Nowy numer 30/2021 Archiwum

Wiara kardynała Saraha

Kardynał Robert Sarah próbuje obudzić Kościół i cały Zachód ze swoistego letargu wiary. „Wybaczcie, jeśli niektóre moje słowa wami wstrząsną” – pisze we wstępie. „Ta książka to krzyk mojej duszy”. Czy zostanie usłyszany?

Ta książka jest gorącym wezwaniem do tego, abyśmy jako chrześcijanie nie poszli drogą Judasza. I po drugie, żebyśmy nie zwątpili w Kościół osłabiony dziś przez grzechy niektórych duchownych. „Wobec zalewu grzechów w szeregach Kościoła kusi nas chęć, aby wziąć sprawy w swoje ręce. Kusi nas chęć oczyszczenia Kościoła własnymi rękami. Byłoby to błędem. Co zrobilibyśmy? Założylibyśmy jakąś partię? Jakiś front? To najgroźniejsza pokusa: zamaskowany podział. Pod pretekstem czynienia dobra ludzie się dzielą, krytykują, rozdzierają. A demon szyderczo się śmieje. Kościoła nie zreformujemy podziałem i nienawiścią”.

Co wobec tego powinniśmy robić, widząc słabnący Kościół? Umacniać jego jedność – twierdzi kard. Sarah. Jedność ta nie ma nic wspólnego z duchem korporacji, ale opiera się na czterech filarach: modlitwa, doktryna katolicka, umiłowanie Piotra i wzajemna miłość.

Kryzys wiary

Pierwsza część książki to próba opisu duchowej kondycji współczesnego Kościoła. Już tytuły kolejnych jej rozdziałów mówią wiele: „Kryzys wiary”, „Kryzys kapłaństwa”, „Kryzys Kościoła”, „Acedia i kryzys tożsamości”. Jak widać słowo „kryzys” powraca wielokrotnie. Zapyta ktoś: czy naprawdę jest tak źle ze współczesnym Kościołem? Czy obraz nie jest zbyt czarny? Sedno leży nie w emocjach, ale w pytaniu, czy jest to obraz prawdziwy.

Nie brak głosów, także nad Wisłą, że nie jest tak źle, że trzeba więcej optymizmu i nie powinno się uderzać w kasandryczne tony. Podam przykład. W ostatnim numerze GN znalazłem wywiad z jednym z warszawskich proboszczów („Obcy. Decydujące starcie”). Duszpasterz mówi tak: „Ogólna tendencja jest spadkowa, ale myślę, że to dobrze”. Twierdzi też, że choć Kościół się kurczy, to jednak się wzmacnia, oczyszcza, a w ogóle to dla Kościoła jest błogosławiony czas. Jestem od roku proboszczem w wielkim mieście i moje odczucia są zgoła inne. To trudny czas dla Kościoła, czas przesilenia, duchowej walki. Jeśli coraz mniej ludzi chodzi do Kościoła, coraz mniej się spowiada, to znaczy, że coraz więcej ludzi porzuca Boga, Chrystusa, Kościół i wybiera jakąś formę życia bezbożnego. W związku z tym ich wieczne zbawienie jest zagrożone, czy tak? Jeśli jako duszpasterze marzymy o pełnych kościołach, to nie dlatego, że kierujemy się tęsknotą za Kościołem triumfującym lub nostalgią za dawnymi czasami. Przecież ostatecznie chodzi o wieczne zbawienie, którego chcemy dla wszystkich.

Kardynał Sarah jak biblijny prorok bije na alarm. Zwraca uwagę, że w Kościele przestaliśmy myśleć kategoriami wiecznego zbawienia, zamykamy się w doczesności. Koncentrujemy się na celach społecznych (ekologia, imigranci), zaniedbując zasadniczy cel Kościoła, jakim jest prowadzenie ludzi do nieba i ratowanie ich od wiecznej zguby. „Kościelnego” optymizmu nie należy mylić z nadzieją.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama