnią Weronikę Kozińską i 90-letnia Łucję Skurzyńską.
    Kościół zdemolowali, a konsekrowane Hostie rozsypali po podłodze. Obrabowali kościół i zakrystię. Chcieli go podpalić, ale po usilnych błaganiach księdza, odstąpili od tego zamiaru. Następnego dnia na stopniach ołtarza ludzie znaleźli zakrwawioną koloratkę.
    Księdza wleczono na postronku za saniami do odległej 7 km wsi Karpiłówki, gdzie stacjonowało dowództwo bandytów z UPA. Na śniegu znaleziono podarte skrawki ubrania księdza i krople krwi - ślady po biciu i maltretowaniu. Następnie wywieziono go samochodem do uroczyska Pałki. Tam rozebrali go do naga. Poddali go nieludzkim torturom - bito, kłuto bagnetem, przypalano stopy gorącym żelazem.
    Gdy ojciec Ludwik czuł już swój koniec, poprosił swoich katów o możliwość pomodlenia się. Modlił się długo, po czy wstał i powiedział "Jestem gotów". Na koniec poddano go przecinaniu piłą. Oprawcy zmusili do tego ukraińskie kobiety, które stały się przymusowymi wspólniczkami ich bestialstwa. Na wpół przeciętego, ale dającego jeszcze oznaki życia, rzucili pod drzewem i oddali do niego serię z karabinu.
    Ponad 30 lat temu Saletyni - współbracia ojca Ludwika - zaczęli starać się o jego beatyfikację. Potem proces przejęła diecezja katowicka. Wszystko chyba utknęło w biurokracji i kościelnej poprawności politycznej.
    Kościół katolicki dotąd nawet nie beatyfikował ani jednego męczennika kresowego. A jest ich setki - księży i sióstr zakonnych oraz świeckich. Zamordowanych tylko za to, że byli katolikami i Polakami.
    doceń 7
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji